Martyna Kulesza – Kultowe misie PRL
Martyna Kulesza
Kultowe misie PRL
- Panie kierowniku!
Oczko mu się odlepiło, temu misiu! [1]
Polska Rzeczpospolita Ludowa (1944–1989) przyniosła nie tylko chaos i deficyt w postaci pustych półek sklepowych. Propaganda sukcesu i dobrobytu oraz to, co znienacka pojawiało się w tym okresie, zapadło w pamięć wielu ludziom, których młodość przypadła na te lata. Masowe i niekiedy mało wyrafinowane zjawiska przyjmowały się w społeczeństwie błyskawicznie, przez co prędko zyskiwały status rzeczy kultowych. Zawojowały one rynek i wyobraźnię konsumentów. W tym czasie wszystko, co zachodnie było złe, zaś należąca do bloku wschodniego Polska była uzależniona od ZSRR. Minione lata miały swój urok, a realia PRL wydają się być bardzo egzotyczne dla młodych pokoleń.
Okres ten w historii Polski okazał się być kopalnią ciekawych faktów i zjawisk. Choć powstało dużo publikacji na ten temat, sama odnoszę wrażenie, że PRL i jego nowinki stały się bardzo modne w obecnym czasie. Rzeczywistość minionej epoki przenoszona jest na grunt współczesności. Ot, powstają restauracje i knajpy stylizowane na tamte czasy, modne stają się peerelowskie hasła i plakaty; telewizja co chwilę raczy nas powtórkami starych seriali, w których meblościanka straszy tak samo, jak kolejka w sklepie czy na poczcie. Wraca moda, wracają ulubieni bohaterowie, a wraz z nimi wspomnienia. I właśnie na wspomnieniach opiera się moja praca; wspomnieniach dwóch pokoleń – mojej mamy (rocznik ’60), której młodość przypadła właśnie na lata PRL, i moich (rocznik ’86), wszak jedną nogą tkwię w tamtym systemie. Pomocne okazały się też wspomnienia Bartka Koziczyńskiego, zebrane w tomiku 333 popkultowe rzeczy…PRL oraz informacje, których dostarczyła mi książka Macieja Łuczaka pt. MIŚ czyli świat według Barei.
Poszukując tematu mojej pracy semestralnej zaczęłam rozglądać się po pokoju, a mój wzrok przyciągnął szary miś, któremu sama będąc dzieckiem domalowałam oczy. Należy jeszcze do mojej mamy, jest więc misiem wielopokoleniowym i wiekowym. Zniszczony i wypchany trocinami – jest też najlepszą i najukochańszą zabawką z dzieciństwa. Uchował się spośród wielu ładniejszych i bardziej przytulnych. Jest uniwersalnym synonimem czegoś przyjemnego, a patrząc z perspektywy czasu na okres PRL, kiedy dzieci miały bardzo ograniczony dostęp do zabawek i było ich niewiele, bez wątpienia jest on sentymentalnym skarbem z tego okresu.
Choć słynne zdanie przytoczone na początku tej pracy pochodzi z kultowego już filmu Stanisława Barei Miś, jednak moja praca nie dotyczy tego filmu, a przynajmniej nie dosłownie. Bohaterami są tutaj wszystkie kultowe misie PRL; misie pluszowe, plastikowe, filmowe; te dla dorosłych i te dla dzieci. A cytat zaczerpnięty z tego najsłynniejszego Misia stanowi tylko słowo klucz, które wprowadza czytelników w świat misiów, cichych bohaterów czasów PRL. A oto one:
Imię: MIŚ
Rok urodzenia: 1957
Znaki szczególne: czasopismo dla dzieci
Miejsce urodzenia: Polska
Zgodnie z „misiową” chronologią moja wędrówka po „pluszowym” świecie rozpoczyna się w 1957 roku; roku, w którym pojawiło się pierwsze po wojnie czasopismo dla najmłodszych -MIŚ. W PRL dwutygodnik ten dzielił się popularnością ze Świerszczykiem, Płomyczkiem i Płomykiem- czasopismami dla starszych czytelników. Pomysłodawcą był Stanisław Aleksandrzak, zaś koncepcję czasopisma opracował Czesław Janczarski, literat i redaktor naczelny. Misiowy bohater otrzymał swoje imię w drodze konkursu; został Misiem Uszatkiem, który po pewnym czasie pojawił się na ekranie telewizyjnym. Pierwszy numer MISIA trafił do kiosków w 1957 roku i od razu zyskał ogromną popularność. Pismo to już od czasów przedszkolnych towarzyszyło maluchom, dobrze zapisując się w pamięci starszych pokoleń. Było symbolem dla ludzi, których dzieciństwo przypadło na lata PRL. W 1971 roku opiekę nad pismem przejęła Barbara Lewandowska, która stworzyła plejadę zastępców Misia Uszatka: Wiedźwiadka, Widzimisia, Pocopotka, Bajbajka czy Michalinę [2]. Ciekawe ilustracje pobudzające wyobraźnię dzieci oraz zamieszczone teksty literackie miały ogromny walor edukacyjny, przez co rodzice tak chętnie kupowali pismo swoim pociechom.
Imię: MIŚ Z OKIENKA
Rok urodzenia: 1957
Znaki szczególne: brak
Miejsce urodzenia: Polska
Miś z okienka był legendarną audycją telewizyjną dla najmłodszych; audycją, która wystartowała w 1957 roku, niemal w tym samym czasie co powojenna Telewizja Polska. Pomysłodawczynią programu była Wanda Szerewicz, wzorująca się na angielskim programie, w którym aktor gawędził z kukiełką. Tytułowy miś był głównym bohaterem, który prowadził konwersację z towarzyszącym mu rozmówcą. Głosu użyczała mu Danuta Przesmycka, zaś prowadzącym był Stanisław Wyszyński. To edukacyjne widowisko było stosunkowo krótkie i trwało 15 minut. W programie miś zachęcał m.in. do czytania ciekawych i godnych polecenia książek. Efektowna realizacja, obejmująca słynne drewniane okienko (wcześniej tekturowe) i rekwizyty oraz ciepłe dialogi, zapadały w pamięć na długo. Audycja ta była pierwszym programem, jaki moja mama obejrzała na ekranie czarnobiałego telewizora Atol. Miała 5 lat, kiedy jej rodzice kupili odbiornik telewizyjny, a był to rok 1965. Jak wspomina, był tylko jeden program, który funkcjonował kilka godzin dziennie. Cała rodzina skupiała się wtedy przed telewizorem i oglądała proste audycje, o jasnym przekazie, bez przemocy. Wszystkie programy telewizyjne były emitowane na żywo. Zużyty format Misia z okienka został w 1970 roku zastąpiony audycją telewizyjną Pora na Telesfora, w której debiutował m.in. Miś Colargol.
Imię: MIŚ YOGI
Rok urodzenia: 1958
Znaki szczególne: łakomstwo
Miejsce urodzenia: USA
Pierwotną realizację tego serialu animowanego zakończono zanim PRL odszedł w zapomnienie. Niemniej jednak nie wszyscy pamiętają, że w drugiej dekadzie PRL w polskiej telewizji królowały filmy animowane ze studia Williama Hanny i Josepha Barbery. Był pies Huckleberry, myszki Pixie i Dixie, ścigane przez kota Jinxa oraz miś Yogi, który wraz ze swoim małym towarzyszem misiem Boo Boo zamieszkiwał park Jellystone. Jego głównym zajęciem było wykradanie turystom koszyków z pysznym jedzeniem. Było to dla niego dziecinnie proste, bo jak sam zwykł mawiać był sprytniejszy od przeciętnego misia. Ta niezwykle popularna w Stanach Zjednoczonych kreskówka znalazła wiernych widzów także i w Polsce; fragmenty The Yogi Bear Show pojawiały się na szklanych ekranach po poniedziałkowym Zwierzyńcu. Po latach oglądania rodzimych dobranocek i programów dla dzieci pojawiła się nowa jakość. Choć w latach 70. nie było mnie jeszcze na świecie, jednak popularność przygód sympatycznego Yogi sprawiła, że wiele lat później nadal był on emitowany w paśmie bajek Hanny – Barbery. Mnie z kolei w pamięci utkwił Yogi – zabawka. Była to wycięta z tektury postać misia, któremu za pomocą śrubki przymocowywało się obrotowe nóżki, dzięki czemu miś mógł symulować szybki chód, podobny do tego, jak Yogi uciekał zabierając turystom koszyki z jedzeniem – podskakiwał, a w kółko kręciły się tylko jego nogi. Podobno pomysłodawcą kartonowego Yogi był Adam Słodowy, który zaprezentował go w swoim programie dla młodzieży Zrób to sam, również bardzo popularnym w okresie PRL.
Imię: MIŚ COLARGOL
Rok urodzenia: 1967
Znaki szczególne: rude futerko, niebieska tasiemka na szyi
Miejsce urodzenia: Francja
Moja przygoda z Colargolem rozpoczęła się w dzieciństwie od dobranocek. To bohater, którego imię sprawiało mi przez wiele lat trudności w wymowie. Nic dziwnego, skoro nie pochodził on z Polski. Dla mnie jednak zawsze pozostanie Coralgolem. Ten rudy miś z białą mordką i brzuszkiem, zamieszkujący wraz z rodziną las, był przeciwieństwem naszego polskiego Uszatka. Nie tylko z wyglądu, ale i z zachowania. Wszędzie go było pełno, a jego zwariowane usposobienie i pomysły nieraz wpędzały go w kłopoty. Jednak zawsze z pomocą przychodzili przyjaciele. W pamięci zapadła mi jego ruda grzywka oraz błękitne okrągłe oczka. Lubił chodzić do szkoły, ale zawsze się do niej spóźniał; marzył by zostać śpiewakiem: Colargol to właśnie ja / Miś, co zawsze śpiewać chciał. / Lecz choć bardzo kochał śpiew / Wciąż fałszował pośród drzew.
Postać niedźwiadka stworzyła dla synka Olga Pouchine. Miś z francuskich ilustracji różnił się od naszego Colargola, jako że polska animacja była wówczas prymitywna, ale i sympatyczna, pozbawiona agresji. Była to typowa bajka dla dzieci z tamtego okresu, ujmująca swoją prostotą i melodyjnością. Powszechnie znaną postać misia stworzył Tadeusz Wilkosz, łącząc w serialu kukiełki z tradycyjną animacją. Cienki i przesłodzony damski głos misia należał do Ireny Siempińskiej.
Imię: BIAŁY MIŚ
Rok urodzenia: ok. 1970
Znaki szczególne: prototyp wielkiego przeboju disco polo
Miejsce urodzenia: Polska
Bez wątpienia najbardziej rozrywkowym z misiów był Biały Miś. Ponad 40 lat temu wkroczył na salony i weselne parkiety w całej Polsce. To niekwestionowany numer jeden tamtych czasów i jak się okazuje bardzo uniwersalny, bo przetrwał w obiegu muzycznym do dziś. A jaki był przepis na przebój? Tak więc wolna, smutna melodia, wzruszająca historia typu love story bez szczęśliwego zakończenia etc. Biały Miś spełnił oczekiwania odbiorców. Autor tekstu, muzyk – amator Mirosław Górski, raczej nie mógł się spodziewać, że jego piosenka może osiągnąć taką popularność. Podobno to rozłąka z żoną i synkiem, spowodowana pobytem w wojsku, była dla Górskiego inspiracją do skomponowania tego przeboju. A tytułowy Biały Miś? Podobno wcale nie istnieje, a tytuł piosenki wziął się od białych włosów Andrzeja, syna autora. Sam Górski przez wiele lat pozostawał w cieniu i nie ujawniał, że jest odpowiedzialny na „misiomanię”. W latach 80. piosenkę grano na wszystkich dancingach, a dla tych o cieńszych portfelach (czytaj: studentów, uczniów) pozostawał adapter Bambino i domowa prywatka. Ale nawet w zaciszu domowego ogniska papierosy SPORT, wyroby czekoladopodobne, wino marki wino czy gumy Donald ustępowały tytułowemu misiowi.
Biały miś
Biały miś dla dziewczyny,
Którą kocham i kochał będę wciąż,
Lecz dziewczyna jest już z innym
I pozostał mi tylko biały miś.
O, dziewczyno, spójrz na misia,
A przypomni on chłopca ci
Najszczęśliwszego białego misia,
Który tylko miał w oczkach białe łzy.
Minął czas, naszych spotkań,
Minął dzień, zaginął biały miś
I pozostał żal i smutek,
Po dziewczynie, po misiu i po snach.
Biały miś, nie kochany,
Porzucony już dawno w ciemny kąt,
Już dziewczyna go nie weźmie,
Nie przytuli do swych rąk.
Imię: MIŚ USZATEK
Rok urodzenia: 1957; serial od 1975
Znaki szczególne: klapnięte uszko
Miejsce urodzenia: Polska
Na dobranoc – dobry wieczór / miś pluszowy śpiewa Wam. / Mówią o mnie Miś Uszatek, bo klapnięte uszko mam. / Jestem sobie mały miś, gruby miś / znam się z dziećmi nie od dziś. / Jestem sobie mały miś, śmieszny miś / znam się z dziećmi nie od dziś! Miś Uszatek narodził się w 1957 roku. Zbigniew Rychlicki, artystka grafik i ilustrator książek dla dzieci, stworzył postać tego sympatycznego bohatera, a także jego wiernych przyjaciół z lasu: Prosiaczka, Zajączka, Psa i Króliczków. Początkowo Uszatek gościł tylko w czasopiśmie MIŚ, którego był patronem. Od 1975 roku łódzkie Studio Małych Form Filmowych Se-ma-for rozpoczęło produkcję serialu lalkowego z Misiem Uszatkiem w roli głównej. Głos fenomenalnie podkładał mu Mieczysław Czechowicz.
Na przełomie lat 50. i 60. Uszatek był bez wątpienia postacią kultową. Ze wspomnień mojej mamy wynika, że niemal wszystkie dzieci na dobranoc śledziły losy przyjaznego misia. Grzeczny i dobrze ułożony miś zawsze wszystko wiedział, pouczał innych i może dlatego przez niektórych uważany był za przemądrzałę czy wścibinoska. Mimo wszystko uważam, że spośród wszystkich ekranowych misiów był najsympatyczniejszy. Jego klapnięte uszko dodawało mu tyle uroku, że każdy dzieciak, widząc go na ekranie telewizora, miał ochotę go przytulić. Dzieci identyfikowały go z ulubionymi przytulankami lub kolegami z przedszkola. Był taki rozsądny i spokojny. Moja mama z uśmiechem wspomina, że jak byłam mała najbardziej lubiłam odcinek o tym, jak Uszatek wyszedł na deszcz, bo chciał urosnąć, a nabawił się jedynie kataru. Nienaganny miś elegancik miał uroczy pokoik, pidżamkę, kapcie, nocną lampkę, czystą pościel – wszystko jak w domku dla lalek. I zawsze był w łóżku o właściwej porze. Jednak z opowiadań mamy wiem, że w czasach PRL często zdarzało się, że w rodzinach wielopokoleniowych rodzeństwa mieszkały razem w jednym pokoju. Rzadko które dziecko miało swój własny kąt. Kilka lat temu, wśród piwnicznych skarbów z dzieciństwa, znalazłam mojego własnego Uszatka. Trudno jednak było się do niego przytulić, bo wykonany był z twardego plastiku, czyli bardzo popularnego tworzywa peerelowskich zabawek.
Miś Uszatek był mocno zakorzeniony w realiach PRL, a w samym serialu znalazły się znaki tego okresu, jak chociażby Fiat 126, nowe auto cioci Chrum Chrum, czy drobny wyskok misia, w postaci zawołania: Pomożecie Prosiaczkowi? Zostało ono usunięte z odcinka, gdyż za bardzo kojarzyło się z przemówieniem Edwarda Gierka [3]. Ten ukochany bohater wielu pokoleń na dobranoc gasił światło w pokoiku, po czym żegnał się z widzami kołysanką: Pora na dobranoc / bo już księżyc świeci. / Dzieci lubią misie / misie lubią dzieci.
Imię: MISZA
Rok urodzenia: 1980
Znaki szczególne: pas z symbolem igrzysk olimpijskich
Miejsce urodzenia: Moskwa
Miś Misza był symbolem letnich igrzysk olimpijskich w Moskwie, które z założenia miały być spektakularnym wydarzeniem propagandowym. Do olimpiady przygotowała się także Polska Rzeczpospolita Ludowa m.in. bijąc specjalną monetę, drukując okolicznościowe znaczki czy wydając specjalne utwory, skomponowane specjalnie na igrzyska. W konkursie na logo igrzysk, rozpisanym w 1975 roku, zwyciężył Rosjanin, Władimir Arsentiew. Kwestię wyboru maskotki mieli rozstrzygnąć czytelnicy pisma Sowietskij Sport oraz widzowie audycji W mirie żywotych, głosując na preferowane zwierzątko [4]. Rosjanie wybrali niedźwiadka, zaś zwycięski projekt rysunku wykonał Wiktor Cziżkow. Sympatyczny Misza znalazł się na okładkach wszystkich gazet i stał się ulubieńcem amatorów sportu. W pamięci mam rozmyty obraz tego, jak będąc małą dziewczynką przeglądałam album o Moskwie i godzinami potrafiłam wpatrywać się w Miszkę. Dziś ta strona jest lekko wytarta i ponadrywana, a do samego misia mam ogromny sentyment.
Najazd Sowietów na Afganistan spowodował bojkot olimpiady przez Stany Zjednoczone. Ten nieprzemyślany ruch zepsuł Rosjanom propagandowy efekt olimpiady; w Moskwie nie zjawiły się także m.in. Japonia, RFN, Kanada, Chiny, Francja, jednak reprezentacja PRL „nie zawiodła”. Mimo braku najsilniejszej konkurencji, liczna ekipa nie wypadła dobrze. Jeden z trzech złotych medali, zdobyty w wyjątkowych okolicznościach, należał do tyczkarza Władysława Kozakiewicza. Podczas zmagań z reprezentantem ZSRR Konstantynem Wołkowem, na trybunach rozległy się gwizdy. Kozakiewicz pobił rekord świata, a zgromadzonej na stadionie publiczności pokazał zgiętą w łokciu rękę, skrzyżowaną z drugą ręką, zwane potem gestem Kozakiewicza. Spotkało się to z reperkusjami, a za obrazę narodu radzieckiego władze żądały odebrania medalu sportowcowi i dożywotniej dyskwalifikacji. Kozakiewicz tłumaczył, że Polacy tak okazywali radość, jednak wkrótce sprawa ucichła. Sam sportowiec wyemigrował w 1985 roku do RFN. A Misza? Czasy nie były radosne, jednak na jego wzór rozpoczęto w Polsce produkcję zabawek – wesołych i uśmiechniętych jak on.
Imię: MIŚ
Rok urodzenia: 1981
Znaki szczególne: film fabularny
Miejsce urodzenia: Polska
Stanisław Bareja, dokumentalista Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, kilka dekad temu, w prześmiewczy sposób ukazał rzeczywistość, która przyprawiała Polaków o niemały zawrót głowy. Reżyser szydził z tego, czego nie można było zwalczyć, a widz z założenia miał się poczuć mądrzejszy od postaci, które oglądał na ekranie. Socjalizm sportretowany w Misiu już na trwałe zapadł w pamięci Polaków. Fabuła przedstawia pracę ekipy filmowej; członkowie tej prawdziwej zagrali małe role w filmie, jednocześnie śmiejąc się z rzeczywistości, która ich otaczała, a której byli częścią. Dla Barei ten świat był wyłącznie teatrem absurdu, który go bawił. Dla niektórych jego współpracowników, pozbawionych koniecznego dystansu, był to świat normalny, ale zwariowany, niekoniecznie w pozytywnym znaczeniu. Socjalizm z Misia na trwałe utkwił w świadomości naszego narodu, a dla najmłodszych pokoleń może już być tylko lekcją historii. Pamiętam jak w Boże Narodzenie, będąc siedmioletnią dziewczynką, po raz pierwszy obejrzałam Misia. Nietrudno zgadnąć co, lub też kto najbardziej utkwił mi w pamięci – ogromny słomiany miś, który zgodnie ze świecką tradycją latał przyczepiony do śmigłowca nad socjalistycznym zigguratem, czyli warszawskim Pałacem Kultury i Nauki. Wtedy nie mogłam rozumieć ukrytych w tekście żartów oraz aluzji do systemu. Kilka lat później w mojej pamięci, obok wspomnianego misia, zagościły przykręcane śrubą do stołu miski i sztućce na łańcuchach w słynnym barze mlecznym oraz Łubu dubu trenera Jarząbka. Warto wspomnieć, że w warunkach socjalistycznej ekonomii powyginane aluminiowe łyżki, zabezpieczone przed kradzieżą, były na tyle ważnym dobrem, że należało chronić je za wszelką cenę.
Miś to przekrojowa synteza PRL; to wycieczka przez ówczesne absurdy. Do kawy obowiązkowo zamawiano wuzetkę, klienci w krawatach mniej się awanturowali, zaś w kiosku Ruchu zamiast gazet można było kupić mięso. To żarty z funkcjonariuszy systemu – celników, milicjantów i wiecowych aktywistów. To wreszcie ironiczne wejrzenie w rodzimy teatr, film i muzykę. Jednym z wyzwań dla realizatorów projektu okazało się imitowanie Zachodu oraz preparowanie rekwizytów, spowodowane nieustannymi problemami z zaopatrzeniem. I tak, nie można było nigdzie dostać parówek czy też baleronu, nazywanego potocznie przedmiotem pożądania. Ponadto powszechne kłamstwo, które automatycznie pociągało za sobą inne, osiągnęło swoje apogeum właśnie w Misiu. Dla głównego bohatera, próbującego zdobyć upragniony paszport, kłamstwo było świadomym wyborem, stało się ono obowiązującą normą zachowania. Ze wszystkich dziedzin życia społecznego wyeliminowano prawdę, bo była ograniczająca i niepotrzebna. Peerelowski język, którym posługiwali się bohaterowie filmu, świadomie zakłócał naturalny szyk wyrazów w zdaniu, przez co można tutaj mówić o pewnej deformacji polszczyzny.
Tytułowy Miś to chyba najsłynniejszy „miś” w mojej pracy. A skąd się wziął? Nie wiadomo. Słowem miś zastępowano m.in. słowo socjalizm; w autoironicznym monologu Ochódzkiego (Tyma), wygłaszanym w języku nowomowy, to Miś (socjalizm) odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest miś (socjalizm) na skalę naszych możliwości. Wiesz, co my robimy tym misiem (socjalizmem)? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie, mówimy, to nasze, przez nas wykonane, i to nie jest nasze ostatnie słowo [5].W ten sposób rozwinięto i zmodyfikowano treść oryginalnego, sztandarowego socjalistycznego hasła: Od każdego według jego możliwości, każdemu według jego potrzeb [6]. Już w filmie Nie ma róży bez ognia grany przez Jerzego Dobrowolskiego bohater mówi per miś o dziecku, które w celu meldunkowym uznał za swoje. Nadal handluje się także bublowatymi misiami z zezem. Stanisław Tym wspominał później, że nie wie skąd się wziął motyw misia, jednak chodziło o wymyślenie czegoś kompletnie niepotrzebnego, wielkiego i bezsensownego. Na potrzeby filmu zostały wykonane dwa misie ze słomy, wyrzucone później na śmietnik. Ich produkcją zajęła się Cepelia, ale jak mówił prezes Ochódzki: misia nie sprzedamy żadnemu muzeum, nawet Narodowemu za milion! [...] on sobie zgnije do jesieni na świeżym powietrzu i co się wtedy zrobi? – Protokół zniszczenia [7]. Z misia dowiadujemy się także, że zgodnie z socjalistyczną ekonomią prawdziwe pieniądze można było zarobić na drogich słomianych inwestycjach. Socjalistycznym misiem były też betonowe bloki, widowiskowe hale ze stali i szkła oraz sam Ryszard Ochódzki – Miś szukający swojego sobowtóra.
Miś to film smutny i wesoły zarazem, który jest sprzeciwem wobec fałszu, sztuczności, hipokryzji, wszelkiej głupoty oraz pustej celebracji życia społecznego; sprzeciwem wobec bezkrytycznego i bezwarunkowego podporządkowania się systemowi, połączonego ze służalczością i uniżonością. Dowodem na to był rozkaz wprowadzenia zmian w dialogach i obrazie, jakie wiosną ’80 narzuciła cenzura. Żądano wycięcia m.in. zbliżenia polskiej szynki z angielskich delikatesów (jakby nikt nie wiedział, że eksportowano mięso na zachodni rynek), wieców filmowców oraz rozmów o tradycji. Twórcy filmu przeczekali to jednak i po sierpniowej zmianie władz Miś trafił na kolaudację, a droga do kin stanęła przed nim otworem.
A jak zadziałał film na ludzi po premierze? Były to lata 80. i chyba nikt nie miał wątpliwości, o czym on jest; wszyscy rozumieli wszystko, mówiąc dosłownie. Jednak dwie dekady wcześniej komedie pokazywały życie w raju na ziemi, gdzie wszyscy byli szczęśliwi i świadomi tego zrządzenia losu. Patrząc na ówczesne materiały filmowe czy gazety można odnieść wrażenie, że ukazywana w nich rzeczywistość była nieco przypudrowana, fikcyjna. W ostatniej scenie filmu, zawieszona pod śmigłowcem kukła wielkiego misia, ląduje w błocie, ochlapując wszystkie zebrane dookoła osoby. Oj chlapnęło się, temu misiu! Podobno upadek słomianego misia stał się przepowiednią upadku komunizmu, która miała się spełnić za osiem lat. Jednak wraz z nim nie skończył się świat według Barei; absurd okazał się być koniecznym elementem życia każdego społeczeństwa. Późniejsze nawiązania krytyków filmowych, poszukujących związków Misia ze Słodkim życiem Felliniego (w którym nad Rzymem leciała podwieszona pod helikopter figura Chrystusa) czy konotacje z Chochołem Wyspiańskiego – symbolem niemocy Polaków, były jedynie wymysłem. Z późniejszych wypowiedzi Stanisława Tyma wynika, że zwykły widz nie mógł sobie zdawać sprawy z takich rzeczy, a Miś miał przede wszystkim śmieszyć. Doszukiwanie się metafor czy alegorii było więc pozbawione sensu. W finale scenariusza pojawiły się jeszcze inne misie, jak chociażby miś ze słomy w czapce z napisem Rudy czy cepeliowska kukła stojąca na stadionie klubu Tęcza. Ostatnie sceny były jednak zupełnie inne…
Tworzywo: … Z MISIA
Rok urodzenia: od niepamiętnych czasów
Znaki szczególne: brak
Miejsce urodzenia: ?
O wszystkich znanych misiach już było. Ten podrozdział oparty jest wyłącznie na wspomnieniach mojej mamy, jako że dla mnie samej ta kategoria jest dość enigmatyczna. A rzecz tyczy się przede wszystkim misia jako tworzywa; czapek z misia i płaszczy na sztucznym misiu, jednym słowem garderoby. Nie dowiodę, kiedy pojawił się miś będący wyściółką ubrań, aczkolwiek prawdą jest, że w okresie PRL był to materiał niezwykle modny i popularny. Pomysł, aby dołączyć go do zacnego grona kultowych misiów wyszedł od mamy, która co by jednak nie mówić więcej wie o tamtych czasach niż ja. Więc ufam i słucham jej wspominków. A, i skrzętnie notuję.
Czapkę z misia do dziś mama wspomina jako popularne wtedy zimowe nakrycie głowy. Jednak wspomnienia wcale nie muszą być przyjemne i te nie są, choć czapka potem dobrze grzała w głowę. W latach 60. razem ze swoją siostrą otrzymały w prezencie pod choinkę futrzane czapki z daszkiem, ale wcale nie były zadowolone. Jak to dzieci – czekały na zabawki i słodycze, a dostały czapki z misia i mandarynki, które w tych latach pojawiały się w sklepach tylko jeden raz w roku, przed świętami Bożego Narodzenia. Mama opowiadała, że w filmie Janusza Kondratiuka Dziewczyny do wzięcia z 1972 roku, panny ze wsi przyjechały do miasta poznać kawalerów i też były w takich czapkach. Jest to więc świetny dokument na potwierdzenie jej wspomnień.
W latach 70. mama miała płaszcz, który nazywał się szuba. Uszył go znajomy krawiec, który pracował w szwalni w znanych do dzisiaj zakładach odzieżowych WARMIA w Kętrzynie. Znał on aktualne trendy w modzie, obowiązujące u zachodnich sąsiadów i na ich wzór uszył mamie wcześniej wspomnianą szubę. Był to płaszcz z miękkiego ortalionu, na brązowym misiowym podbiciu; miś był szczególny, bo miał długi włos, co w tamtych czasach było bardzo modnym akcentem. Był to długi płaszcz z dużymi wykładanymi klapami, z których wystawał okazały miś. O ile w latach 70. uchodził on za szczyt elegancji we wszystkich sferach społecznych, o tyle dekadę później, gdy przerzucono się na dżinsowe kurtki z białym misiem na kołnierzu, moda wygasła.
I jeszcze pluszaki – przytulanki, jako że misie we wspomnieniach mojej mamy to także zabawki. W tamtym okresie nie funkcjonowało określenie maskotki, a jedynie zabawki, wśród których królowały właśnie misie. Nikt nie znał lalki Barbie, nie było Spidermanów; były za to drewniane samochody i klocki, balony, lalki szmacianki i misie. Dzieci nie miały dużego wyboru, więc nawet taki jeden miś wypełniony trocinami już był wielkim skarbem i przyjacielem. Radzieckie misie były skromne i o wiele cenniejsze, niż wymuskane pluszaki z zachodu.
Produkt: MIŚ HARIBO
Rok urodzenia: 1922
Znaki szczególne: biały to ananas, zielony – kiwi, żółty – cytryna, pomarańczowy – pomarańcza, czerwony – malina
Miejsce urodzenia: Niemcy
Na koniec moje wspomnienie, czyli o żelkowych misiach firmy Haribo, towarze dostępnym wówczas tylko w Pewexie. Sieć tych sklepów do dzisiaj kojarzy się z półkami zastawionymi niedostępnym nigdzie indziej asortymentem. Kiedy już Polska otworzyła się na Zachód powstały sklepy, w których można było kupić zagraniczne towary za dolary lub ich odpowiedniki – bony. Biorąc pod uwagę braki produktów w zwykłych sklepach było to dość frustrujące, a dla przeciętnego Polaka nadal pozostawało to jedynie w zakresie marzeń. Pewexy i późniejsze konkurencyjne Baltony powstały z myślą o marynarzach, którzy pływając na statkach pod różnymi banderami zarabiali w obcej walucie i to właśnie oni początkowo zaopatrywali się w tych sklepach. Pojawili się także nielegalni sprzedawcy obcej waluty tzw. koniki. Przeciętny, aczkolwiek bogaty zjadacz chleba mógł również w Pewexie lub Baltonie kupić swojemu dziecku żelki misie Haribo, których symbolem był Złoty Miś. Ze smakiem tym kojarzy mi się moje dzieciństwo. Te małe, galaretowate, różnokolorowe i wieloowocowe miśki dostarczały radości co nie miara. Z sentymentu do dawnych czasów, zakorzenionych w czasach PRL, jeszcze i dziś kupuję żelki i znowu czuję się, jakbym nadal była małą dziewczynką.
Tak oto kończy się podróż z misiami w roli głównej. Mam nadzieję ze wraz z tą pracą pozostałe misie wyszły z cienia, a inne przypomniały o sobie. Wszakże one także tworzyły historię i głęboko zapisały się w pamięci wielu z moich rówieśników, urodzonych jeszcze w czasach Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. A mi się nadal podobają misie!
[1] M. Łuczak, MIŚ czyli świat według Barei, Warszawa 2007, s. 9.
[2] B. Koziczyński, 333 popkultowe rzeczy … PRL, Poznań 2007, s. 206.
[3] B. Koziczyński, 333 popkultowe rzeczy … PRL, Poznań 2007, s. 212.
[4] Tamże, s. 220.
[5] M. Łuczak, MIŚ czyli świat według Barei, Warszawa 2007, s. 156.
[6] Tamże, s. 156.
[7] Tamże, s. 11.
——————————————————————————————–
Materiał udostępniany na zasadach licencji
Creative Commons 2.5
Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne
-Na tych samych warunkach 2.5 Polska
——————————————————————————————–



























Leave your response!
You must be logged in to post a comment.