Marta Kasprowicz – Stan bycia …(nie)normalnym. Poczucie siebie w kontekście kategorii: tożsamości, świadomości, i poznania
Marta Kasprowicz
Stan bycia …(nie)normalnym.
Poczucie siebie w kontekście kategorii: tożsamości, świadomości, i poznania
Może zacznijmy siermiężnie? …Od „Adama i Ewy”! Czyli od pytań, na które nie ma właściwie odpowiedzi, za to same mogą stanowić interesujący materiał badawczy.
Kiedy doszło do wyłonienia się Ja, Ego, Psyche, Jaźni, Umysłu etc.? Jak powstała ludzka świadomość, tożsamość? Czym jest poznanie?
Czy zwierzęta mają świadomość, czy zdają sobie sprawę z zagrożeń, z bycia w świecie, z istnienia innych… ? Na pewno, z pewnością jednakże pozbawione są samoświadomości! Ale czy człowiek jest w pełni świadomy siebie: tego, co mówi, robi, tego co się wydarza, czy wie kim jest? Otóż chyba nie do końca! Od zwierząt odróżnia nas właśnie to, że jesteśmy świadomi samych siebie: własnych myśli, uczuć, i innych stanów psycho-fizycznych, ale nie jesteśmy w pełni świadomymi istotami, choć bardziej świadomymi od innych nam znanych, i to doprowadza nas do mniemania, że oto jesteśmy ni mniej ni więcej świadomi bez żadnych ale.
Kant stwierdził, że rozum tylko to pojmuje, co sam wytwarza, i byłoby to zgodne z tym co przyniósł nauce postmodernizm: kreowanie prawd, a nie odkrywanie ich. Nie zgadzamy się na to chętnie, ponieważ czujemy intuicyjnie, iż mimo wszystko nie odeszliśmy aż tak bardzo od natury, czy też od widzenia tego, jakimi rzeczy są naprawdę; nawet gdy „prawdę” uznamy za Richardem Rorty’im pragmatycznie [1], to we wszystkim jesteśmy mniej więcej, jak mówi Albert Camus i jest w tym uchwycona prawda… właśnie, mniej więcej.
Czy możliwa jest sztuczna inteligencja?
Mamy poczucie własnego ciała, ale nie czujemy krążenia krwi w żyłach, rozgałęzień tychże, w jakim stanie jest nasza wątroba i wielu, wielu innych procesów, które wydarzają się w naszym organizmie, o czym np.: rozprawia bohater Stanisława Lema: Golem IV, który jest rodzajem sztucznej świadomości. Komputerem, który zautonomizował się, i nie potrzebuje już dalej zasilania z zewnątrz, ani kontroli człowieka. Lem w książce tej sformułował karkołomną próbę przedstawienia tego, jakby zachowywał się ktoś (coś), kto (co) wie wszystko, co jest przecież niemożliwe, można sobie to tylko mniej więcej wyobrazić, ale nie zdołamy uchwycić wszystkich konsekwencji tego pomysłu; (moim skromnym zdaniem słowa: wszystko/nic, zawsze/nigdy, każdy/nikt etc. powinny być „na cenzurowanym”, nie wiele znaczą, co najwyżej tyle, iż sugerują przyzwyczajenie do bezwiednego używania konwencji językowej) [2].
Bohater Fausta uświadamia nam, że nie możemy wiedzieć wszystkiego, czy to z zakresu kultury czy też natury [3]. Sztuczna inteligencja dostanie od nas dane tak jak my „dostajemy” od natury, o której wiemy coraz więcej, owszem, ale wciąż za mało i mam wrażenie, że owa wiedza raczej niewiele się poszerza, a zmienia; to być może tak jak komputer będzie wiedział o nas, o kulturze, którą stworzyliśmy, ale nie będzie potrafił stworzyć człowieka.
Zakładamy, że komputer nie będzie w stanie symulować świadomości ludzkiej, ale my także nigdy nie poznamy wszystkich praw natury (by móc ją, np.: tak dla eksperymentu, stworzyć na nowo). Sztuczna świadomość będzie już inną jakością, niezupełnie czymś innym, jednakowoż nieporównywalnym, co najwyżej w takim bodaj stopniu jak my do zwierząt.
Co to znaczy, że „my” rozumiemy, skoro niewiele możemy powiedzieć o sobie samych i o świecie? Być może jesteśmy w stanie stworzyć sztuczną inteligencję, tyle że jeszcze nie mamy możliwości by ją wykonać i prawdopodobnie wydarzy się to w wyniku licznych (nie)przypadkowych okoliczności.
Albert Einstein chciał znaleźć teorię wszystkiego, bo czuł, że wszechświat ma sens, ale nie wziął pod uwagę, że on jako człowiek przykłada do świata podświadomie ludzką kliszę pojmowania go (inaczej się nie da, to fakt, ale chcę mocno podkreślić, że nasz ogląd jest ludzki, fragmentaryzujący rzeczywistość, choć my wszakże ze świata tego, to jednak, czy da się badać samego siebie, a jeśli tak, to czy da się badać kogoś/coś innego?), i paradoksalnie: w konsekwencji jego „teoria wszystkiego” podważyła racjonalność, obiektywność świata, a raczej człowieka, uznając jego niemożność pojęcia względności rzeczywistości, przeto podważając samą możliwość poznania: i świata, i siebie samego, nie wspominając już o możliwości poznania wszystkiego [4].
Zygmunt Freud również poszedł po tej linii racjonalizowania i strukturyzowania, tyle że zjawisk konkretnie psychicznych, ale także społecznych, i w efekcie, o ironio, poddał w wątpliwość racjonalność i świadomość człowieka [5]. A czy da się mówić o szaleństwie językiem nauki? Tzn. da się, ale czy jest to adekwatne, odpowiednie do kontekstu? Po prostu, czy jest to prawdziwe i czy ma to sens dla szaleństwa samego?
W uproszczeniu bycie racjonalnym oznacza podejmowanie działania na gruncie określonych norm (wartości) i dyrektyw kulturowych (sposobów działania). Szaleniec działa irracjonalnie, ale też w granicach pewnych ram, w szaleństwie również jest metoda, tylko jaka? Tego przecież nam nie powie, a jeśli nawet, to czy ktoś normalny, zdrowy będzie w stanie to pojąć?
Samoświadomość to oprócz świadomości tego, co się wokół nas dzieje i co jest czym, to jeszcze jest: myślenie o uczuciach, o myśleniu, myślenie przed działaniem, w trakcie i po nim… cóż, istna paranoja, niczego racjonalnego i logicznego w tym nie ma. Czyżby naszym naturalnym stanem bycia było szaleństwo, irracjonalizm, nieświadomość? Przekraczanie poszczególnych granic jest typową ludzką działalnością i motorem zmian w naszym życiu, choć także celebrujemy tradycję. Zmiana wymaga mutacji, błędu, aberracji, jest tak: i w kulturze (postęp), jak i w naturze (ewolucja).
Mózg i psychika nie ma centrum. „Tak jak synapsy nerwowe znajdują się w stanie ciągłej interakcji ze sobą, stale tworząc odmienną konfigurację ładunków elektrycznych, tak samo nasze przekonania i pragnienia są w stanie ciągłej interakcji, redystrybuując wartości prawdziwościowe między zdaniami. Tak jak mózg nie jest czymś co „ma” takie synapsy, lecz jest po prostu ich nagromadzeniem, tak samo „ja” nie jest czymś, co „ma” przekonania i pragnienia, lecz jest po prostu siatką takich przekonań i pragnień” [6], czyli w grę wchodzą nowe połączenia nerwowe, nowe metafory, nowe odczytania, nowy ruch w grze językowej, której nie ma końca i która nie ma istoty, esencji, dlatego wszelkie poszukiwania sensu życia kończą się niepowodzeniem, ono po prostu się rozgrywa, nie można go złapać i ująć w teorię. Chodzi o majsterkowanie przy materiale dostarczonym przez naturę i kulturę, o błąd właśnie: mutację na taśmie ewolucji i postępu, i o to, czy uda nam się pomysły własne upowszechnić, by mogły być dalej wykorzystywane i modyfikowane przez pokolenia. Jednym się udaje – to geniusze (mądrzy wariaci), innym nie – to głupcy (idioci), reszta (większość) to normalni (zwyczajni), którzy raczej konsumują niż wymyślają. Twórcza zdrada, czyli owy błąd polega na inteligentnym tłumaczeniu tekstu kultury, np.: przekładając jeden język na inny, lub transponując literaturę na język filmu, po prostu na transpozycji jednej jakości w inną jakość. Zmiana pytania, porzucenie odwiecznych przeklętych pytań: o absolut i rezygnacja z jednoznacznych, fałszywych odpowiedzi.
~~~
„By patrzeć, potrzebujesz przestrzeni, a myśl tę przestrzeń tworzy. Zatem sama przestrzeń jako wymiar istnieje tylko jako wytwór myśli. Umysł teoretyzuje na temat stworzonej przez siebie przestrzeni, wymyślając „continuum czasoprzestrzenne”. Czas jest niezależną jakością, strukturą. Nie ma potrzeby by istniała ciągłość pomiędzy nim a przestrzenią” [7].
Ciągłość czasoprzestrzenna ciała nie wystarcza do wytłumaczenia naszego bycia, kategorię czasoprzestrzeni ustaliliśmy, że ma zakodowaną już pierwotniak, ameba i inny jednokomórkowiec. Co czyni nas ludźmi: ciało, mózg, wychowanie, doświadczenie, czy to za mało? Czym jest myśl, jeśli nie reakcją neuronów na elektromagnetyczny bodziec? Skąd pomysł na osobowy absolut, przekonanie, że istnieje? Czy to strach przed śmiercią, jak twierdził Z. Freud, a potem Z. Bauman? Że tworzenie nawet samej kultury to kanalizacja tego strachu, ale i cierpienie (następuje tu sprzężenie zwrotne) [8].
Rzadko wiemy, co się tak naprawdę z nami dzieje, może stąd powstało wyobrażenie czegoś poza nami, co nami włada. Nie wszyscy płodzimy się biologicznie (przekazując swoje geny dalej), czy też kulturowo (w pamięci pokoleń), może konieczne jest nam to duchowe, jednostkowe przedłużenie bycia, po śmierci naszego ciała, tak dla higieny psychicznej, zdrowia umysłowego (Kant), choć przecież są ateiści żyjący z komfortem psychicznym, którzy idą drogą materii, i znaleźli inny sposób „zachowania siebie” (książka, melodia, obraz); chyba niewielu jest ludzi spełniających się i jako rodzice, i jako twórcy i wierzący jednocześnie, bez opowiadania się po którejś ze stron, czy też rezygnowania z czegoś. Materializm nie wyklucza wiary, i odwrotnie.
Charakteryzujemy się jednością psychofizyczną, ale rozdzielamy byty na materialne i duchowe, robi się to nawet w gabinetach lekarskich, a przecież żeby wyzdrowieć, konieczne jest holistyczne i synkretyczne podejście do organizmu; często pojedynczy objaw jest li tylko wierzchołkiem góry lodowej. Niestety integracja sygnałów z całego organizmu nie jest nam w stu procentach dostępna.
Mówimy, że choroba to brak zdrowia, ale co to jest zdrowie, co to jest norma, czyżby tylko konwencja, nazywanie, problem językowy? Czy w ogóle mamy możliwość powiedzenia, np.: że chorujemy na psychozę dwubiegunową lub jednobiegunową, endogenną czy egzogenną? Musimy po tę wiedzę pójść do lekarza, który zamknie nas w szufladzie z tym napisem, a przecież będziemy się różnić od wszystkich innych tam umieszczonych, mimo to leczeni będziemy tym samym.
Może pora porzucić esencjonalistyczne teorie osobowości na rzecz relacyjnych ujęć, którymi zajmuje się filozofia relacji i inne dziedziny nauki dysponujące koncepcjami dynamicznymi w ujmowaniu opozycji „ja – ty”, „ja – świat”. O ironio taki rodzaj podejścia do rzeczy charakteryzował ludy pierwotne, choć oczywiście w inny sposób, wszelako porównywalny. Może wyjściem jest mówić o zdrowiu, chorobie, normie, odchyleniach i innych ideach w sposób konkretny, a nie abstrakcyjny. Jest też tak z dobrem i złem, oraz z innymi meta-wielkościami. One ujawniają się w konkretnej sytuacji. „Mimochodem” tworzymy te ogólniki (jakkolwiek potrzebne i ważne do komunikowania się), ale nie zapominajmy o kontekście.
Bycie chorym psychicznie nasuwa filozofowi kultury na myśl, sposób bycia niektórych jednostek w kulturach pierwotnych, tam to, owe jednostki posiadające dostęp do innej rzeczywistości, charakteryzujące się odmiennymi stanami świadomości były na szczycie hierarchii społecznej; przeważnie byli to kapłani, znachorzy, przywódcy plemienia i rady starszych. Wyabstrahowaliśmy od tego czasu wiele pojęć z praktyki życia (równolegle z internowaniem jednostek nieprzystających do społeczeństwa), mówimy językiem metafizycznym, i słowami które nie są tym co opisują, jednak nie straciliśmy magicznego myślenia: przecież mówimy „coś” i czyż nie mamy nadziei że się spełni, zrealizuje? To nie dwa, niezależne od siebie, systemy myślenia – jak dawniej uznawano w naukach antropologicznych – tylko po pierwsze: myślenie życzeniowe jest podstawą bycia człowiekiem (inne nomenklatury: „myślenie prelogiczne” – Frazer [9], „motywacja ociekająca oczekiwaniami” – filozofia wschodu, „(nie)świadomość zbiorowa” – C. G. Jung [10], „podświadomość” – Freud), po drugie nałożony na ten pierwszy poziom i wpływający nań – myślenie spekulatywne. Z pewnością tych poziomów może być znacznie więcej i jednym z nich mogłaby być właśnie sztuczna inteligencja, choć może to już będzie zupełnie inny system.
~~~
Dawno, dawno temu… nie było przeszłości i przyszłości, w naszym rozumieniu tego słowa, „ja” nie było mocno wyodrębnione ze świata, odróżnione wobec innych. Przeszłość była święta (była teraźniejszością), był to czas sakralny (zawieszenie: czas, który nie płynie, w którym rzeczy nie przemijają): wieczny początek odtwarzany był cyklicznie, powracało się do niego w rytuałach; a przyszłość miała być spotkaniem z przodkami i tyle. W ogólności tkwiło się w teraźniejszości (w sensie nie wychodzenia w przeszłość ani w przyszłość), ale nic o niej nie mówiono, z racji tego, że nie było takich słów. W filozofii wschodniej używa się słowa „wieczne teraz”, w zachodniej Europie i w północnej Ameryce mówi się „teraz” mając na myśli konkretną sytuację, w jakiej znajduje się podmiot lub przedmiot, a teraźniejszość trwa zaledwie 1-3 sekundy, i już jej nie ma, ucieka w przeszłość z każdą sekundą, z kolei przyszłość dla nas to tylko plan, myślenie o niej. Przeszłość jest głównym motorem naszego działania i rozwoju. To, co przeżyliśmy ma dla nas znaczenie i wpływa na to, kim jesteśmy. Nie ma przyszłości, nie ma teraźniejszości, jest tylko przeszłość. Jeśli byśmy spróbowali być świadomi teraźniejszości, zdawać sobie sprawą z „teraz”: gdy myślimy, czujemy, jemy, oddychamy, gdy chodzimy, zaczęlibyśmy potykać się o własne nogi, myśli i uczucia, zwariowalibyśmy.
„Myśl wynalazła przeciwieństwo czasu – „teraz”, „wieczne teraz”. Teraźniejszość istnieje tylko jako idea. Chwila, w której próbujesz patrzeć na teraźniejszość już przeniosła się w królestwo przeszłości” [11]. Choć ponoć można, jak przekonują nas jogini, ale oni pochodzą z innego terenu kulturowego, zatem postrzegamy ich za odmiennych od nas, obcych, dziwnych, no właśnie często szalonych… i vice versa.
Odwieczny problem:
Czy najpierw były idee (prawa – obiektywne, nieskończone), które pozwalają nam poznawać, czy też jednak wrażenia (materia – subiektywna, ograniczona), na postawie których tworzymy idee? „Tak czy siak”, my jako ograniczeni nie potrafimy dojrzeć nieskończonego, więc nawet jeśli tworzymy na podstawie „podszeptów” absolutu, to odbieramy i przekazujemy informacje z błędem. Kopia zawsze jest li tylko niedoskonałym odbiciem oryginału. Związek przyczynowo-skutkowy istnieje, ale cóż my możemy o nim powiedzieć, ponad to, co postrzegamy naszymi organami i narzędziami? Na pewno coś niepewnego! Przecież nie poznamy wszystkich przyczyn, które spowodowały jakiś skutek, czy też nie przewidzimy, jaki skutek osiągną konkretne działania (motywy, powody), jesteśmy w stanie udzielić odpowiedź…mniej więcej. Ograniczone poznanie ludzkie odbywa się na zasadzie apriorycznej, jak i aposteriorycznej, a które było pierwsze, które drugie? …Oto jest pytanie!
Mało wiemy o nas samych, o świecie, o kulturze, o naturze,,, o duchowości, która jest być może samą przyrodą, jak twierdzą panteiści, nie mając na myśli ukrytego w drzewie bóstwa, a uznając bóstwo za drzewo same, i mając na uwadze magię, nie w nadprzyrodzeniu, ale w przyrodzeniu samym: w chemii, fizyce, biologii, tam gdzie dzieją się niewyrażalne rzeczy: cud narodzin, funkcjonowanie życia, ale i gorzki dramat śmierci. Otóż to, mówimy cudne, straszne, ale świat nie jest dobry, zły, wesoły, smutny, etc., to tylko my – ludzie tak interpretować potrafimy rzeczy, a one są naturalne, neutralne, ani dobre ani złe, są poza naszą moralnością i wyobraźnią, a my… no cóż, my jesteśmy zakłócaczami tego naturalnego stanu rzeczy, ingerując w niego interpretacją (ideacyjno-emocjonalną), więc jak możemy go pojąć i rozumieć, skoro on nas przeraża, gdy spojrzymy na niego bez tej interpretacji i zobaczymy jaki jest …amoralny, poza dobrem i złem.
~~~
Tożsamość osobowa to poczucie bycia sobą, ale co to znaczy być sobą (Gombrowicz [12])? Być zdolnym do refleksji, mieć powinności oraz przyzwyczajenia i mieć tego świadomość? Jesteśmy sumą przyzwyczajeń, tym samym jest kultura (Hume [13]), ale są jednostki, które potrafią przekraczać jej ograniczenia i własne.
W mojej pracy badawczej posługuję się figurami idealnymi [14], na podstawie realnych przypadków. Po pierwsze są to: „świadomi szaleńcy”, którzy dostrzegają chaos natury, i ład kulturowy generujący patologie (np.: U. G. Krishnamurti); po drugie: mentalni samobójcy (np.: Emil Cioran), którzy widzą w życiu śmierć, czują przemijanie, przewrotnie odwracając tym samym epikurejską tezę: dopóki jestem, śmierci nie ma, a gdy się zjawi, to mnie już nie ma; na lemat : dopóki jestem, śmierć jest (bo przemijam z każdą sekundą), a gdy przyjdzie żyję dalej, tylko już bez samoświadomości, za to w życiu samym, niezakłóconym myśleniem, w samej świadomości. Dla mentalnych samobójców Ziemia to, że się tak prosto wyrażę: kopulujące cmentarzysko, gdyż życie samo się pożera.
Szalony i Śmiertelny światopogląd jest ufundowany na pewnym nabytym czy też wrodzonym przewrażliwieniu (byciu bez filtrów przesiewających bodźce, ograniczających świadomość), na kształt przypominający zaburzenie zwane synergią, które obdarza swych wybrańców zbyt wieloma połączeniami w mózgu. Synestyk słysząc dźwięk czuje jego smak i zapach, widzi jego obraz, dotyka go.
Sawanci [15] z kolei to ludzie, u których umiejętności i możliwości poznawcze ograniczają się do jednej zdolności, rozwiniętej do niespotykanych rozmiarów. „Ludzie kalkulatory” – wykonujące niebotyczne obliczenia „we własnej głowie”, lub „aparaty fotograficzne” – ludzie potrafiący oddać na papierze fragment rzeczywistości, z każdym jej detalem. Poza tą zdolnością Sawanci potykają o rzeczywistość na innych polach codzienności, nie mogą żyć samodzielnie, trzeba ich karmić, ubierać, pilnować i dbać o nich.
Geniusze: muzyczni, plastyczni, pisarze (i ludzie innych profesji), to istoty maksymalnie rozwinięte na swym polu zawodowym, z kolei w życiu spełniają minimów warunków podstawowych, koniecznych do życia.
W każdym wymienionym przypadku dochodzi do podważenia normalnego oglądu świata czy to świadomego podważenia (i uczenia się go na nowo), bądź nieświadomego podważenia (i radzenia sobie ze światem na innej zasadzie niż typowa) z racji przyrodzonej lub nabytej aberracji. Ludzie czy to normalni czy nie (używając obiegowego uproszczenia) uczą się świata, bo mają takie możliwości z racji biologicznej (geny), jak i kulturowej (wychowanie, nabywanie wrażliwości) jedno zależy od drugiego. Potencja genetyczna decyduje o osobowości, ale z drugiej strony względy środowiska decydują o tym czy w ogóle się owa potencja rozwinie, z kolei nowe otoczenie może pobudzić rozwój nowych śladów na łańcuchu dna. Następuje tu sprzężenie zwrotne spotykane na każdym poziomie życia, dlatego tak trudno rozstrzygnąć, co było pierwsze: czy jajko czy kura?!
Skąd to (samo)poczucie… z akumulacji energii?
W którymś momencie doszło do wytworzenia się tak silnej energii – aktywacji układu nerwowego – spięcia w organizmie, że powstała samoświadomość. Rozrost tkanki szarej – co nazywamy cerebralizacją – spowodował wzrost połączeń neuronowych, których jest ilość ogromna. Tę nadwyżkę ciśnienia w organizmie, napięcia nerwowego, niektórzy tłumaczą jako sprawcę powstania „Ja”, odklejenia się od świata, doszło wtedy do pierwszego odczarowania. Do tego juwenalizacja, czyli wydłużony okres dojrzewania, występujący tylko u najwyższych naczelnych, wspomagający produkcję namnażania się kolejnych nowych połączeń. Potem już język, magia, sztuka, religia, nauka, polityka…, po drodze tożsamość, osobowość… problemy.
„Twierdzę, że cały problem wytworzyła kultura. To ona jest odpowiedzialna za neurotyczny podział w człowieku. Gdzieś w trakcie swego rozwoju człowiek oddzielił się od świata zwierzęcego i doświadczył po raz pierwszy samoświadomości, której nie posiadają zwierzęta. (Ale! – MK) …Lubimy używać słowa świadomość bez zastanowienia; tak jak byśmy byli z nim gruntownie zaznajomieni. W rzeczywistości świadomość jest czymś, czego nie poznamy” [16].
Nie można poznawać bez interpretacji. Nie ma czegoś takiego jak „sztuka czystego poznania”, także dlatego, że myśl jest za wolna do uchwycenia istoty rzeczy. Integralność, jedność psychiczna, jakaś zjednoczona struktura jest podważana przez myśliciela U. G. Krishnamurtiego. Twierdzi on, że nigdzie nie znajdziemy tej jedności, gdy spojrzymy w głąb siebie (bez próby nazywania i oceniania) doświadczamy tylko (aż) chaosu, a jedyne, co nas przed tym chroni i ratuje to pewne nawyki, wyuczone odruchy. Podobnie jak David Hume, uznaje on, że to co wiemy o życiu, przyczynie i skutku to tylko nałożony kulturowo schemat. Tylko jednostki wybitne mogą pozbyć się tych przyzwyczajeń i uzyskać dostęp do prawdziwych danych. Większość nawet nie wpadnie na to by spróbować wyjść poza kulturę, poza własne iluzje, poza „ja”, „ego” …będąc tylko kimś konkretnym, ustalonym, tzn. inaczej nie umiejąc być; pozostając kimś „normalnym”, tj., patrząc z drugiej strony, paradoksalnie kimś neurotycznym i psychotycznym.
Świadomi szaleńcy, z wyrachowaniem i wiedzą wykorzystują odmienne stany umysłu do celów poznawczych i procesu tworzenia. Jak chociażby Georgij Gurdżijew, który również był zdania, że żyjemy w świecie subiektywnym: „Ja”, „Ego”, świecie jaźni, duszy, i nie ma to nic wspólnego ze światem rzeczywistym, obiektywnym. Uważał siebie za kogoś, komu udało się te ograniczenia przekroczyć, jednakowoż poza tą granicą nie da się już nic powiedzieć: bo ten kto wie, już nie mówi, i nie dlatego że zapomniał słów, ale dlatego, że pomiędzy nim a innymi nie ma komunikacji, zresztą jeden człowiek czy też paru ludzi się nie liczy, nic nie znaczą dla ludzkości, także indywidualna przemiana nie ma wpływu na wielu, z racji ignorancji, ale również dlatego, że nikt nie jest w stanie pójść drogą kogoś innego np.: Buddy czy Chrystusa. Za szalonych Gurdżijew uważał tych, którzy w sposób świadomy pracują z własnym umysłem, którzy rozpoznają w sobie współistnienie licznych jaźni i dlatego światu wydają się obłąkani. Zrozumienie bycia własnego, czy bytu w ogóle, zaczyna się od zrezygnowania z nawykowych zachowań, wtedy ponoć można zobaczyć, co to znaczy funkcjonować prawdziwie; ważna jest też prawdomówność, niby nic, a proszę sobie wyobrazić, co by się słało, gdybyśmy zaczęli wszyscy mówić prawdę?
Absolut Gurdżijew określał mianem Obiektywnego Rozumu i wyobrażał go sobie na kształt „kantowskiego czystego rozumu” i chrześcijańskiej ascezy; do którego to każdy sam musi dojść poprzez cierpienie świadome, i pozbywając się po drodze własnych przyzwyczajeń i nawyków, odpowiedzialnych za iluzje i fikcje, dotyczące naszego poznania, tworzone przez edukację, nakazy, zakazy i style akulturacji oraz socjalizacji (co w nomenklaturze freudowskiej nosi nazwę „superego”), jak i samej nauki, gdzie poziom abstrakcji doszedł już do takiego poziomu, iż terminy takie jak np.: idealizm i materializm straciły jakikolwiek sens, nie dotykają już życia rzeczywistego, stworzyły własne [17].
~~~
Umysł nie jest zwierciadłem natury, nie ma w nim przedstawień natury, które moglibyśmy badać myśleniem o nich, nie sposób się w tym ćwiczyć by osiągać coraz to trafniejsze przedstawienia. Umysł nie jest lustrem i nie można go wypolerować. Myślenie o myśleniu w niczym nie ułatwi nam dostępu do prawdy, która tak jak dobro ujawnia się w działaniu. Nie postrzegamy bezpośrednio tylko za pośrednictwem schematów wypracowanych w toku nauki postrzegania, ćwiczenia percepcji. Nie sposób wyjść poza sieć znaczeń, co najwyżej można ją naginać do własnych celów [18].
Prawdziwe jest to, co daje się bez sprzeczności wpleść w żywione dotąd przekonania przez kulturową grupę, do której należymy. „Niczego nie można uznać za uzasadnienie inaczej niż przez wzgląd na to, co już pojęliśmy (…), nie ma sposobu wydostania się gdzieś poza nasze przekonania i język (…)” [19], bo umysł to tylko pojmuje co sam wytwarza.
Świadomość jest elastyczna, można ją poszerzać, ale nie sposób jej wyjaśnić. Nie podlega poznaniu, bo jest właśnie poznaniem, świadomość jest przejawem (wszech)świata, zatem i jego nie jesteśmy w stanie poznać.
Świadomi szaleńcy i mentalni samobójcy, choć mają szerszy dostęp do rzeczywistości, z racji pozbywania się narzuconych nadruków mentalnych, oscylują tylko w obrębie kultury, przynajmniej za życia.
Tożsamość to pamięć, a pamięć to wiedza. Dusza to kultura – świadomość zbiorowa, kultura to język, ale czy język wytworzył świadomość czy też odwrotnie? Problem nie jest rozstrzygnięty do teraz.
Nasza wiedza jest rodzajem zawierzenia danym, opartym w końcu na naszym lichym doświadczeniu jeno. Działanie intencjonalne nastawione na interpretację tworzy nowe ze starego, zatem jednocześnie przekracza zastane granice i nie.
Marta Kasprowicz
Absolwentka Wydziału Historycznego, Katedry Etnologii i Antropologii Kulturowej UMK
Doktorantka Wydziału Humanistycznego, Instytutu Filozofii, Zakładu Etyki UMK
[1] prawda (przez małe „p”) jako rodzaj konsensusu, umowy społecznej zależnej od kultury (sfery ideacyjno-materialnej).
[2] Stanisław Lem, Golem IV, Wyd. Literackie, Kraków 1999.
[3] Johann Wolfgang Goethe, Faust, tł. J. Paszkowski, Wyd. Zielona Sowa, Kraków 2001.
[4] Barry Parker, Einstein. Pasje uczonego, tł. J. J. Marcinkiewicz, Wyd. Książkowe Twój Styl, Warszawa 2006.
[5] Zygmunt Freud, Wstęp do psychoanalizy, tł. S. Kempnerówna i W. Zaniewicki, Wyd. Naukowe PWN, W-wa 2004.
[6] Andrzej Szahaj, Ironia i miłość. Neopragmatyzm Richarda Rorty’ego w kontekście sporu o postmodernizm. Wyd. Uni. Wrocławskiego 2002, s. 51.
[7] Uppaluri Gopala Krishnamurti, Umysł jest mitem. Niepokojące rozmowy z człowiekiem zwanym U.G., tł. W. Ostrowski, I. i T. Rosca, A. Sobota, Wyd. Thesaurus Press, Wrocław 1994, s. 74.
[8] Zygmunt Bauman, Śmierć i nieśmiertelność. O wielości strategii życia, tł. Norbert Leśniewski, W-wa 1998 [PWN]; oraz Zygmunt Freud, Kultura jako źródło cierpień, tł. Robert Reszke, Wyd. KR, W-wa 1995.
[9] James George Frazer, Złota gałąź. Studia z magii i religii, tł. H. Krzeczkowski, PIW, W-wa 1996.
[10] C. G. Jung, Symbole przemiany. Analizy.tł. Robert Reszke, Wyd. Wrota, W-wa 1998.
[11] Uppaluri Gopala Krishnamurti, Umysł jest mitem. Niepokojące rozmowy z człowiekiem zwanym U.G., tł. W. Ostrowski, I. i T. Rosca, A. Sobota, Wyd. Thesaurus Press, Wrocław 1994, s. 74.
Platońsko-kartezjańska idea duszy uwięzionej w ciele zostaje przez U. G. Krishnamurtiego, podobnie jak u Michela Foucaulta przekształcona na rzecz ciała ujarzmionego przez kajdany duchowe, zatem „idea” nie jest niczym innym jak tylko fatamorganą, świat abstrakcyjnych bytów zostaje tu zdegradowany do poziomu naszych snów o świecie.
[12] Witold Gombrowicz, Ferdydurke. Pisma zebrane, Wyd. Literackie, Kraków 2007.
[13] David Hume, A Treatise of Human Nature. Being an Attempt to introduce the experimental Method of Reasoning into Moral Subjects strona interetowa “eksiążek”: http://ebooks.adelaide.edu.au/h/hume/david/h92t/
[14] Świadomi szaleńcy to figura retoryczna mająca na celu ułatwić mi pracę nad doktoratem, w której staram się wykazać, że konkretne choroby psychiczne to nie klucze do rozwiązania problemu, tylko wytrychy – szufladkujące ludzi i zamykające problem w pozornej możliwości wyleczenia, na bazie odwiecznego mitu znalezienia panaceum na szczęście. Z kolei mentalni samobójcy to figury, które stworzyłam w pracy magisterskiej Sztuka mentalnego umierania, na rzecz badań nad przemijaniem i kondycji ludzkiej: świadomości bycia – w – świecie – ku – śmierci (parafraza sformułowań Martina Heideggera: „bycie w świecie”, „byt ku śmierci” w Bycie i czas, tłum. Bogdan Baran, W-wa 1994 [PWN].
[15] Sawant – Posłużę się tu przykładem, upośledzonego i niezwykle zdolnego zarazem, bohatera filmu pt.: „Rain Man” (ze świetną rolą Dustina Hoffmana) z roku 1988, w reżyserii Barry’ego Levinsona.
[16] U.G. Krishnamurti, Umysł jest mitem, tł. W. Ostrowski, Wyd. Thesaurus Press, Wrocław 1994, s. 74.
[17] Jacek Sieradzan, Georgij Gurdżijew. Legendy i nauka idiotyzmu, w: „Rita Baum. Szaleństwo”, 2006, nr 10, s. 5 – 13.
[18] Richard Rorty, Filozofia a zwierciadło natury, Fundacja Alatheia, Warszawa 1994, s. 16, 265.
[19]Tamże, s. 160.
Bibliografia:
Zygmunt Bauman, Śmierć i nieśmiertelność. O wielości strategii życia, tł. N. Leśniewski, Wyd. PWN, Warszawa 1998.
James George Frazer, Złota gałąź. Studia z magii i religii, tł. H. Krzeczkowski, PIW, W-wa 1996.
Zygmunt Freud, Kultura jako źródło cierpień, tł. R. Reszke, Wyd. KR, W-wa 1995.
Tenże, Wstęp do psychoanalizy, tł. S. Kempnerówna i W. Zaniewicki, Wyd. Naukowe PWN, W-wa 2004.
Johann Wolfgang Goethe, Faust, tł. J. Paszkowski, Wyd. Zielona Sowa, Kraków 2001.
Martin Heidegger, Bycie i czas, tł. B. Baran, PWN, W-wa 1994.
David Hume, A Treatise of Human Nature. Being an Attempt to introduce the experimental Method of Reasoning into Moral Subjects, strona interetowa “eksiążek”: http://ebooks.adelaide.edu.au/h/hume/david/h92t/
C. G. Jung, Symbole przemiany. Analizy, tł. Robert Reszke, Wyd. Wrota, W-wa 1998.
Uppaluri Gopala Krishnamurti, Umysł jest mitem. Niepokojące rozmowy z człowiekiem zwanym U.G., tł. W. Ostrowski, I. i T. Rosca, A. Sobota, Wyd. Thesaurus Press, Wrocław 1994.
Stanisław Lem, Golem IV, Wyd. Literackie, Kraków 1999.
Barry Parker, Einstein. Pasje uczonego. tł. J. J. Marcinkiewicz, Wyd. Książkowe Twój Styl, W-wa 2006.
Richard Rorty, Filozofia a zwierciadło natury, tł. W. J. Papowski, Fundacja Alatheia, W-wa 1994.
Andrzej Szahaj, Ironia i miłość. Neopragmatyzm Richarda Rorty’ego w kontekście sporu o postmodernizm. Wyd. Uni. Wrocławskiego 2002.
——————————————————————————————–
Materiał udostępniany na zasadach licencji
Creative Commons 2.5
Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne
-Na tych samych warunkach 2.5 Polska
——————————————————————————————–



















Leave your response!
You must be logged in to post a comment.