Home » Kino, Konteksty

Recenzja filmu pt. Death Note: Ostatnie imię / Death Note: The Last Name (2006)

2 marca 2009 No Comment

Reżyseria: Shusuke Kaneko
Scenariusz: Tsugumi Oba, Takeshi Obata
Produkcja: Japonia, USA
Czas trwania: 141 minuty
Obsada: Tatsuya Fujiwara <> Light Yagami
Shido Nakamura <> Ryuuk
Ken’ichi Matsuyama <> L
Erika Toda <> Misa Amane

„Nie odpowiadam na pytania, które nie padają.” – Ryuuk

W cztery miesiące po premierze filmu Death Note, do kin trafiła jego druga część. Kontynuuje ona wątek Lighta Yagami, który wszedł w posiadanie notatnika śmierci. Tym razem, poza bogiem śmierci Ryuukiem, pojawi się drugi bóg – Rem.

Właścicielem notatnika Rem zostanie, młoda gwiazda telewizyjna, Misa Amane. Problem w tym, że jest ona fanką, wręcz fanatyczką Kiry (Light), który pozbywa się przestępców. Tym sposobem genialny detektyw L będzie miał przed sobą jeszcze większe wyzwanie niż w pierwszej części. Czy tym razem uda mu się udowodnić winę Lighta?

Ostatnie imię rozpoczyna się w momencie końca poprzedniego filmu i zawiera szybkie przypomnienie minionych wydarzeń. Light z każdą chwilą jest coraz bardziej przekonany o swej słuszności. Zaczyna uważać się wręcz za Boga, którego cel uświęca środki.

Osią napędową filmu jest walka dwóch geniuszy, czyli L i Lighta Yagamiego. Napięcie w drugiej części jest o wiele większe, a złożoność fabuły może wywołać zagubienie. Jednak to właśnie ta złożoność to największy atut filmu, który nie pozwala ani na chwilę oderwać się od telewizora. Przerwać seans mogą tylko reklamy.

Tym razem również Ken’ichi Matsuyama (L) „kradnie” film pozostałym aktorom. W jego wykonaniu genialny dziwak L, jest niezwykle sympatyczny. Widzów, którzy podzielają ten pogląd zapewne ucieszy fakt, że w 2008 roku powstał film o L, w reżyserii Hidedo Nakaty, zatytułowany L: Change the World. Co dziwne, w tej części nie zostaje ujawnione nic więcej względem tej postaci.

Warstwa wizualna jest niemalże identyczna jak w pierwszej części. A jej urozmaicenie stanowi postać Rem, która jest swoistym przeciwieństwem, kolorystycznym Ryuuka. Efekty specjalne i animacja ponownie stoją na zadowalającym poziomie. Co w zupełności wystarczy, bo nie o efekty w tym filmie chodzi.

Podsumowując, oba filmy są bardzo dobre i wciągające. Nie można zarzucić im dłużyzn i wielu błędów fabularnych. Znawcy mangi Death Note mieli jednak za złe wprowadzenie wielu istotnych zmian, względem komiksu. Ci widzowie, którzy nie mieli styczności z oryginałem powinni być bardzo zadowoleni.

Łukasz Kucharski

——————————————————————————————–
Materiał udostępniany na zasadach licencji

Creative Commons 2.5
Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne
-Na tych samych warunkach 2.5 Polska

——————————————————————————————–

Leave your response!

You must be logged in to post a comment.