Sebastian Drobina – „Taki wysoki. Czarny płaszcz. Trochę nie dojada, sadząc po wyglądzie.”
Sebastian Drobina
„Taki wysoki. Czarny płaszcz. Trochę nie dojada, sadząc po wyglądzie.”
„Według mnie śmierć była równie zdradliwie sadystyczna co zbrodnicza i nienawidziłem jej bardziej niż kiedykolwiek dotąd.” – oświadcza bohater Na pastwę Aniołów Jonatana Carrolla.
Gdyby spotkał kiedyś Morta, tytułowego bohatera powieści Terry Pratchetta, ten miałby okazję zaprotestować: „on wcale nie jest taki. Nie dba o to, czy ludzie są dobrzy czy źli, byle byli punktualni. I lubi koty”.
Literackie światy obu pisarzy są jednak zbyt odległe od siebie, by istniały warunki pozwalające na takie spotkanie.
Aż do dziś.
„TAKI WYSOKI. CZARNY PŁASZCZ. TROCHĘ NIE DOJADA, SADZĄC PO WYGLĄDZIE.”
Terry Pratchett, Mort.
Jednego z moich przyjaciół, w czasach gdy uczęszczaliśmy obaj do szkoły podstawowej, prześladowała nie najprzyjemniejsza z refleksji. Otóż ilekroć wychodził z domu, tuż za jego progiem dopadała go myśl, iż już za moment czekać go może spotkanie ze śmiercią. Mógł przecież okazać się celem spadającej skądś śmierci zamkniętej w sześcianie cegły, mógł wpaść pod czterokołową śmierć napędzaną silnikiem spalinowym, wyskakującą z obowiązkowym piskiem opon zza zakrętu, lub nawet poślizgnąć się na sprytnie rozlanej i ściętej lodem śmierci na chodniku i, po krótkiej, rozpaczliwej, aczkolwiek komicznej dla przyglądających się z boku tej jego walce o życie przechodniów, woltyżerce, upaść i rozbić sobie skutecznie głowę. Podobnie przyczajonych śmierci czyhało na mojego przyjaciela mnóstwo, jednak udało mu się je wszystkie przeżyć, co daje mu – być może- okazję do wymyślania kolejnych wcieleń śmierci. Nie byłby w tym osamotniony. Ludzkość, gdy tylko spostrzegła zjawisko śmierci, niemal natychmiast zaczęła ją sobie jakoś wyobrażać. I to najczęściej nie jako spadające cegły lub rozpędzone pojazdy, ale nadając śmierci osobowość i kształty na podobieństwo ludzkich. I – oczywiście – imię. Spadająca na czyjaś głowę cegła to jeszcze śmierć, ale Ten, Który Po Nas Przychodzi, to już Śmierć.
Wszyscy znamy niegdysiejsze przedstawienia śmierci – ten szkielet uzbrojony w miecz lub kosę, szczerzący zęby w przymusowym uśmiechu jednako okrutnym dla bogatych i biednych, chłopów, panów i plebanów. Różnie o Śmierci mówiono, malowano na rozmaite sposoby, wszyscy jednak zgadzali się co do jednego – była sprawiedliwa. Pewien nędzarz z baśni braci Grimm uznał ją nawet za sprawiedliwszą od Boga, który przecież podzielił świat między biednych i bogatych, i to ją właśnie wybrał na matkę chrzestną dla swojego syna.
Potrzeba personifikacji śmierci wydaje się byś bardzo silna (Śmierć u Pratchetta przedstawia się nawet jako „ANTROPOMORFICZNA PERSONIFIKACJA”, kiedy znudzony urzędnik zarządał jej danych personalnych). Nie tylko wiemy jak Śmierć wygląda, ale wypytujemy ją wraz z Mistrzem Polikarpem na temat świata i ludzkich losów, bierzemy wraz z nędzarzem z baśni na matkę chrzestną, lub, jak sprytny chłop z huculskiej bajki, staramy się ją oszukać. Najwyraźniej wszyscy dzielimy z niewiernym Tomaszem jego słabość, trudno nam uwierzyć w coś, czego nie widzimy, choćby oczami wyobraźni. A może łatwiej nam zaakceptować myśl o śmierci, kiedy przedstawiamy ją sobie na kształt i podobieństwo człowieka (a w każdym razie jego szkieletu)?
Możemy uśmiechać się z udawana pobłażliwością na widok roztańczonych szkieletów i wprost pokładać się ze śmiechu oglądając jedną z końcowych scen filmu Sens życia wg Monthy Pythona w której Śmierć przedstawiająca się jako Czarny Żniwiarz, zostaje zaanonsowana przez panią domu: „Kochanie, jakiś rolnik do ciebie!”, jednak problem nas gryzie. Śmiech to tylko wymówka, ucieczka. Próba oswojenia śmierci. Nie możemy nie myśleć, nie pisać, nie malować obrazów i nie kręcić filmów o śmierci (Śmierci). Tak było (wyjąwszy kręcenie filmów) drzewiej i tak jest dziś. Tyle, że dziś szkielet okazuje się mało atrakcyjny dla szerokiej publiczności, która widział go już zbyt wiele razy, jak wyskakiwał spod ziemi łapiąc czyjąś nogę w kostce, tańczył, bił się itd. itp. Zdewaluowaliśmy własne kości, może właśnie po to, by mniej przejmować się ich widokiem?
W dodatku słynna sprawiedliwość wydaje się, przynajmniej niektórym, nieco problematyczna. Śmierć nie jest już stałym elementem wszechświata, jego częścią równie niezbędną jak życie. Stała się wrogiem. Choć nasi przodkowie spotykali się ze śmiercią co najmniej równie często jak my (śmierć to problem odwieczny, stary jak życie. Sama tak przedstawia się u Pratchetta: „GDZIE POJAWIŁA SIĘ PIERWSZA PIERWOTNA KOMÓRKA, TAM I JA SIĘ POJAWIŁEM. KIEDY OSTATNIE ŻYCIE CZOŁGAĆ SIĘ BĘDZIE POD STYGNĄCYMI GWIAZDAMI, TAM I JA BĘDĘ.”), mieli oni oparcie w trwałej, religijnej wizji świata, tłumaczącej im zarówno do czego śmierć jest potrzebna, jak i co nas po niej czeka. Antropolodzy podkreślają wielokroć, że nasza cywilizacja, w przeciwieństwie do zamkniętych tradycyjnych kultur, jest cywilizacją stawiania pytań. Zgoda. Ale na niektóre pytania ludzie po prostu rozpaczliwie pragną uzyskać odpowiedź. Odpowiedzi tej nie udzieli nam raczej nauka, która wraz ze swą siostrą techniką coraz bardziej przywiązuje nas do życia. Jesteśmy w nie uwikłani o wiele mocniej niż nasi pradziadowie, którym brakowało najnowszych osiągnięć nauki, obiecujących spokojniejsze, dostatnie, zdrowsze i coraz
d ł u ż s z e życie. A nawet potencjalną z i e m s k ą nieśmiertelność.
Tam, gdzie niekoniecznie najlepiej radzi sobie nauka, skuteczniejszym lekarstwem może okazać się sztuka.
Coraz dalej idące „uczłowieczanie” Śmierci może się wydawać nienajgorszym z lekarstw na rozdygotane ludzkie serca i umysły. W ten sposób poradziliśmy sobie przecież z większością strachów odziedziczonych po przodkach. Nawet diabły i anioły udało nam się, przynajmniej częściowo – z diabłami poszło nam o wiele lepiej – wygnać z zaświatów w krainę pop kultury. Sprzeciwiającego się Bogu Szatana twórcy horrorów sprowadzili do pozycji jeszcze jednego szczerzącego w ciemności kły, spragnionego ludzkiej krwi, potwora. Aniołom zaś kazali albo zakochiwać się w Ziemiankach (choćby ostatnio Miasto Aniołów), albo ponabijać nawzajem na pale (Armia Boga), Zarówno miłość, jak i palowanie uczyniło je znacznie bardziej ludzkimi, a przez to oswojonymi.
Przyszedł czas i na uczłowieczenie Śmierci. Prawdą jest, że już od wieków poeci i pisarze kazali jej wygłaszać umoralniające mowy, malarze zaś tańczyć z cała ludzkością. O ile jednak dawniej celem takich działań było przedstawienie pewnego obrazu świata i – być może – także o s w o j e n i e n a s ze śmiercią o tyle dziś podobne działanie służy głównie naszej rozrywce i oswojeniu śmierci. Nie jest to bynajmniej czymś wyjątkowym. Dlaczego los, który spotkał zwierzęta na całej planecie nie miałby się stać udziałem istot z zaświatów? Wszak to taktyka znana odkąd z łowców zaczęliśmy się przekształcać w hodowców, a ze zbieraczy w rolników. Zawsze postępowaliśmy w ten sposób – najpierw poznawaliśmy świat i przystosowaliśmy się doń, a potem zaczynaliśmy przystosować go do siebie. Sięgnięcie ku zaświatom to tylko poszerzenie horyzontów lub terytorium działań.
Coraz więcej twórców jest zainteresowanych postacią Śmierci. W chwili gdy pisze ten tekst wchodzi właśnie na ekrany kin film o Śmierci, która przybywa na Ziemię by poznać smak masła orzechowego i miłości (Joe Black). W powieściach fantasy co potężniejsi czarodzieje otwarcie pomiatają Śmiercią. Swego czasu Alain Delon walczył z nią o życie swoje i losy całego świata, wspomagając się przy tym należącą do śmierci kosą. Kto wie, może w przyszłym roku odnajdziemy w kinach film, w którym jakiś Spawn poradzi sobie z Śmiercią przy pomocy karabinu maszynowego, tak jak uczynił to nie tak dawno temu z legionem szatanów?
Z autorów znanych na naszym rynku najbardziej wyraziści wydają mi się dwaj – Jonathan Carroll, jeden z najpoczytniejszych w Polsce współczesnych pisarzy amerykańskich i Terry Pratchett, najpopularniejszy prawdopodobnie autor humorystycznych powieści fantasy. Dla pierwszego śmierć stanowi rodzaj pisarskiej obsesji, drugi uczynił zeń jednego ze swoich głównych bohaterów.
Bohaterowie Carrolla nieustannie zmagają się ze śmiercią, świadomi jej osobowego istnienia. „Śmierć jest twoim wrogiem, Wyatt!” – krzyczy jeden z bohaterów w powieści Na pastwę Aniołów (w przypadku Carrolla skupię się właśnie na tej powieści, gdyż ona przedstawia problem najszerzej) i dalej – „Dlaczegóż miałaby wchodzić z tobą w układy, czy pozwalać ci zerknąć w pozazmysłową przestrzeń, skoro ma w garści wszystkie atuty?” I jeszcze dalej: „Powód? Na miłość boską, Wyatt! On nie musi mieć żadnego pierdolonego powodu! On jest śmiercią a ona przychodzi i zabija. Kropka.”
I Pratchett i Carroll uważają że śmierć i sprawiedliwość nie maja ze sobą nic wspólnego. Śmierć u Carrolla jednych ludzi lubi, innych nie i tych pierwszych zabija łagodnie, podczas gdy drugich skazuje na cierpienie. Śmierć Pratchetta zaś lubi powtarzać oburzonym i zdumionym śmiertelnikom: NIE MA SPRAWIEDLIWOŚCI. JESTEM TYLKO JA.” (Śmierć w powieściach Pratchetta zawsze mówi w ten sposób – dużymi literami). Na tym jednak podobieństwa się kończą. O ile śmierć z powieści Carrolla zabija, o tyle Śmierć Pratchetta wydaje się być nieco dotknięta (a raczej dotknięty, gdyż zgodnie z gramatyka angielska jest rodzaju męskiego) takim pomówieniem: „JA? ZABIJAM? Śmierć był wyraźnie urażony. NA PEWNO NIE. LUDZIE BYWAJĄ ZABIJANI, ALE TO ICH PRYWATNA SPRAWA. JA WKRACZAM DOPIERO POTEM. PRZYZNASZ, ŻE ŚWIAT BYŁBY ZUPEŁNIE IDIOTYCZNY, GDYBY LUDZIE BYLI ZABIJANI I NIE UMIERALI.” Zwróćmy też uwagę na fakt, iż gdy o śmierci mówią bohaterowie Carrolla, słowo „śmierć” wymawiają z małej litery, używając go raczej jako nazwy pewnego rodzaju istoty, a nie jej imienia. U Pratchetta Śmierć to imię i zapisywane jest bezwzględnie duża literą.
Analizowana tu powieść Jonathana Carrolla Na pastwę Aniołów opowiada o zmaganiach grupy ludzi, którzy spotykając się w różnych okolicznościach ze śmiercią próbują się dowiedzieć od niej czym, lub kim, jest. Śmierć chętnie odpowiada, jednak za niezrozumienie odpowiedzi bohaterowie karani są przez nią bólem i ranami, z których każda przybliża ich do zgonu. Układ śmierć – główny bohater, Wyatt, przypomina nieco sytuację z Rozmowy Mistrza Polikarpa ze śmiercią, z tym, ze śmierć Carrolla jest o wiele bardziej nacechowana negatywnie. Nienawidzi większości ludzi, tych których nie lubi, prześladuje i dręczy. Taką, nie lubianą przez śmierć osobą, jest przyjaciółka Wyatta, Arlen Ford.
„Zaczął, dając ci wszystko, czego pragnęłaś – miłość, nadzieję, pociechę oraz wsparcie, kiedy byłaś przerażona, ale nic z tego nie przyniosło ci ulgi, ani nie chroniło przed niczym. (…) On działa podstępnie i zdradziecko. Popatrz na nas; oboje jesteśmy skończeni.” – tak Wyatt tłumaczy Arlen strategie postępowania śmierci. Taki obraz śmierci w powieściach Carrolla znakomicie uzupełnia pytanie Arlen: „Czy śmierć po prostu nienawidzi – i to jest ostateczna odpowiedź? Nie ma innego powodu ponad zwykłą wrogość, dla której wszystko to nam robi?”, oraz formuła samego Jonathana Carrolla powtarzana przez niego w wielu wywiadach: „Śmierć jest zrobionym nam wszystkim brzydkim kawałem”. Ważna jest cytowana wypowiedź Arlen. „Nie ma powodu ponad z w y k ł ą wrogość (…)” Czy nie jest to pewnego rodzaju sprowadzanie śmierci do poziomu człowieka? Carroll obdarowuje tu śmierć uczuciami wrogości i nienawiści. Uczuciami, które znane są głównie człowiekowi.
Bohaterowie Pratchetta z reguły nie walczą ze śmiercią bezpośrednio (wyjątkiem jest tu tylko Mort, czeladnik śmierci, wynika to jednak z odbywanej przez niego u śmierci praktyki. Mort nie walczy zresztą tylko o życie ale i o… przejęcie interesu). Zmagają się z przeciwnościami losu, uzbrojonymi po zęby przeciwnikami i potworami, niemal jak my wszyscy. Jednak nie z samą osobą Śmierci. Nie traktują jej też jak wroga, lecz jak przykrą konieczność.
Śmierć Pratchetta, która w przeciwieństwie do śmierci Carrolla nie przybiera postaci ludzkich, lecz zadowala się tradycyjnym, przyodzianym w płaszcz szkieletem, nie ingeruje w los ludzki, nie obdarza ludzi, sympatią i nie nawiedza ich za życia, ani po to by ich dręczyć, ani po to, by im pomagać. To, czym się zajmuje, nie sprawia jej przyjemności, ale też nie wywołuje u niej uczuć żalu lub smutku. To po prostu praca, jak każda inna.
Przyglądając się Śmierci, czy to na kartach powieści Pratchetta, czy też na ilustracjach jego stałego ilustratora, Josha Kirby, dostrzegamy obraz znany nam od dawna – oto uzbrojony w kosę lub miecz szkielet prowadzi korowód zmarłych. Są wśród nich wszyscy – kapłani, chłopi, mieszczanie, rycerze, mężczyźni, kobiety, starcy i dzieci. Nic innego jak swojski niemal dance macabre. A jednak niezupełnie. Pratchett jest kpiarzem, nie zapominajmy o tym. Jego tancerze, to jakby karykatury tych, których znamy ze zdobiących kościoły obrazów. Są wśród nich ci zdziwieni, czasem przestraszeni, większość jednak wydaje się zachowywać swą zwykłą pewność siebie, część zerka ukradkiem na boki wypatrując tej jednej szansy, kiedy będzie można skorzystać z nieuwagi wodzireja i czmychnąć w tłum gapiów. To raczej uczestnicy karnawałowego korowodu niż nieszczęśnicy, którzy otrzymali ostateczny empiryczny dowód własnej śmiertelności. Może zresztą tak ma być? Może śmierć to coś na kształt karnawału, czyż nie stanowi zburzenia, odwrócenia powszedniego porządku?
Nie tylko kpiną uczłowiecza Pratchett Śmierć. Podobnie jak Carroll stara się nadać jej pewne ludzkie cechy, choć skrajnie różne od tych, którymi obdarował tą postać śmiertelnie poważny amerykański pisarz. Śmierć, na przykład, lubi koty. Kiedy w powieści Czarodzicielstwo umierający czarodziej mówi z goryczą „że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć.”, Śmierć zastanawia się przez chwilę, po czym odpowiada: „KOTY, KOTY SĄ MIŁE”. W innej powieści Mort, odnajdując na dnie rzeki worek z utopionymi kociętami, Śmierć oświadcza niespodziewanie: „BARDZO SIĘ ZEZŁOŚCIŁEM.” I dalej – „W TYM FACHU NIE SPOTYKA SIĘ NAJLEPSZYCH LUDZI”. W tej samej powieści Śmierć dochodzi do wniosku, ze czuje się samotny, w związku z czym próbuje poznać ludzi bliżej, a nawet,… upija się! Pod koniec powieści wszystko wraca, rzecz jasna, do normy. Musi. Okazuje się bowiem, ze Śmierć zbyt przesiąknięta człowieczeństwem staje się o wiele mniej sympatyczna niż na początku powieści, skora do gniewu i gwałtowna. Warto o tym pamiętać, gdy będziemy się starać jeszcze kiedyś uczłowieczać śmierć. Ludzki świat to nie tylko miłość i masło orzechowe.
Wroga nam śmierć Jonathana Carrolla podszywa się pod ludzi, których kochamy, by łatwiej nas ranić tym prytnym fortelem. Śmierć Pratchetta wygląda przerażająco, ale można ją nawet polubić, lub zaprzyjaźnić się z nią, gdyby starczyło nam na to czasu (zwykle nie starcza). Obaj autorzy opisują ta postać w skrajnie odmienny sposób, łączy ich jednak jedno – chęć obdarowania śmierci człowieczeństwem. Uczłowieczenie jej, tak jak uczłowieczyliśmy już anioły, diabły, obcych z kosmosu, oraz Tytusa de Zoo (tego ostatniego chyba w najmniejszym stopniu, choć termin „uczłowieczać kogoś” pojawił się po raz pierwszy właśnie w odniesieniu do niego w naszej kulturze popularnej). Być może obaj pisarze szukali jedynie oryginalnego tematu, który pozwoliłby im zaistnieć na rynku wydawniczym, ale może obu gnębią te same troski i niepokoje, od których ludzkość nie potrafi się uwolnić, odkąd pierwszy homo zaczął być sapiens. Może obaj spróbowali starego sposobu na stare niepokoje. Może teraz, kiedy żyjemy coraz zdrowiej i coraz dłużej i jesteśmy, jeśli wierzyć naukowcom, o dwa kroki zaledwie od informatycznej pseudonieśmiertelności, coraz więcej twórców będzie starało się zrozumieć i oswoić śmierć? Może.
Ten temat na pewno wróci. Śmierć bowiem, jak możemy się dowiedzieć z powieści Pratchetta, nie lubi mówić: żegnaj: „Śmierć uśmiechnął się, ponieważ – jak to często zaznaczano – nie miał właściwie wyboru. Ale może tym razem uśmiech był szczery.
WOLĘ: DO ZOBACZENIA, rzekł.”
Wszystkie nieopisane w tekście cytaty pochodzą z powieści T. Pratchetta Mort.
Sebastian Drobina
BARBARZYŃCA nr 2/3 1999 , s 28- 31
Tekst pierwotnie opublikowany został w czasopiśmie antropologicznym „Barbarzyńca” (www.barbarzynca.com). Przedruk na łamach „Wiedzy i edukacji” za zgoda redakcji.
——————————————————————————————–
Materiał udostępniany na zasadach licencji
Creative Commons 2.5
Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne
-Na tych samych warunkach 2.5 Polska
——————————————————————————————–



















Leave your response!
You must be logged in to post a comment.