Tomasz Ostrowski – Caatani – szamaniści i hodowcy reniferów z północnej Mongolii
Tomasz Ostrowski
Caatani – szamaniści i hodowcy reniferów z północnej Mongolii
Podczas tegorocznej wyprawy etnologiczno-historycznej do Mongolii (lato ’1998) część jej uczestników dotarła do niewielkiej, aczkolwiek bardzo interesującej grupy etnicznej. Zamieszkuje ona północne krańce mongolskiego aimagu Chuwsguł (Chubsuguł). Region ten jest trudno dostępny: górzysty, porośnięty tajgą, z licznymi rzekami oraz szeregiem bagien i mokradeł. Dodatkowo od północy i zachodu oddziela go od świata rosyjsko-mongolska granica. Jest to więc sfera przejściowa, gdzie Mongolia zamienia się powoli w Syberię. Ta przemiana nie dotyczy tylko zmian geobotanicznych (tajga zamiast stepu), ale także, a może i przede wszystkim, zmian kulturowych. Widocznym świadectwem tych zmian są właśnie mieszkańcy tego regionu – Caatani.
Kim są Caatani?
Spotkanie z ludem, jakby nieprzystającym do ogólnego obrazu Mongolii, nasuwa szereg pytań: „kim są?”, „skąd się tu wzięli?”, „jakim mówią językiem?”, „dlaczego ich wiara, sposób życia, a nawet zwierzęta hodowlane są tak różne od mongolskich?”, „czemu wciąż tak wytrwale opierają się tzw. postępowi cywilizacji?”. Szukając na nie odpowiedzi pójść można dwoma niezależnymi tropami: uwierzyć innym albo „dotknąć” samemu.
Podążanie za pierwszym z nich oznaczać będzie sięgnięcie do mało dostępnej i najczęściej rosyjskojęzycznej literatury przedmiotu. Dowiedzieć się z niej można, że Caatani obecną swą nazwę otrzymali od Mongołów. Pochodzi ona bowiem od mongolskiego słowa caa – renifer, a oznacza po prostu „hodowcy reniferów”. Także szereg innych określeń, jak Urianchajcy, Sojoci czy Sajańcy (to ostatnie pochodzące od nazwy Gór Sajańskich) przylgnęło również do tej grupy[1].
Etnicznie należą Caatani do Tuwińców – turańskiej grupy językowej, zamieszkującej położony w Rosji rejon Tuwy. Przodkowie ich przybyli z Azji Centralnej w połowie pierwszego tysiąclecia naszej ery i zmieszali się tu z grupami językowymi kecką i samojedzką oraz z plemionami indoeuropejskimi. W VIII w. Tuwa włączona została do państwa Ujgurów, którzy asymilując się z tutejszą ludnością, wywarli znaczny wpływ na kształtowanie się jej języka. W IX wieku Ujgurowie zostali podbici przez Jenisejskich Kirgizów zamieszkujących Kotlinę Minusińską, którzy również zasymilowali się z Tu wińcami. W X wieku przenikały tu także liczne plemiona chińsko- i tunguskojęzyczne, a w XIII i XIX wieku przelewały się przez te regiony fale Mongołów.
W osiemnastym stuleciu znalazła się Tuwa w obrębie Chin, a w roku 1914 objęta została protektoratem rosyjskim (określana była wtedy jako Urianchąjskij Kraj). Nie dotyczyło to jednak jej południowo-wschodnich terenów, które nadal pozostały pod władzą Chin, a od roku 1915, kiedy to podpisano układ w Kiachcie, weszły w skład Mongolii. W ten to sposób Tuwińcy mieszkający w tym regionie, a wśród nich właśnie Caatani, na stałe odcięci zostali od swych współplemieńców z terytorium Rosji.[2]
Żyjąc w oddaleniu od cywilizacji, prowadzą Caatani samotny koczowniczy żywot, wzorem swoich ojców i dziadów. Podobnie jak mieszkający po drugiej stronie granicy Tadżyńcy (mieszkańcy wschodniej Tuwy), nie zajmują się oni rolnictwem czy rzemiosłem, co charakteryzuje choćby Tuwińców zachodnich. Podstawę ich utrzymania stanowią hodowla rena i myślistwo. Także ich wierzenia oparły się skutecznie buddyzmowi-lamaizmowi i chrześcijaństwu. Do dziś kultywują oni bowiem szamanizm. Obecnie wśród Caatanów żyje i działa trzech szamanów. O uczestnictwie Caatanów w tym archaicznym systemie wierzeń świadczą liczne amulety wiszące w pojedynczych domostwach (o czym więcej poniżej).
Wszystko to czyni z Caatanów, grupę nietypową i wielce oryginalną, która zdecydowanie wyróżnia się spośród innych ludów Mongolii. Tym bardziej więc martwi fakt, że lud ten jest już niemal na wymarciu. Obecnie, na terenach dorzecza górnego Jeniseju (zwanego też Małym Jenisejem) oraz w Górach Sajańskich, żyje zaledwie osiemnaście rodzin, czyli zapewne niewiele ponad sto osób.[3]
Aby bliżej poznać to wymierające plemię, nie można ograniczać się jedynie do przestudiowania literatury, lecz należy ruszyć drugim z wspomnianych wyżej tropów tj. osobiście poznać życie Caatanów. Istotna potrzeba tzw. obserwacji uczestniczącej z udziałem specjalistów – etnologów i religioznawców wynika choćby z konieczności opisania archaicznych, lecz wciąż żywych, zwyczajów i wierzeń, które zaniknąć mogą tak szybko, jak zanika cały świat Caatanów. I mimo, że nasz pobyt pośród członków tego ciekawego ludu, ograniczył się jedynie do krótkiej, ledwo dwudniowej wizyty, a i z prawdziwymi badaniami naukowymi nie miał on wiele współnego, udało nam się poczynić parę spostrzeżeń, którymi chcemy się tu z Wami podzielić.
Czum zamiast jurty
To, co na pierwszy rzut oka odróżnia Caatanów od pozostałych mieszkańców Mongolii, to ich nietypowe domostwo. Stanowi go bowiem czum – wysoki namiot z otworem w suficie, w jakich zwykły mieszkać ludy dalekiej północy. Nie ma tu misternej konstrukcji charakterystycznej dla mongolskiej jurty, lecz prosty, wręcz surowy szkielet, złożony jedynie z kilku okorowanych drągów ułożonych w stos i owiniętych grubym, szarym materiałem. Właściwie nie jest to jedna płachta materiału, lecz kilka osobnych kawałków, które łatwiej można transportować przy przeprowadzkach. Cała zresztą lekka, w porównaniu z jurtą, konstrukcja czumu wiąże się z koczowniczym trybem życia sajańskich górali. Nie używają oni do przeprowadzek wozów zaprzęgniętych w woły, jak to czynią Mongołowie, lecz wykorzystują wyłącznie grzbiety swych reniferów. Wszystkie więc elementy czumu muszą być lekkie i poręczne. Nie ma tu drewnianych drzwi, a ich rolę pełni zwykła płachta z przyczepionym pod spodem kawałkiem drąga, ułatwiającego jej odsuwanie. Nie ma drewnianej podłogi, lecz klepisko przykryte częściowo kawałkami skór zwierzęcych. Nie ma też, wypełniających zwykle wnętrze jurty, mebli. Wszystkie ważne drobiazgi oraz nieliczne dodatkowe ubrania schowane są w małych drewnianych i skórzanych walizkach. Siodła i „przyrządy kuchenne” rozlokowane są przy ścianach czumu, przy czym pierwsze z nich leżą po lewej (licząc od wejścia) stronie namiotu, a więc po stronie mężczyzn i gości, drugie natomiast – po stronie przeciwnej, kobiecej. Niektóre, częściej używane przedmioty, zatyka się pod sufit namiotu, wciskając między płachtę a któryś z tworzących jego konstrukcję drągów. Na nich też wieszają Caatani mokre ubrania przybyłych w deszczową pogodę gości (jak choćby nasze), a często i inne przedmioty, w tym suszące się kawałki mięsa renifera czy amulety.
Największy spośród amuletów, w postaci sporego wisiora, przypięty jest zwykle do drąga na wprost drzwi, a więc w miejscu stanowiącym odpowiednik mongolskiego „świętego kąta”. Składa się on z szeregu ważnych dla Caatanów elementów. Jest wśród nich m.in. uwiązany na sznurku kamień, pazur wilka, kopyto owcy, skórka jakiegoś gryzonia, a także liczne wstążki i szmatki. Jak wierzą Caatani, wilczy pazur daje siłę, baranie kopyto – dostatek, zaś w kawałki szmatek zawinięte są modlitwy do duchów opiekuńczych czumu.[4]
Odwiedzony przez nas czum zamieszkiwało siedem osób, w tym jego gospodarze – Tuczi i Enhtuja. Mimo niewielkich stosunkowo rozmiarów namiotu wszyscy się tu znakomicie mieścili, a i dla nas, nieoczekiwanych gości, nie zabrakło miejsca. Poza tym wszelkie niewygody rekompensowała ogromna gościnność rodziny. Częstowano przybyłych rosołem czy ćwiartowanym mięsem renifera z makaronem własnego wyrobu. Jeśli zaś zdarzyło się, że przybysze mięsa nie jadali, spotykali się ze zrozumieniem ze strony gospodarzy. Wyjmowali oni wtedy wypiekany w metalowych formach chrupiący chleb, smarowali go maślanym kożuchem z mleka renifera i wraz z kawałkami sera ardos, również zrobionego z tego mleka, podawali gościom. Co chwilę serwowano także herbatę z mlekiem renifera, zachęcająco powtarzając: „siar i siar sjemba” (proszę, pij herbatę). Podstawę caatańskiego jadłospisu, oprócz mąki przywożonej z nizin, stanowi mięso i mleko renifera. Jest to bowiem zwierzę, które całkowicie warunkuje egzystencję Caatanów.
Renifery – zwierzęta hodowlane Caatanów
Renifer wykorzystywany jest przez Cataanów nie tylko w celach kulinarnych. Jego skóry tworzą posłania w czumach. Szyje się z nich ubrania na zimę. Poroża, ścinane na wiosnę, gotowane w specjalny sposób, a następnie suszone, sprzedawane są do krajów, gdzie uchodzą za środek leczniczy, ceniony przez medycynę szkoły tybetańskiej. Ponadto renifery służą mieszkańcom Sajanów jako podstawowy środek lokomocji. Tu w trudnym, górskim środowisku spełniają one swą rolę znakomicie. Nakłada się na ich grzbiety niewielkie, składające się z dwóch połączonych ze sobą krzyżaków, siodła juczne i przy ich pomocy transportuje całą zawartość czumu na znaczne, dochodzące nieraz do kilkudziesięciu kilometrów, odległości. Pomiędzy przeprowadzkami reny wykorzystywane są do przewożenia różnych drobnych przedmiotów (np. drzewa na opał, produktów na targ itp.), a także dojazdy wierzchem. Do tego drugiego celu służą specjalne siodła zwane w języku Cataanów yngar-siag. Siodła te są dość podobne do siodeł końskich (po cataańsku – icer) lecz różnią się mniejszymi rozmiarami i ciężarem.[5]
Każda rodzina posiada jednego renifera, który ma według wierzeń otaczać ją opieką. Nazywany jest on świętym reniferem i traktowany w specjalny sposób. Nie wolno na nim jeździć, ani przytraczać doń żadnych ładunków. Dopóki święty ren żyje, rodzina czuje się bezpieczna; gdy jego czas dobiegnie końca trzeba wybrać nowego. Wybór następcy renifera dotąd sprawującego opiekę nad rodziną, poprzedzony jest szeregiem rytuałów. Pan domu musi czekać aż będzie miał sen, w którym ukaże mu się renifer-następca. Często, zanim ten sen nadejdzie, prosi o pomoc świętą górę lub inne miejsce otaczane szczególną czcią. Składa w ofierze rogi starego renifera paląc je w ogniu i modląc się. Wykonuje także szereg koniecznych rytuałów m.in. dmucha w lufę fuzji ,”jak w trąbę”. W końcu proroczy sen nadchodzi. Potem odbywa się rytualna konsekracja: na grzbiecie kładzie się misę wybranego rena i ten zaczyna iść; gdy misa spadnie dnem w dół, oznacza to powodzenie, gdy spadnie dnem w górę – wręcz odwrotnie.[6]
W zamian za te wszystkie usługi, jakie renifery świadczą swym hodowcom, ci chronią je przed drapieżnikami, kurują w przypadku chorób i dolegliwości, a także wybierają dla nich dogodne pastwiska, dostosowując swój sposób życia do potrzeb zwierząt. Caatani zmieniają miejsce swego pobytu kilka razy w roku. Największe wędrówki odbywają wiosną i jesienią. Po zimie, którą spędzają z całym plemieniem w okolicach Cagaan Nuur (Białego Jeziora), rozchodzą się pojedynczymi rodzinami w odległe zakątki gór. Znajdują podmokłe tereny, obfite w mchy i porosty, które stanowią bazę żywieniową ich renów. Często każde z tych pastwisk jest tak małe, że renifery jednej tylko rodziny korzystać zeń mogą zaledwie przez kilka letnich miesięcy. Tak było też w przypadku odwiedzonej przez nas rodziny Tucziego i Enhtuji. Ich 28 renów paść się mogło na tutejszej hali jedynie do września. Potem porostów zaczynało brakować i rodzina musiała się przenieść z powrotem nad Caagan Nuur. Wtedy także inne rodziny schodziły z odosobnionych pastwisk – zimę bowiem łatwiej Caatanom przetrwać z całym plemieniem.
Caatani w relacjach Polaków
Mimo znacznego oddalenia krainy Cataanów od Polski nasi rodacy docierali i tu w różnych momentach historii. Był wśród nich Ludwik Niemojewski, który w celach handlowych zapuszczał się niejednokrotnie w ten rejon ówczesnego pogranicza rosyjsko-chińskiego i miał przy tym do czynienia właśnie z Sajańcami, jak określał tutejszych Tuwińców. Przebywający na przełomie wieków w Minusińsku (Rosja) Feliks Kon, znany światu bardziej ze swej późniejszej działalności politycznej, wyruszył na prośbę Towarzystwa Geograficznego Wschodniej Syberii, za góry Sajańskie i przeprowadził tam badania etnograficzne „nad plemionami Urianchajców-Sojotów (Tuwińców)”[7]. Zebrał on wtedy dość liczny materiał etnograficzny, który jednak pozostał w większości jedynie w rękopisach. I wreszcie, niemal na dzień przed wybuchem rewolucji w Mongolii, dotarł do naszych Cataanów, określanych tym razem mianem Sojotów, Ferdynand Antoni Ossendowski, który uciekając przed prześladowaniami w Rosji przemierzył na koniu część południowej Syberii i niemal całą Mongolię.
Opinie Polaków na temat omawianego plemienia zamieszczone w ich relacjach nie zawsze się pokrywały. Według Niemojewskiego na przykład, byli to ludzie o „zupełnym braku gościnności, przy spaczonych wyobrażeniach o poszanowaniu cudzego dobra”. Mieli być także tchórzliwi, a niebezpiecznymi czynić ich miała ich „chytrość i czysto azjatycka przebiegłość”[8]. To jednak co Niemojewski nazywał tchórzostwem, Ossendowski uznawał za wstręt do przemocy. Pisał o nich: „Sojoci – odwieczni wrogowie wojny i przelewu krwi”, którzy „szczycą się tym, że przez długie wieki przechowali ideały odwiecznego pokoju”. Opisywał on także przypadki dużej serdeczności i gościnności ze strony Sojotów. Sam był podejmowany przez sojocką rodzinę książęcą.[9]
Cóż, inaczej odbiera się ludzi z którymi łączą nas tylko kontakty handlowe (jak u Niemojewskiego), inaczej, gdy odwiedzamy ich w czasie zawieruchy wojennej, przy czym wróg jest wspólny – Armia Czerwona (jak w przypadku Ossendowskiego). Ale różnice zdań dotyczą nie tylko subiektywnych opinii o Caatanach, lecz także kwestii bardziej obiektywnych. Na przykład przy opisie ich religii Ossendowski stwierdza: „Tubylcy Urianchaju, Sojoci, szczycą się tym, że są prawdziwymi buddystami i roznosicielami idei świętego Ramy i mądrego Sakkia Muni”. Opisuje on także swoje spotkania z sojockimi mnichami lamajskimi (w tym z księciem Soldżaku, który „był lamą i jednocześnie hutuhtą (przeorem) klasztoru w pobliżu Teri-Nura”). Natomiast Niemojewski pisze: „Oprócz tych nielicznych osobliwości [wyznawców buddyzmu -przyp. T.O.], Sajańcy w ogóle podlegają szamanom. Buddyjski lama z Uliasutuja, obronnego miasta w Mongolii, nigdy nie przyjeżdża w te strony, sądząc zapewne, że dla kilkudziesięciu czcicieli Buddy nie warto zadawać sobie trudów i pracy…”. Dalej podaje kilka własnych spostrzeżeń dotyczących tutejszego szamanizmu: „Obrządki sajańskich szamanistów w niczem prawie nie wyróżniają się od podobnych praktyk wykonywanych przez Tunguzów”. Jedyną różnicą ma być, według niego, obecność w rytuałach Sajańców dwóch postaci: Goni i Ziga. Gonia to „rodzaj baby znachorki, dodawanej częstokroć szamanowi do pomocy przy leczeniu i zaszeptywaniu chorób”. Ma ona postać wychudłej, pożółkłej i najczęściej garbatej staruszki, a największą trwogę wzbudza dzięki umiejętności rzucania uroków. Zig natomiast to „etatowy trefniś auły, mający obowiązek rozweselania i zabawiania całych pokoleń w czasie igrzysk, wyprawianych na uczczenie białego boga, lub obchodów weselnych.” Poobwieszany dzwoneczkami i pomazany na ciele węglem Zig wzbudza powszechną pogardę – „nikt do niego nie zagada, nikt mu ręki nie poda, wiedząc że każde zbliżenie się do pociesznego człowieka, uważanem jest za hańbę i ujmę osobistej godności”. Tak dokładny opis świadczy o tym, że Niemojewski miał możliwość bezpośredniej obserwacji obrzędów szamańskich u Sajańców (vel Sojotów). Fakt ten stoi jednak w sprzeczności z twierdzeniami Ossendowskiego na temat przynależności religijnej Sojotów (vel Sajańców) do buddyzmu. Powodem tak różnych przekonań obu autorów jest zapewne fakt, że na tym terenie buddyzm i szamanizm przez wieki ścierały się ze sobą. Władcy stawali się lamami i próbowali przyjąć wiarę pochodzącą z odległego Tybetu, zwykły lud zaś miał większe zaufanie do dawnych praktyk i nie chciał z nich rezygnować. Ossendowski przebywający wśród Sojotów dość krótko i to na dworze księcia-lamy, nie musiał wcale zetknąć się z obrzędami szamańskimi, co jednak nie oznacza, że nie miały one tam miejsca. Poza tym w pewnych regionach mogły być one faktycznie bardziej stłumione przez buddyzm niż w innych. Stąd właśnie te różnice w opisach. Pewnym jest jednak, że szamanizm był stale kultywowany na terenie ówczesnego Urianchaju. Później zaś, po rewolucji mongolskiej, a szczególnie w okresie stalinizmu, buddyzm przestał być jakimkolwiek rywalem dla szamanizmu. Odcięcie od Rosji nieprzekraczalną granicą i wyburzenie tysięcy klasztorów lamajskich na terenie Mongolii spowodowało, że Sajańcy niejako w naturalny sposób powrócili do swego archaicznego systemu wierzeń.
Obserwując życie Cataanów staraliśmy się konfrontować rzeczywistość z opisami autorstwa naszych rodaków, których los zetknął z tym ludem w zeszłym i na początku tego stulecia. I mimo, że od tego czasu zmieniły się bardzo uwarunkowania polityczne (dawniej obszar Chin, teraz Mongolii), gospodarcze (dawniej region w którym kwitł handel przygraniczny, teraz niemal zupełna izolacja od Rosji), a nawet kulturowe (dawniej wpływy chińskie np. w sferze mody, teraz wpływy mongolskie), wiele z tych dawnych opisów pokrywało się z tym co tu odnaleźliśmy. Oprócz archaicznej wiary niezmienny jest nadal nomadyczny styl życia Cataanów czy charakterystyczny wygląd ich czumów. Wydaje się, że prędzej znikną sami Cataani, niż któryś z tych tak trwałych elementów ich życia.
Tomasz Ostrowski
Przypisy:
[1] Nazwy te często stosowane są dla określenia całej grupy Tuwińców, choć niektórzy autorzy (np. Z. Sokolewicz – zob. Studia Mongolskie, Wrocław-Wwa-Kraków 1969, tabelka na str. 16-17) rezerwują ją jedynie dla Tuwińców zamieszkałych w Mongolii.
[2] opis historii Tuwy na podst.: Narody Rossii, Enciklopiedia, Moskwa 1994 (rozdział Tuwińcy).
[3] liczba Cataanów (100 osób) na podstawie informacji uzyskanej w drodze wywiadu bezpośredniego od Cataanki o imieniu Enhtuja. Trudno powiedzieć jak informacja ta ma się do danych przedstawionych przez Zofię Sokolewicz (Grupa Chachła w zespole ludów Azji środkowo-wschodniej [w:] Studia Mongolskie, Wrocław-Wwa-Kraków 1969, s. 14-15 i 16-17). Według niej bowiem w roku 1963 Urianchajcy liczyli 2 tys. osób, co stanowiło 1,4 % ludności Mongolii. Być może określenie Urianchajcy oznaczać miało w tym przypadku wszelkie grupy zamieszkujące teren tzw. Urianchaju (w tym oprócz Cataanów także np. Darchatów, którzy nie zostali uwzględnieni jako osobna grupa w przedstawionym przez wspomnianą autorkę zestawieniu). Jeśli jednak dane te dotyczyły wyłącznie Cataanów to oznacza to, że ich liczba spadła w ciągu zaledwie ćwierćwiecza aż dwudziestokrotnie (!).
[4] na podstawie informacji uzyskanych w drodze wywiadu od odwiedzonych przez autora Cataanów (Enhtuji i Tucziego).
[5] więcej na temat hodowli rena u Sajańców-Cataanów (z ter. Rosji) zob: S. 1. Wajnsztejn, Istoricieskaja Etnografia Tuwińciew, Izdatielstwo „Nauka”, Moskwa 1972, (rozdział: Sajanskoje olieniewodstwo i proischożdienije olieniewodstwa w Jewrazji – str. 88-125).
[6] inf. o świętym reniferze na podst. filmu The Tsataan – Reindeer Riders, National Geographic Channel (emisja: 10.09.98. godz. 19.00)
[7] na podst. Feliks Kon, Narodziny wieku. Książka i Wiedza, 1969, s. 629.
[8] na podst. Ludwik Niemojewski, Obrazki Syberyi, Warszawa 1857. s. 57.
[9] na podst. F.A. Ossendowski, Zwierzęta, ludzie i bogowie. Wydawnictwo „Luk”, Białystok 1991 (przedruk z 1925 roku) s. 34 i 53-57
[10] j.w.s.51,55i56-57.
[11] na podst. L. Niemojewski, Obrazki Syberyi, Warszawa 1857,s. 59.
BARBARZYŃCA nr 2/3 1999 , s 9 – 12
Tekst pierwotnie opublikowany został w czasopiśmie antropologicznym „Barbarzyńca” (www.barbarzynca.com). Przedruk na łamach „Wiedzy i edukacji” za zgoda redakcji.
——————————————————————————————–
Materiał udostępniany na zasadach licencji
Creative Commons 2.5
Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne
-Na tych samych warunkach 2.5 Polska
——————————————————————————————–



















Leave your response!
You must be logged in to post a comment.