Home » Kino, Konteksty

Recenzja filmu pt. G.I. Joe: Czas Kobry / G.I. Joe: The Rise of Cobra (2009)

17 sierpnia 2009 No Comment

Reżyseria: Stephen Sommers
Scenariusz: Stuart Beattie, David Elliot
Produkcja: USA
Czas trwania: 118 minut
Obsada: Channing Tatum <> Duke
Sienna Miller <> Ana / Baroness
Marlon Wayans <> Ripcord
Dennis Quaid <> Generał Hawk

„Teoretycznie, G.I. Joe nie istnieje.” – Generał Hawk

James McCullen (przy współpracy z NATO) tworzy głowice z nanomitami – małymi robocikami, które dosłownie „pożerają” metal. Zniszczą nawet całe miasto, dopóki nie zostaną zdezaktywowane. Tak potężna broń stanowi silną pokusę, tak więc tajemnicza Baroness zostaje wysłana, by przejąć niebezpieczny ładunek.. Jej plan zostaje pokrzyżowany przez elitarny oddział (tych dobrych) żołnierzy, czyli tytułowych G.I. Joe, a także przez spotkanie z dawnym ukochanym. Od tej pory obie frakcje będą walczyły o walizkę z głowicami.

Po wakacyjnej inwazji Transformersów, przyszedł czas na kolejną linię zabawek firmy Hasbro. Tym razem postanowiono przenieść na ekran dzielnych G.I. Joe. Pierwsze odlewy figurek powstały w 1964 roku. Od tamtej pory, dzielni żołnierze stoczyli tysiące bitew, z oddziałami Kobry w serialach animowanych, komiksach, grach oraz wyobraźni dzieci.

Reżyser – Stephen Sommers, stwierdził, że swym najnowszym filmem chciał złożyć hołd filmom o przygodach agenta 007. Dlatego też widz obejrzy na ekranie mnóstwo gadżetów, które wg niego, już za kilkanaście lat będą w użytku (oczywiście wojska). Poza tym lokacje i niektóre postacie także mają w sobie „bondowskie” elementy.

Sommers przez lata zdołał wyrobić sobie markę filmowca, który tworzy zabawne filmy, wypełnione akcją. Dzieła, w sam raz na okres wakacyjny i sobotnie wieczory w domu. Kiedy to pragniemy, by na ekranie często pojawiały się takie słowa jak „BOOM!” i „KABUUM!”, a nie chcemy znać szczegółów technicznych ładunków, czy też wewnętrznych rozterek bohaterów.

Wiedząc, że film powstał na bazie plastikowych figurek nie można spodziewać się niezwykle refleksyjnego kina, które wywrze na psychice widza tak silne wrażenie, że postanowi zmienić swoje życie. Wbrew pozorom nie jest to także film gloryfikujący wojnę i żołnierzy. To po prostu zwykłe kino akcji, z elementami science fiction.

Sekwencje walki zostały wzbogacone przez szkockiego mistrza sztuk walki, Raya Parka (Snake Eyes), który swe umiejętności demonstrował już np. w filmie X-men czy Gwiezdne Wojny: Część pierwsza – Mroczne widmo / Star Wars: Episode I – The Phantom Menace. Dzięki temu widz może obejrzeć ciekawy spektakl wzbogacany dobrymi efektami specjalnymi.

Znawcy twórczości Sommersa dostrzegą, w epizodycznych rolach, Brendana Frasera, Arnolda Vosloo oraz Kevina J O’Connora, z którymi spotkał się na planie filmu Mumia / The Mummy.

G.I Joe to dobre, lekkie kino letnie. Wypełnione strawnym humorem, który jest o wiele lepszy, niż w innym tegorocznym przeboju kinowym, czyli Transformers Michaela Baya. Pod tym względem na pierwszy plan wysuwa się Marlon Wayans (Ripcord), znany z takich filmów komediowych jak Straszny film / Scary Movie czy Mały / Little Man.

Łukasz Kucharski

——————————————————————————————–
Materiał udostępniany na zasadach licencji

Creative Commons 2.5
Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne
-Na tych samych warunkach 2.5 Polska

——————————————————————————————–

Leave your response!

You must be logged in to post a comment.