Tomasz Ostrowski – Magia, czary i wróżby u dawnych Mongołów
Tomasz Ostrowski
Magia, czary i wróżby u dawnych Mongołów
Wszelkie rytuały magiczne odprawiane przez Mongołów w czasach poprzedzających powstanie i w okresie istnienia Imperium Mongolskiego wiązały się ściśle z rodzimym zespołem wierzeń – szamanizmem. Dawał on swym kapłanom wiele możliwości w dziedzinie posługiwania się magią i czarami. Ówcześni magowie – jak powszechnie wierzono – mogli dzięki swym nadnaturalnym umiejętnościom zmieniać losy całych bitew czy przepowiadać przyszłość. Wiara w ich magiczną moc zapewniała im wysoką pozycję społeczną, a często i władzę. Tak więc Mongołowie, według zapewnień Piano Carpiniego, „chętnie zajmowali się magią, czarami i obcowali z demonami”[1]. Właśnie bowiem magia, czary i wróżby stanowiły najważniejsze elementy zarówno praktyk religijnych, jak i powszedniego życia dawnych Mongołów.
Magia i czary
Działania magiczne były trwałym składnikiem życia codziennego każdego Mongoła: spotykał się on z nimi już przy narodzinach, gdy sprowadzano wróżbitów dla przepowiedzenia jego przyszłości, a towarzyszyły mu one aż po śmierć i pochówek. Magia owa polegała na manipulacji siłami nadprzyrodzonymi. Jej skuteczność zależała od trafności doboru zaklęć i czynności magicznych. Doboru tego miał dokonywać szaman, którego działalność często bardziej przypominała „pierwotną technikę opartą o podstawy naukowe”, obejmującą „złożone ciągi przekonań, gotowych formuł i działań” [2]aniżeli praktykę religijną. Wśród nich znajdowały się zarówno wszelkie działania magiczne mające związek z duchami, kultem istot boskich (ziemi, słońca) czy kultem ognia, jak i takie, dzięki którym realizowano cele o charakterze wyraźnie utylitarnym: np. zmianę pogody, uzyskanie potomka czy wygranie bitwy itp.
Magia mogła ludziom pomagać lub im szkodzić. Często ten sam typ działań magicznych mógł, w zależności od intencji szamana, mieć skutki pozytywne lub negatywne. Na przykład oddziaływanie na pogodę za pomocą kamienia określanego jako dżada mogło przyczynić się do złagodzenia mrozu czy zmniejszenia opadów śniegu albo też sprowadzić burzę. Ten ostatni sposób wykorzystali m.in. Najmanowie, którzy podczas bitwy z wojskami Chyngis-chana „dokonali czarów, żeby spadł śnieg i zerwała się burza śnieżna”.[3]
Zazwyczaj jednak magia szkodząca nie była powszechnie akceptowana, a często nawet zabraniano jej stosowania. Sankcje w przypadku łamania tego zakazu były bardzo surowe – szczególnie gdy czary przyczyniały się do czyjejś choroby czy śmierci. Powszechna wiara w możliwość rzucania czarów prowadziła czasem do silnych napięć czy wręcz psychozy, która przejawiała się w ogólnej podejrzliwości i ciągłym poszukiwaniu czarowników i czarownic będących źródłem zła. Dochodzenia w tej sprawie były w środowisku potomków Chingis-chana na porządku dziennym. W śledztwie zwykle „pomagano sobie” torturami, wymuszając w ten sposób przyznanie się do winy. Pod zarzutem czarów sądzono głównie kobiety (choć także i mężczyzn), w tym również kobiety wysoko urodzone m.in. z rodu Chingis-chana i jego potomków. Procesy takie kończyły się zwykle śmiercią skazańca, a najczęstszym sposobem wykonania wyroku było utopienie. Często za złe czary uznawano działania magiczne wykonywane przez kapłanów innych religii.
Wróżbiarstwo
Magia wróżebna była bardzo ważnym składnikiem życia dawnych Mongołów. Szamani będący jednocześnie wróżbitami umieli przepowiadać przyszłość. Często jednak funkcje szamana i wróżbity były rozdzielone. Pierwszego z nich określano mianem boge, drugiego – tolgeczi. Na dworze Chingis-chana istniał specjalny urząd dla wróżbity, zwanego w tym przypadku beki, którego atrybutem był biały strój i biały wierzchowiec, a więc elementy nie należące do stroju szamana. Pozycja wróżbitów była bardzo wysoka i od ich zdania zależało wiele decyzji podejmowanych przez chana. Jak pisze Rubryk: „Wróżbici [...] są u nich kapłanami i wszystko, co oni zalecają, czyni się bez zwłoki”. Wróżono m.in. z lotu ptaka, z wnętrzności zwierząt, z baraniej łopatki. Bardzo popularny był szczególnie ten ostatni sposób. Należało więc opalić baranią łopatkę w ogniu na czarno, a następnie obejrzeć dokładnie, powstałe na skutek gorąca, pęknięcia. Wróżba miała być pomyślna, gdy łopatka popękała podłużnie. Jej spękanie w poprzek czy powstanie odprysków miało zaś oznaczać rychłe niepowodzenia. Czasami używano jednocześnie trzech łopatek i wystarczyło tylko podłużne spękanie jednej z nich, aby wróżbę uznano za pomyślną. Z zachowanych źródeł wiadomo, że tego typu wróżby stosował m.in. Chyngis-chan, a także Möngke. Ten drugi miał nawet specjalną jurtę przeznaczoną wyłącznie na wróżenie z opalanych łopatek[4].
Najczęściej stosowano wróżby w momentach szczególnie istotnych dla danej społeczności – np. przed bitwami. Pomyślne przepowiednie miały na celu podnieść ducha walki u żołnierzy. Tak uczynił na przykład Kubiłaj, gdy miał stoczyć bitwę ze zbuntowanymi książętami: „wezwał astrologów, by w obliczu całego wojska sztukami swymi dowiedzieli się, kto odniesie zwycięstwo, oni zaś odpowiedzieli, że Kubiłaj.”[5]. Wróżono jednak też w innych okolicznościach. Szamani orientujący się nieco w astronomii wykorzystywali tę wiedzę dla umocnienia swojej pozycji w społeczności. Potrafili bowiem dokładnie przepowiedzieć zaćmienie słońca i księżyca. W takich momentach zwykli odprawiać głośne rytuały: bili w bębny i czynili „wielki hałas i krzyk”. Umieli też przepowiadać dni szczęśliwe i nieszczęśliwe dla podejmowania różnych działań. Dlatego m.in. zanim wyruszono na wyprawę wojenną zawsze zasięgano najpierw rady szamana.
Praktyki szamańskie odgrywały dużą rolę podczas choroby. Miały one wtedy doprowadzić do uleczenia, najczęściej przez zadośćuczynienie żądaniom duchów odpowiedzialnych za chorobę. Podczas choroby Ugedeja wróżbici stwierdzili, że ich wodzowi szkodzą „duchy władające ziemią i wodami ludu Kitanów, którym zagrabiono ich lud i jego siedziby, zburzono miasta i twierdze”. Gdy dawano im jako okup „ludzi i siedziby, złoto i srebro, konie i jedzenie” choroba nie zelżała, a jedyną ofiarą na jaką duchy przystały miał być człowiek z rodu chana[6]. Wynik choroby można było też przewidzieć na podstawie widzeń sennych. Sytuację taką opisuje Rubryk: gdy jedna z nałożnic wielkiego chana zachorowała, wróżbici na podstawie snu niewolnicy wywróżyli, że nałożnica wyzdrowieje.
Znaki Niebios – rzeczywistość i sny
Ale oprócz porad i wróżb szamańskich uciekano się do odczytywania różnych „znaków Nieba”. Wszelkie nietypowe, dziwne, niezrozumiałe zjawiska stawały się w oczach Mongołów dobrymi lub złymi omenami. Jako zły znak przyjmowano na przykład nagłe padnięcie konia w podróży, złamanie koła lub osi u wozu, pęknięcie kotła na strawę, nadepnięcie na próg jurty, a nawet zwykłe potknięcie się konia. W literaturze można napotkać opisy zdarzeń związanych ze znakami opatrzności, które umocniły wiarę Mongołów w ich wiarygodność. Na przykład gdy Chyngis-chan zapędzony przez wroga do kryjówki w lesie postanowił wreszcie ją opuścić, zsunęło mu się siodło, co uznał za sygnał ostrzegawczy i zawrócił. Powtórna próba wyjścia z gęstwiny zakończyła się wraz z napotkaniem na drodze ogromnego białego głazu, którego tam wcześniej nie było, a który został przez chana uznany za ponowną przestrogę Niebios. Gdy w końcu zmuszony głodem opuścił swą kryjówkę (wbrew widocznym ostrzeżeniom), wpadł w ręce wroga.
Różne znaki sił wyższych wpływały też często na imiona, które nadawano nowo narodzonym dzieciom. I tak imię Temudżyn pochodzi od wodza Tatarów – Temudżyna Uge, którego jako jeńca przyprowadzono do obozu w dniu urodzin przyszłego stwórcy imperium. Zbieżność w czasie narodzin dziecka i pojmania wroga uznano tu za ewidentny znak niebios. Omen ten mógł rzutować na cały przyszły los dziecka. Podobne zdarzenia odnotowuje się jeszcze kilkakrotnie w opisach życia dawnych Mongołów. Na przykład syna Ugedeja po zwycięskiej bitwie z Tangutami nazwano imieniem ich kraju – Kaszin. Syn zaś Czingis-chana urodzony „w drodze” nazwany został Dżodżi (tj. Gość).
Wróżebne znaczenie nadawali Mongołowie także widzeniom sennnym. Podobnie jak my dzisiaj tak i dawni mieszkańcy stepu miewali dobre i złe sny, z których pierwsze mogły być zachętą do działań, a drugie przestrogą. Główną różnicą między dzisiejszym podejściem do proroctw zawartych w snach, a podejściem „staromongolskim” jest stopień zaangażowania. Dawni Mongołowie potrafili od snów uzależniać nawet plany bitewne, ważne decyzje rodzinne, często bardzo osobiste. Na przykład Czyngis-chan po pewnym nocnym „koszmarze” sennym, w którym „Najwyższy Pan” kazał mu „oddać komukolwiek” własną żonę, postąpił zgodnie z tym zaleceniem. Dodać tu należy, że zjawisko „oddawania żon” nie było czymś powszechnym czy nawet normalnym u Mongołów. Dej Seczen, późniejszy teść Temudżyna, miał z kolei proroczy sen, w którym biały sokół trzymający w szponach słońce i księżyc, usiadł mu na ręce. Według Dej Seczena sen ten „[...] zwiastował nadejście [...] ludu Kitajów, sławy”. Przyłączenie się Dżamuki do Czyngis-chana też spowodowane było ukazanym we śnie znakiem niebios. Głównym motywem w tym śnie była „biaława krowa”, namawiająca swoim zachowaniem i „porykiwaniem” do pójścia za Temudżynem, jako władcą ludu (o czym „Niebo i Ziemia zgodnie postanowiły”)[7].
Magia kolorów i magia liczb
W opisanych wyżej wróżebnych snach uderza charakterystyczna kolorystyka. Zarówno sokół ze snu Dej Seczena, jak i krowa ze snu Dżamuki, były koloru białego (bądź białawego). Szczególne znaczenie tego koloru ujawniało się także w szeregu innych zdarzeń np. Sorkan Szira, po tym jak ukrył Temudżyna przed wrogiem, nakazał mu szukać swojej matki i braci, dając mu klacz z białym pyskiem[8]. Biały kolor symbolizował bowiem u dawnych Mongołów szczęście i powodzenie. W darach dla cesarzy znajdowały się często białe przedmioty i zwierzęta, a jeden z cesarzy, Kubiłaj, miał nawet ogromną stadninę białych koni. O wadze tego koloru świadczy fakt, że wspomniany już wyżej wróżbita beki, w którego gestii leżało przepowiadanie dni szczęśliwych, nosił właśnie biały strój i jeździł na wierzchowcu o takiej samej maści. Czerń jako barwa negatywna była w mongolskiej magii kolorów odwrotnością zabarwionej pozytywnie bieli. Odbywała się między nimi symboliczna walka, z której dobro miało – według powszechnego mniemania – wyjść zwycięsko. Jedno ze starych mongolskich powiedzeń wypowiada się w tej kwestii następująco: „czerń wielkości góry może być pokonana przez biel wielkości zająca”[9].

rys. M. Sołończyk
Kolory według Mongołów miały też wyróżniać poszczególne narodowości. I tak ludom Indii przyporządkowywano kolor biały, ludom Tybetu – czarny, Chin – czerwony, Korei – błękitny. Sami Mongołowie utożsamiali się z kolorem żółtym. Niezależnie od tego dzielili się na cztery kolory: biały, żółty, czerwony i czarny. Ogół ludności świata określali zaś pojęciem „ludy dziewięciu kolorów”[10].
Oprócz magii kolorów praktykowana była przez dawnych Mongołów również magia liczb i astrologia. Za liczbę szczęśliwą uważano powszechnie dziewiątkę. Oddawano więc dziewięć pokłonów słońcu i chanowi, temu ostatniemu składano dary po dziewięć sztuk z każdego rodzaju, stosowano kary za dziewięć przewinień itd. Powszechne było również wróżenie z układu ciał niebieskich. Na tej podstawie przepowiadano terminy rozpoczynania wojen, zwoływania narad, powoływania nowego władcy itd. Okresy szczęśliwe wiązano z ruchem księżyca i jego fazami, jak nów i pełnia. Aby wróżenie miało pomyślny skutek starano się często dodatkowo ingerować w jego przebieg. Gdy pierwsza wróżba wyszła niepomyślnie, zwracano się do innej osoby, z nadzieją na lepsze „proroctwo”. Jeśli tym razem przepowiednia zapewniała sprzyjający przebieg wydarzeń, twórca poprzedniej wróżby mógł zostać nawet stracony (wypadki takie miały miejsce). Próby ingerencji w pomyślność wróżb są świadectwem specyficznego stosunku Mongołów do spraw magiczno-wróżbiarskich. Z jednej strony, są dowodem na ich aktywną postawę, niechęci wobec biernego oczekiwania losu. Z drugiej strony stanowią dowód ogromnego przywiązania Mongołów do wróżb, magii, czarów i wszelkich działań z pogranicza świata ludzi i świata duchów.
Tomasz Ostrowski
Przypisy:
[1]Kałużyński St., Religie Azji Środkowej i Syberii, (w:) Religie Azji, Afryki, Ameryki, Australii i Oceanii. Zarys dziejów., Iskry, Warszawa 1980 s. 148.
[2]Nowicka E., Świat Człowieka – Świat Kultury, PWN, Warszawa 1997, s.442.
[3]Raszyd-ad-din, Sbornik letopisiej, t.1, cz. 2, s. 121-122 -za Kałużyński St., Dawni Mongołowie, PIW, Warszawa 1983, s. 103.
[4]Kałużyński St, Dawni Mongołowie, PIW, Warszawa 1983, s.97 i 105.
[5]Polo Marko, Opisanie świata,…, s. 219.
[6]Tajna Historia Mongołów, przełożył St, Kałużyński, PIW, Warszawa 1970, s. 207-208, w. 272.
[7]j.w., s. 49, w. 63 oraz s 78 w. 121.
[8] j.w.,s. 60,w.87.
[9]Kałużyński St., Głosy z jurty, Wiedza Powszechna, Warszawa 1960, s. 52.
[10]Kałużyński St, Tradycje i legendy ludów Mongolii, Iskry, Warszawa 1978, s.285.
BARBARZYŃCA nr 2/3 1999 , s 23 – 25.
Tekst pierwotnie opublikowany został w czasopiśmie antropologicznym „Barbarzyńca” (www.barbarzynca.com). Przedruk na łamach „Wiedzy i edukacji” za zgoda redakcji.
——————————————————————————————–
Materiał udostępniany na zasadach licencji
Creative Commons 2.5
Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne
-Na tych samych warunkach 2.5 Polska
——————————————————————————————–



















Leave your response!
You must be logged in to post a comment.