Home » Artykuły, Kulturoznawstwo, Teksty recenzowane

Agnieszka Czerwonko – Obrona ducha rosyjskiego przed komunizmem w świetle XX wiecznej prozy wiejskiej

1 listopada 2008 No Comment

Agnieszka Czerwonko
Obrona ducha rosyjskiego przed komunizmem w świetle XX wiecznej prozy wiejskiej

Chcąc poruszyć temat obrony ducha rosyjskiego przed komunizmem, należałoby pokrótce wyjaśnić, czym ów duch się charakteryzuje. Z pewnością w objaśnieniu swoistości narodu rosyjskiego mogłaby pomóc słynna formuła Uwarowa:prawosławie, samodzierżawie, ludowość. Można by też w tym miejscu przytoczyć opis „szerokiej duszy rosyjskiej” sformułowany przez Wasilija Szczukina, profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, który wymienia m.in. takie składniki duszy rosyjskiej, jak bezgraniczna odwaga, serdeczność, bezkompromisowość, maksymalizm moralny, towarzyskość, gościnność, spontaniczność, prymat serca nad rozsądkiem, skłonność do wpadania w rozpacz i w melancholię, pogarda dla rzeczy małych, pragmatyzmu i wyrachowania.[1]
W okresie komunizmu dążono do ukształtowania nowego człowieka – bezwzględnie posłusznego systemowi i pełnego wiary w sens katorżniczej pracy na rzecz budowania nowego, socjalistycznego społeczeństwa. Państwo było w stanie podjąć wszelkie środki, ażeby osiągnąć założony cel, którym było stworzenie mas ludzi, poddanych ,,jedynej słusznej ideologii”. Pragnięto okroić naród z jednostek nieprawomyślnych, nie przebierając przy tym w środkach – bez względu na to, czy była to agresywna i nie znosząca sprzeciwu indoktrynacja i działania propagandowe, przymusowa praca w imię lepszej, bliżej zresztą nieokreślonej przyszłości czy też usunięcie najbardziej opornych i niewygodnych po różnymi pretekstami. Sprawą absolutnie nadrzędną jawiło się zbudowanie nowego, oczyszczonego z wszelkiej nierówności (a przy tym – wszelkiego, rzekomego nawet szkodnictwa) społeczeństwa. Realizacja owego, zdawałoby się, doniosłego celu wymagało pozbycia się ludzi, stanowiących ku temu przeszkodę. Wszystko to odbywało się niczym w słynnej i jakże makabrycznej teorii szalonego krawca, wedle której to nie garnitur musi być dopasowany do noszącego. To ów noszący powinien za wszelką cenę być dostosowany do garnituru. Ściślej rzecz ujmując, jeżeli problem w tymże dopasowaniu stanowią za długie ręce modela, znacznie wystające poza uszyte rękawy, należy obciąć kończyny do odpowiedniej długości. Jeśli z kolei za długie są nogi, wystając poza stworzone przez krawca nogawki, trzeba postąpić podobnie.[2]
Tak właśnie budowano utopistyczne państwo wiecznej szczęśliwości i trwania w zapale wspólnej pracy, mającej paradoksalnie znaczenie, znacznie przekraczające wartość ludzkiego życia. Wszelkie działania władzy nosiły znamiona klasycznego i – należy rzecz – bardzo dosłownego dążenia po trupach do celu.

W owych czasach czasach praca miała przede wszystkim charakter wychowawczy i moralny, lecz wypływał on nie z potrzeby samego człowieka, ale z ideologii, pod wpływem której stała się ona jedną z form zniewolenia. Trud milionów ludzi został podporządkowany celom politycznym, ku którym dążyli bolszewicy – utrzymaniu władzy i rozprzestrzenianiu idei komunistycznej na resztę świata(…)Trud chłopa władza komunistyczna postrzegała jako niższą formę pracy ze względu na indywidualny charakter uprawiania roli. (…) Poprzez ideologizację pracy państwo przejęło całkowitą kontrolę nad trudem rolnika, zamieniając go w ,,pozbawioną osobowości działalność wedle odgórnych wskazówek”(…) Doszło do zerwania naturalnej więzi chłopa z ziemią i przyrodą, jego praca stała się bezduszną eksploatacją natury, jakby stanowiła ona przeszkodę w zbudowaniu komunistycznego raju na ziemi(…).[3]
Budowa nowego społeczeństwa, opartego – przynajmniej w założeniu – na zasadach równości i sprawiedliwości zakładała niemal całkowitą negację dorobku kulturalnego i społecznego narodu rosyjskiego. Władze na gruzach dawnej Rosji zaczęły realizować szaleńczy plan wykorzeniania człowieka z człowieka.
Ponieważ jednostka miała stać się tylko trybikiem w wielkiej machinie potężnego ustroju, w praktyce zniknęła, roztopiła się w masie podobnych sobie ,,elementów”.
Nikogo nie obchodził jej los. Prosty człowiek, którego życie zresztą i do tej pory nie należało do najłatwiejszych znalazł się teraz w wyjątkowo trudnym położeniu. Nie był w stanie zrozumieć zmian, jakie przyniosła rewolucja. Do tej pory starał się tłumaczyć sobie różnorodne zjawiska, zachodzące w otaczającym go świecie na swój sposób, zaś polityka nie leżała w zakresie jego zainteresowań. Żył dniem codziennym i sprawami bieżącymi. Jak wspomina Richard Pipes w jednej ze swoich książek, chłopi byli święcie przekonani, że to Bóg stworzył ziemię, tak jak powietrze i wodę, na pożytek wszystkich ludzi. Można więc z niej korzystać, ale nie można jej posiadać. Dlatego domagali się zniesienia własności prywatnej ziemi, ale nie po to, aby utorować drogę socjalizmowi (jak błędnie sądziło wielu rewolucjonistów), ale lecz aby powrócić do tradycji, do ładu, który ich zdaniem istniał od niepamiętnych czasów. Jeden z historyków Rosji napisał, że mużyk (chłop) równie słabo rozumie zmiany władzy, jak zmiany klimatu(…).[4]
Jak już wspomniano, prostego człowieka właściwie nie zajmowały sprawy i wydarzenia ,,odgórne”, związane z polityką i wydarzeniami, zachodzącymi w świecie. Z pewnością nie rozmyślał nad nimi i nie postrzegał ich jako rzeczy, mające wpływ na życie jego i jego ,,małej ojczyzny”, którą było jego najbliższe otoczenie, natomiast ewentualne skutki tychże wydarzeń znosił z pokorą. Taka właśnie była Matriona, bohaterka utworu Sołżenicyna pt. Zagroda Matriony. Jako zwykła wiejska kobieta całe życie spędziła w swoim miasteczku, w Torfoprodukcie, przywiązana do swojej ziemi. Była człowiekiem o dobrym sercu, pomocnym, bezinteresownym, co spotykało się nawet z pewnego rodzaju pogardą i zdziwieniem otoczenia. Prowadziła niezwykle proste, wręcz ascetyczne życie. Mimo poważnej choroby nie żaliła się, wszystko znosiła z pokorą, w razie potrzeby nie bojąc się ciężkiej pracy – nawet tej, której nie chciał podjąć się nikt inny.
Nie uganiała się za dobytkiem… Nie szalała, by kupować jakieś przedmioty, a potem strzec ich bardziej niż własnego życia. Nie uganiała się za strojami. Za odzieniem, które zdobi szpetne monstra i bandytów. Nie rozumiana, porzucona nawet przez własnego męża, pochowała sześcioro dzieci, lecz nie straciła życzliwości dla innych, obca siostrom, szwagierkom, głupio tyrająca na innych bezpłatnie, nie zgromadziła przed śmiercią dobytku. Brudnobiała koza, kulawy kot, fikusy…[5] Można by zaryzykować stwierdzenie, że właśnie z takich ludzi jak Matriona mogłoby składać się prawdziwe społeczeństwo równości (rzecz oczywista, pozbawione owej znanej powszechnie z historii nadbudowy agresji i terroru). Paradoksalnie kobieta, która zrobiła tak dużo dla państwa, wzorowo pracując na jego rzecz niejednokrotnie bez jakiegokolwiek wynagrodzenia, nie doczekała się na od niego żadnej pomocy. Bezspornie, fiasko budowy owego idealnego społeczeństwa motywowane było różnymi względami historyczno – politycznymi, jednakże na pewno związane było też z niedoskonałością samego człowieka. Niepowodzenia były więc wynikiem wszelakich ,,chorób”, które dotykały zarówno górę jak i dół – społeczeństwo i władzę. To nie mogło doprowadzić do wprowadzenia w życie idei równości ( o ile w ogóle owa idea miała prawo bytu)… Ostatecznie jednak istnienie takich ludzi jak Matriona stanowiło niezbity dowód na to, że nawet w tak ciężkich czasach można było być człowiekiem w pełnym tego słowa znaczeniu. Wymagało to jednak wyrzeczeń, dla niejednego – nazbyt wielu. Ignaticz, drugi z bohaterów owego utworu, który był współmieszkańcem Matriony i obserwatorem jej życia pod koniec opowiadania słusznie stwierdził: żyliśmy wszyscy tuż obok niej i nie rozumieliśmy, że był to ów człek sprawiedliwy, bez którego, jak głosi przysłowie, nie możne istnieć wieś. Ani miasto. Ani cała ziemia nasza.[6]
O tym, jak trudno wyplenić jest chociażby pozostałości typowych ludzkich uczuć i potrzeb ducha a więc rzeczy organicznie zbędnych człowiekowi socjalizmu świadczy krótkie, a jednak niezwykle sugestywne opowiadanie Wasilija Szukszyna pt. Nocne dumania. Bohater owego utworu – Matwiej Riazancew, osadzony od początków swojego życia w rzeczywistości nakazów i zakazów, w pewnym momencie zaczyna robić swoisty jego bilans. Pod wpływem usłyszanych dźwięków harmonii na której to grał dla swojej wybranki zakochany młodzieniec, Kolka Małaszkin, Matwiej, przewodniczący miejscowego kołchozu, którego rytm dnia wyznaczała – odkąd tylko pamiętał – praca, rozliczne obowiązki i wypełnianie najróżniejszych, odgórnych nakazów zatapia się w rozmyślaniach na temat sensu życia, strachu przed śmiercią i uniwersalnych wartości, takich jak miłość. Kojąca duszę muzyka przywodzi mu na myśl jedną, konkretną noc z okresu dzieciństwa – moment śmierci jego brata, Kuźmy. Jednakże, paradoksalnie, to nie owa śmierć jest teraz przedmiotem rozmyślań Riazancewa. Wspomina on natomiast chwile, gdy musiał wsiąść na koń i pędzić po mleko dla umierającego Kuźmy, gdy koń i człowiek, stopieni w jedno, lecieli w czerń nocy. A noc podążała im na spotkanie, uderzając w twarz ciężkim, gęstym zapachem traw, zwilżonych rosą. Jakiś dziki zachwyt ogarnął chłopca, krew nabiegła mu do głowy i aż szumiała. Zdawało się, że leci, że jak gdyby oderwał się od ziemi i szybuje. Dokoła nic nie było widać: ani ziemi, ani nieba, ani nawet końskiej głowy – tylko świst w uszach, tylko ogromny świat nocy, który ożył i pędzi na spotkanie. O tym, że z braciszkiem jest źle, Matwiej wcale nie myślał. O niczym nie myślał. Dusza się radowała, każda żyłka tętniła w ciele.. Był to jakiś upragniony, rzadki przebłysk radości, radości ponad siły.[7]
Była to zapewne jedna z niewielu chwil, gdy chłopak mógł pozwolić sobie na spontaniczność, radość typową dla dziecka. Całe jego życie było przecież podporządkowane nakazom. Był trybikiem w maszynie – jakich wiele. Wszystkie jego emocje, smutki, radości były nierozerwalnie związane z wykonywaniem przydzielonych odgórnie obowiązków. Powątpiewał w istnienie wyższych uczuć, nie pasowały one wszakże do istoty codziennego życia, w których to nie człowiek i jego uczucia były ważne, tylko, jak już wspomniano, siła jego rąk i zdolność produkcyjna. Miłość jawiła mu się jako kolejny nakaz a wszystkie romantyczne gesty, śpiewy, cierpienia czy nawet samobójstwa dokonywane pod jej wpływem wynikały z tego, iż wypada mówić o miłości. A w rzeczywistości chodzi o to, że przyszedł czas, by się ożenić.[8] Sam Matwiej stwierdził, że przez całe życie robił to, co należało robić. Nie był sobą, był tym, kim trzeba. Powiedziano, że trzeba iść do kołchozu – poszedł, przyszła pora na żeniaczkę – ożenił się, mieli z Aloną dzieci, które rosły… Potem, gdy była wojna – poszedł walczyć. Został ranny i wrócił wcześniej aniżeli inni. Powiedziano mu: zostaniesz przewodniczącym, Matwieju. Nie mamy nikogo innego. Więc został. I tak się wprzęgnął w tę pracę, i tak do niego wszyscy przywykli, że do tej pory ciągnie ten kierat.[9]
Znamienne są fragmenty, w których bohater porusza tematy swych przemyśleń przy żonie. Jest ona szczerze zdziwiona prostymi, zdawałoby się, pytaniami męża o jej uczucia względem niego. Poważna rozmowa szybko schodzi na tematy codzienne, przyziemne, w których bohaterowie czują się najlepiej.
Tak właśnie miał być wychowany szary obywatel ,,socjalistycznego raju”. Dążenia do osiągnięcia osobistego szczęścia (a co za tym idzie – chociażby odrobiny życiowej przestrzeni, nie zdominowanej przez władze) mogły być co najwyżej nikłym tłem do ustawicznego wcielania w życie partyjnych haseł.
A jednak na przykładzie powyższego widzimy, iż potrzeba ta nie zanikła. Jeśli nawet była tłumiona, to myśli o niej wracały chociażby podczas nocnych, niekontrolowanych przez nikogo rozmyślań, o których traktuje niniejszy utwór.
Prosty człowiek z zasady obawiał się zmian. Były one przez niego odbierane jako coś złowieszczego. Ponad wszystko cenił on to, co było mu znane, z czym związany był przez całe życie. Pozwalało mu to czuć się bezpiecznym. Nie szukał przygód, nowości, nade wszystko cenił stabilizację, która stanowiła swoisty parasol ochronny przed niebezpieczeństwem i szkodami, do których w jego mniemaniu mogły doprowadzić wszelkie odstępstwa od okrzepłego stylu życia, którego rytm wyznaczały codzienne prace, obowiązki, przyzwyczajenia i rytuały. Istotnie, wybijanie się ponad przeciętność zazwyczaj nie było czymś mile widzianym ani w obrębie jego ,,małej ojczyzny”, a więc lokalnej społeczności, jak również w obrębie większej ojczyzny, dążącej do wieloaspektowej uniformizacji życia człowieka.
Niezwykle zachowawcze podejście do życia reprezentowała babka Małania z opowiadania Wsiowi ludzie. Tytuł ten, w świetle poprzednich rozważań wydaje się być niezwykle sugestywny. Kobieta otrzymuje od dawno nie widzianego syna, lotnika, bohatera Związku Radzieckiego zaproszenie do Moskwy. Jednakże przeraża ją sama perspektywa podróży samolotem. Jej obawy potęgują naświetlone jej przez szkolnego administratora, Jegora Lizunowa hipotetyczne zagrożenia związane z przelotem. Mimo to stacza ze sobą małą wewnętrzną walkę, ma wiele wątpliwości, szuka porad u innych ludzi.
Opowiadanie to nie posiada jasnego zakończenia, jednakże można przypuszczać, że Małania ostatecznie nie zdecyduje się na podróż, gdyż strach bierze górę nad tęsknotą za ukochanym synem. Inną sprawą jest jej przywiązanie do ziemi i spraw z nią związanymi. Wnuk kobiety, Szurka w liście do swego wuja pisze: Warzywa posadzone, świniaki będą, kury, gęsi – przecież za nic w świecie ich nie zostawi. Mimo wszystko, wsiowi ludzie jesteśmy, wujku.[10]
Dystans między miejscem zamieszkania Małanii a wielkim miastem – Moskwą ma wymiar symboliczny. Nie można go rozpatrywać wyłącznie w kategoriach odległości geograficznej pomiędzy dwoma punktami na mapie, gdyż nade wszystko obrazuje odległość między dwoma różnymi światami. Z jednej strony widzimy zacofaną wioskę z mieszkańcami, stroniącymi od osiągnięć cywilizacyjnych a z drugiej potężne, niepojęte i owiane jakąś tajemnicą miejsce, niedostępne zwykłym śmiertelnikom. Pośrodku zaś widnieje destrukcyjna granica. Rozdziela ona nie tylko owe światy, ale też matkę i syna – zwykłą wiejską kobiecinę i zasłużonego bohatera Związku Radzieckiego…
Gwałtowne zmiany zachodzące w ustroju państwa i wszelakie ich następstwa, obejmujące swym zasięgiem najbliższe otoczenie nie mogły być przyjęte bez strachu przez prostego człowieka, który do nich po prostu nie przywykł.
Bardzo dramatycznie rzecz opisał Walentin Rasputin w utworze Pożegnanie z Matiorą. Oto grupa ludzi z dnia na dzień poinformowana zostaje o planach budowy wielkiej elektrowni wodnej, co niesie za sobą konieczność zatopienia rodzinnej wsi.
Apokaliptyczna wizja końca świata staje się w tym momencie dla nich wydarzeniem boleśnie realnym. Jak zaznacza Aleksander Wawrzyńczak, wymowa ideowa powieści ,,Pożegnanie z Matiorą” jest jednoznaczna. Rasputin wyniósł dramat pojedynczego człowieka, pojedynczej wsi na poziom uniwersalny, odnoszący się do duchowej kondycji człowieka w ogóle, która zawsze zależy od jego związku z rodziną i ,,małą ojczyzną”. Matiora symbolizuje jedną z setek tysięcy ,,małych ojczyzn” w Rosji. Jest niepowtarzalną cząstką w organizmie całego kraju.
Jej zatopienie jest jak rana zadana człowiekowi – krwawi i boli, zagraża życiu. Rasputin widzi Matiorę jako cząstkę ginącego organizmu, którym jest Rosja, bowiem rozpad kraju i upadek narodu zaczyna się od rozpadu rodziny i zagłady ,,małych ojczyzn”.[11]
Murszenie kraju i systemu jest zatem procesem ,,oddolnym”. Państwo, tracąc z oczu obywateli, będących jego budulcem skazuje się na nieuchronną samozagładę. Podobnie jak żywy organizm, zbudowany ze ściśle ze sobą powiązanych części nie może funkcjonować prawidłowo, jeżeli wszystkie jego elementy nie są zdrowe. Prosty śmiertelnik, niejednokrotnie na pierwszy rzut oka słaby i pełen obaw paradoksalnie był od zawsze najlepszą ostoją tradycyjnych i ponadczasowych wartości. Obrona człowieka przed komunizmem polegała na przeciwstawieniu się napierającym siłom, pragnącym przekreślić cały dorobek narodu rosyjskiego, zastąpić go quasi religią, czczącą ,,czerwonych bożków” i ukształtować nowego człowieka, będącego niemalże sztucznym tworem, oddanym ,,jedynemu słusznemu ustrojowi”. Finalnie jednak zarówno historia jak i literatura dowodzą, że nigdy nie udało się to do końca.

Agnieszka Czerwonko
Studentka III roku filologii rosyjskiej
Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Oświęcimiu

Przypisy:

[1] http://www.sprawynauki.waw.pl/?section=article&art_id=1181
[2] Historia Rosji, wykład prof. M. Smolenia z dn. 11.04.08 r
[3] Wawrzyńczak A., Naród i państwo w twórczości pisarzy rosyjskich nurtu ,,wiejskiego”, Kraków 2005, s. 62-63
[4] Pipes R., Rewolucja rosyjska. Trzy pytania, Warszawa 2007, s. 30
[5] Sołżenicyn A., Zagroda Matriony, Warszawa 1990, s. 33
[6] Ibidem
[7] Szukszyn W., Nocne dumania i inne utwory, Warszawa 1975, s. 85
[8] Ibidem, s.86
[9] Ibidem
[10] Szukszyn W., Wsiowi ludzie [W:] Nocne dumania i inne utwory, Warszawa 1975 ,s.11
[11] Wawrzyńczak A., Naród i państwo w twórczości pisarzy rosyjskich nurtu ,,wiejskiego”, Kraków 2005, s. 72

Bibliografia:

Pipes R., Rewolucja rosyjska. Trzy pytania, tłum. W. Jeżewski, Wyd. Magnum, Warszawa 2007
Rasputin W., Pożegnanie z Matiorą, tłum. J. Litwiniuk, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1979
Smoleń M., Historia Rosji – wykład z dn. 11.04.08r.
Sołżenicyn A., Zagroda Matriony, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1990
Szukszyn W., Nocne dumania i Wsiowi ludzie [W:] Nocne dumania i inne utwory, Wydawnictwo Czytelnik/Progress, Warszawa 1975
Wawrzyńczak A., Naród i państwo w twórczości pisarzy rosyjskich nurtu ,,wiejskiego”, Wyd. Universitas, Kraków 2005

Netografia:

http://www.sprawynauki.waw.pl/?section=article&art_id=1181

——————————————————————————————–
Materiał udostępniany na zasadach licencji

Creative Commons 2.5
Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne
-Na tych samych warunkach 2.5 Polska

——————————————————————————————–

Leave your response!

You must be logged in to post a comment.