Home » Kino, Konteksty

Recenzja filmu pt. Avatar 3D (2009)

24 stycznia 2010 No Comment

7307579.3

Reżyseria: James Cameron
Scenariusz: James Cameron
Produkcja: USA, Wielka Brytania
Czas trwania: 162 minuty
Obsada: Sam Worthington <> Jake Sully
Zoe Saldana <> Neytiri
Sigourney Weaver <> Grace Augustine
Stephen Lang <> Miles Quaritch

Nie jesteście już w Kansas. – Miles Quaritch

Pandora – to planeta znajdująca się w systemie Alfa Centauri, oddalonym od ziemi ok. 4,5mln lat świetlnych. Z wyglądu przypominana Błękitną Planetę, ale na tym podobieństwa się kończą. Atmosfera, flora i fauna są niezwykle piękne i zabójcze zarazem. Jak widać na pierwszy rzut okiem ziemianie nie powinni być nią zainteresowani. Pewne przysłowie mówi jednak, że „liczy się wnętrze” i to właśnie ono interesuje homo sapiens. A dokładniej minerał tzw. unobtanium, które jest na Ziemi niezwykle cenne.

Tak więc odległa planeta jest niczym kopalnia w oczach korporacji. Ochronę bazy stanowią byli wojskowi i najemnicy, pod wodzą lubiącego strzelać Milesa Quaritcha (znakomity Stephena Lang). Dodatkiem do wykopalisk jest program Avatar, któremu przewodzi dr Grace Augustine. Polega on na „zaprzyjaźnianiu się” z tubylcza rasą Na’vi. Technika pozwoliła Ziemianom stworzyć tytułowe avatary, czyli hybrydy dna ludzi i Na’vi, do których przenoszona jest świadomość operatora.

Jake Sully, były żołnierz, trafia na planetę w zastępstwie swego zmarłego brata. Podczas misji w dżungli, odłącza się od grupy i musi tam spędzić noc. W tym czasie poznaje Neytiri, córkę wodza lokalnego plemienia. Dzięki byciu pierwszym avatarem-wojownikiem, a nie naukowcem Jake może zostać w wiosce. Z czasem będzie musiał wybrać stronę konfliktu.

Avatar jest pierwszym filmem w całości nakręconym w technice trójwymiarowej. Co ważniejsze nie został zrobiony „pod” tą technikę. Nie oznacza to jednak, że nic nie będzie wyłaniać się z ekranu. Według Sigourney Weaver graficy spędzali średnio 507 godzin nad…jedną klatką filmu! Nic więc dziwnego, że końcowy efekt robi tak piorunujące wrażenie. Jedynie w dwóch ujęciach odnosi się wrażenie, że to co widzimy to dzieło komputera.

Jednym z elementów odróżniających film od innych dzieł kinematografii jest sposób kręcenia. Cameron nie korzystał z techniki „motion capture” (przechwytywania ruchu). Wymyślił tzw. „performance capture”, który polega na przeniesieniu mimiki twarzy i całego ciała do komputera. Tym sposobem aktorzy wcielający się w Na’vi odegrali wszystkie swoje sceny i ich praca znalazła się w filmie. Do tej pory graficy umieszczali nagrane ruchy aktorów i dorysowywali postaciom mimikę.

Pod względem wizualnym, nie można porównywać Avatara z żadnym innym filmem. Przez dłuższy czas, prawdopodobnie do premiery drugiej części, będzie to najlepiej wyglądający film w historii kina. Poza uzdolnionymi grafikami, duża w tym zasługa budżetu, który według oficjalnych danych wyniósł 250 milionów dolarów, a nieoficjalnych – dwa razy tyle.

Wątek fabularny pojawiał się już w kinie, pod wieloma innymi tytułami (ponoć najbliżej jest mu do Pocahontas). Nie jest to nic złego. Tym bardziej, że Avatar to nie tylko „wciskające” w fotel efekty, a chwytająca za serce opowieść o tym, że liczy się to co mamy w środku, a nie wygląd. Duże i małe dzieci powinny być zachwycone i nie raz uronić łzę podczas seansu. Ja k powiedział podczas wywiadu Sam Worthington „Okulary 3d powinny mieć wycieraczki”. Niestety momentami te fabularne stereotypy, są bardzo widoczne. Miejmy nadzieję, że przy okazji, zapowiedzianej już, drugiej części James Cameron naprawi wszystkie niedociągnięcia pierwszej.

Kilka tygodni po premierze filmu w internecie zaczęły się pojawiać informacje mówiące, że ludzie po seansie wpadają w depresje. Nie dlatego, że Avatar to kiepski film, bo tak nie jest. Powodem jest powrót do świata realnego. Można to zrozumieć, gdy samemu obejrzy się film (szczególnie w trzechwymiarach), aczkolwiek nie można zakładać, że James Cameron chciał osiągnąć aż tak piorunujący efekt. Po prostu widzowie wiedzą jak czuje się główny bohater, gdy musi odłączyć się od swego avatara.

Osoby, które zakochają się w Pandorze i jej mieszkańcach, zapewne będą szukać wszelkich możliwych sposobów, na „powrót” na planetę. Okazja nadarzy im się przy okazji wydania filmu na Blu-ray i Dvd. Przestrzec należy ich jednak przed zakupem gry pt. James cameron’s Avatar – gra komputerowa (małe „c” widnieje na pudełku), która jest po prostu nudna. A poza grafiką nie oferuje nic ciekawego.

Łukasz Kucharski

Leave your response!

You must be logged in to post a comment.