Paweł Jednacz – Czy kultura ma znaczenie?
Paweł Jednacz
Czy kultura ma znaczenie?
(Recenzja z książki pod red. Lawrence’a E. Harrisona i Samuela P. Huntingtona
Kultura ma znaczenie. Jakie wartości wpływaja na rozwój społeczeństw. Poznań 2003, s. 464.)
Chociaż każdy z autorów
stawia sobie za cel poprawę bytu ludzi na świecie,
większość z nas wypowiada się z punktu widzenia
inspirowanego uprawiana profesją
oraz własnym modelem umysłowym.
M. Fairbanks [s. 411]
Sympozjum zatytułowane „Wartości kulturowe a rozwój społeczeństw”, które odbyło się w 1999 roku w American Academy of Arts and Sciences w Cambridge, w stanie Massachusetts dało asumpt do szerszej dyskusji, stając się jednocześnie materiałem do omawianej tu książki. Jej pomysłodawcą był Lawrence Harrison[1]. On opracował tematy, dobrał autorów[2] , zredagował ich teksty oraz zdobył fundusze, dzięki którym udało się zrealizować całe przedsięwzięcie. Jaki był cel Harrisona (i książki, której jest współautorem)? Otóż pragnie on zaprosić uczonych i praktyków do debaty na temat kultury[3]. Taka współpraca pomogłaby wypracować teorie, praktyczne wskazówki oraz zacieśnienie więzi pomiędzy naukowcami a praktykami, w wyniku czego na świecie łatwiej będzie stworzyć warunki sprzyjające rozwojowi społeczeństw. [s.14] Książka niesie pewne przesłanie, z którego skorzystać powinny zarówno te państwa, czy narody, którym obecnie wiedzie się nienajlepiej, jak i Ci, którzy borykają się z różnymi problemami wewnętrznymi, mimo, że uchodzą na świecie za „bogatych krewnych”. Nadrzędnym celem ludzkości (zdaniem autorów zbioru) powinno być dążenie do maksymalnego ograniczenia cierpienia ludzi na świecie. Kultura, mając ogromny wpływ na rozwój gospodarczy państw, powinna zdaniem autorów sprzyjać rozwojowi społeczeństw. Ale czy jest możliwe zbudowanie kultury referencyjnej?
Według S. P. Huntingtona [4] (współredaktora książki) „rola wartości i postaw uwarunkowanych kulturowo jako czynników ułatwiających bądź hamujących tendencje rozwojowe była w dużym stopniu ignorowana przez rządy oraz agencje pomocowe. Włączenie programów propagujących zmianę wartości i postaw do projektów prorozwojowych jest posunięciem niezbędnym, jeśli nie chcemy, by nędza i niesprawiedliwość nękające większość zacofanych krajów i grup etnicznych, towarzyszyły im również w ciągu najbliższego półwiecza.[s. 40] Podstawowe pytania postawione przez autorów omawianego dzieła są następujące: W jakim stopniu czynniki kulturowe kształtują rozwój ekonomiczny i polityczny? Jak sprawić, by ewentualne kulturowe bariery stojące na drodze takiego rozwoju, przestały mu dłużej zagrażać? Dlaczego poziom życia w niektórych krajach jest przerażająco niski a w innych kilkakrotnie wyższy?
Na dzieło (opatrzone przedmową S. P. Huntingtona i wstępem L. E. Harrisona), składa się dwudzieścia dwa eseje w siedmiu częściach: Kultura a rozwój gospodarczy, Kultura a rozwój polityczny, Debata antropologiczna, Kultura i gender, Kultura i amerykańskie mniejszości, Kryzys Azjatycki, Upowszechnianie zmian.
Nie sposób omówić w jednym studium wszystkich zagadnień, toteż autor niniejszego referatu ograniczy się tylko do (jego zdaniem) najważniejszych.
Książkę otwiera artykuł Davida Landesa Kultura przesądza prawie o wszystkim. Już w jego tytule czytelnik znajduje odpowiedź na pytanie postawione w tytule książki. Ogólnikowo lecz niezwykle trafnie przedstawione przez Landesa tezy, będą uszczegółowiane przez kolejnych autorów na dalszych kartach omawianego tu dzieła. Autorzy artykułów nie traktują kultury jako czegoś niezmiennego. Uważają, że kulturę można zmienić, a nawet trzeba, aby osiągnąć postęp. Landes tak zapoczątkował swój rozdział: Max Weber miał rację. Studiując historię rozwoju gospodarczego, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że kultura przesądza prawie [podkreśl. P.J.]o wszystkim.
Argumentując powyższe stwierdzenie licznymi przykładami, Landes stoi na stanowisku, że poza kulturą istnieje jeszcze wiele innych uwarunkowań, które wpływają bądź to na rozwój, bądź na stagnację gospodarczą przedstawicieli danej kultury,[5] ale to ona, kultura, ma najważniejsze znaczenie dla postępu.
Historyczne przykłady krajów Ameryki Łacińskiej i Japonii wskazują na przemożny wpływ kultury na modernizację. Ameryka Łacińska, wybierając tzw. teorię zależności[6], jako wygodną alternatywę wobec kulturowych wyjaśnień zacofania gospodarczego została daleko w tyle za Japonią, która przyjęła odmienny tok rozumowania. Obarczając winą za zacofanie siebie samych Japończycy przystąpili do modernizacji z charakterystyczną dla siebie gorliwością i systematycznością. Byli do tego procesu odpowiednio przygotowani – dzięki długoletniej tradycji dobrych rządów, wysokiemu poziomowi piśmienności, silnej instytucji rodziny, wysokiej etyce pracy i samodyscyplinie, poczuciu tożsamości narodowej i przeświadczeniu o własnej wyższości. W tym tkwiło sedno wszystkiego. [s. 50-52] [7] Landes, kończąc swój esej, przypomina w kontekście swoich rozważań poglądy M. Webera,[8] które towarzyszą niemal wszystkim autorom omawianej tomu.
M. E. Porter [9] analizuje wielopłaszczyznowe związki łączące kulturę ekonomiczną i postęp gospodarczy. Biorąc za przedmiot zainteresowania dobrobyt, rozpatrywany z punktu widzenia krajów i narodów wskazał na czynniki kulturowe mające wpływ na produktywność narodów, lub jej brak. J. Sachs [10], zwraca uwagę również na inne aspekty, takie jak położenie geograficzne, polityka i ekonomia. W rozdziale Kultura przesądza prawie o wszystkim [11] czytelnik znajdzie już pewien spójny zestaw wartości, (które zarówno mogą przyspieszać, jak i hamować rozwój społeczeństwa). Po jednej stronie skali istnieją (zdaniem Grandony) tylko te wartości, które sprzyjają rozkwitowi gospodarczemu, po drugiej (sprawa jest odwrotna, a więc) takie wartości które wstrzymują rozwój. Typologia obejmuje dwadzieścia czynników, które są spostrzegane odmiennie w zależności od tego, czy dana kultura sprzyja, czy też sprzeciwia się rozwojowi. Są to: religia,[12] wiara w jednostkę,[13] imperatyw moralny, [14] dwa wymiary bogactwa,[15] dwa poglądy na temat konkurencji, [16] dwie koncepcje sprawiedliwości, [17] wartość pracy, [18] rola herezji,[19] edukacja nie służy praniu mózgów, [20] znaczenie użyteczności,[21] cnoty mniejsze,[22] wymiar czasowy,[23] racjonalność,[24] władza, [25] światopogląd,[26] pogląd na życie,[27] zbawienie,[28] dwie utopie[29] natura optymizmu,[30] dwie wizje demokracji. [31]
W eseju Latynoamerykańskie elity – kultura i zachowania Carlos Alberto Montaner dowodzi iż „tradycyjne wartości kulturowe stanowią główną przeszkodę na drodze postępu”. Swoją charakterystykę oparł na sześciu elitarnych grup: polityków, wojskowych, biznesmenów, duchownych, intelektualistów oraz przedstawicieli lewicy podkreślając, że spychanie całej winy na elity jest zabiegiem niesprawiedliwym, ponieważ w szerszej perspektywie grupy te stanowią odzwierciedlenie całego społeczeństwa.[s. 118]
Jednocześnie krytykuje całą gamę wyjaśnień (latynoamerykańskich intelektualistów), które winą za porażkę Ameryki Łacińskiej upatrywali min. w: dziedzictwie iberyjskim, a właściwie katolicyzmie i jego nietolerancji, przeciwnej postępowi ludności tubylczej, w niesprawiedliwej dystrybucji bogactwa, „łupieżczym imperializmie”, czy słabych rządach. Esej Montanera, jest niezwykle interesujący, ponieważ w znacznej mierze wyjaśnia przyczyny przepaści pomiędzy Ameryką Północną a Południową.[32]
Nathan Glazer [33] w szkicu Kultura rozbita na czynniki pierwsze zadaje pytanie co wspólnego ma sukces lub porażka poszczególnych amerykańskich mniejszości etnicznych czy rasowych z takimi szerszymi kategoriami jak cywilizacje, religie i kultury świata? (…) Czy próby wyjaśnienia losów narodów i kontynentów mogą pomóc w zrozumieniu sytuacji grup etnicznych w Ameryce? [s. 330] Autor poddaje analizie amerykańskie grupy etniczne i rasowe, i, w prawdzie uważa, „że kultura istotnie przesądza o wielu sprawach” to, mimo wypracowania znakomitych metod i strategii badawczych przez współczesne nauki społeczne, bardzo trudno jest wykazać, że to czynniki kulturowe, charakterystyczne dla tej czy innej grupy etnicznej, odpowiadają za jej ekonomiczny sukces lub porażkę. Twierdzi, iż odwołania do kultury jako zmiennej wyjaśniającej, pociąga za sobą problemy natury politycznej niemal równie poważne co nawiązania do rasy. Trzeba się wówczas liczyć z pewnymi zastrzeżeniami, które Glazer ujął w swoim eseju.
Innego zdania jest Orlando Petterson [34]. Krytykuje on „sztywną ortodoksję” w naukach humanistycznych, gdzie niewłaściwa koncepcja kultury, doprowadziła do sytuacji w której wyjaśnienia kulturowe w badaniach nad Afroamerykanami (bo tej grupie etnicznej badacz poświęcił swoje rozważania) są cenzurowane, a badaczy oskarża się o rasizm. Powodów takiego podejścia jest wiele, wspomina o nich Petterson, ale głównym jest błędna wizja kultury, „jako bytu całkowicie statycznego i niezmiennego”.
R. Inglehart [35] nie odżegnując się od tradycji weberowskiej, jako teoretyk modernizacji, jest zdania, że powstanie społeczeństwa przemysłowego ma związek z procesem zmiany kulturowej i odchodzenia od tradycyjnych systemów wartości. Pokazując, w jaki sposób przechodzi granica pomiędzy społeczeństwami, („skazanymi” na rozwój – lub wręcz przeciwnie – na porażkę) upatruje sukces w tych społeczeństwach, które wyznają wartości sprzyjające swobodnej ekspresji.[36] Politolog ten mówi, że rozwój ekonomiczny w sposób niemal nieunikniony pociąga za sobą zmniejszenie zainteresowania religią, zanik prowincjonalizmów i różnic kulturowych, [s.148] (…) ale nie tylko religia kształtuje zasięg obszarów kulturowych. Kultura danego społeczeństwa jest wypadkową całości jego spuścizny historycznej. [154] Autor zwraca uwagę, iż zmiany kulturowe powoduje rozwój gospodarczy. Nawet przy braku chęci zmian ze strony elit decyzyjnych, rozwój wpływa na masy, które są bardziej spragnione instytucji demokratycznych i w większym zakresie je popierają. Doskonałym tego przykładem może być „Pomarańczowa rewolucja” na Ukrainie. Zgodnie z tą tezą niechybnie czeka to i takie kraje, jak Białoruś, Rosja czy nawet Chiny. F. Fukuyama [37] dodaje do tej listy jeszcze jeden ważki element – tzw. kapitał społeczny, który definiuje jako zestaw nieformalnych wartości i norm etycznych wspólnych dla członków określonej grupy i umożliwiający im skuteczne działanie – zaznaczając, iż ważne jest, aby były to wartości właściwe. Pokrywają się one w dużej mierze z wartościami purytańskimi. Celem rozdziału S. M. Lipseta i G. S. Lenza jest połączenie teoretycznej analizy zjawiska korupcji z jej empirycznymi aspektami. Autorzy starają się odpowiedzieć na pytanie, dlaczego jedne kultury, czasy lub miejsca są bardziej skorumpowane od innych. Obrazują to na podstawie relacji: gospodarki, religii, kultury, demokracji – i korupcji.
Trzecią część książki stanowi Debata antropologiczna. Autorzy tacy jak R. Edgarton, T. Weisner czy wreszcie R. A. Shweder starają się spojrzeć na kultury, od środka, z punktu widzenia nosiciela danej kultury. I tu warte przytoczenia są poglądy ostatniego z nich. Z niemal wszystkimi argumentami „kolegów” z omawianego zbioru polemizuje Shweder, kwestionuje nawet samo twierdzenie zawarte w tytule książki. Uważa, że jest one równoznaczne z przyznaniem, że niektóre kultury są ubogie albo zacofane, podczas gdy inne – bogate i zaawansowane. Prowadzi to do przekonania, że życie składa się z dobrych rzeczy (…), których powinni pragnąć wszyscy ludzie, lecz przeszkadza im w tym własna kultura. [s. 253] Chociaż uważa, nasz styl życia za przyzwoity i godny,[s. 253] nie traktuje go jako moralnie wyższego, równocześnie odmawia Europejczykom monopolu na postęp. Równocześnie sprzeciwia się twierdzeniu, jakoby można było stworzyć przepis na moralnie godne i racjonalne życie. Oskarża tym samym współautorów ksiązki (a nawet obecną sytuację antropologii kulturowej) o etnocentryczne zapędy i moralną arogancję.
Kolejne dwa rozdziały [38], składające się na czwartą część [39] książki ukazują nierówną sytuację płci na „gruncie” latynoamerykańskim. Silna presja kulturowa skłania demokratyczne rządy do wprowadzania przepisów i regulacji prawnych promujących egalitaryzm. Mimo coraz lepszej sytuacji kobiet, kulturze Ameryki Łacińskiej daleko jeszcze do równouprawnienia płci. M. Htun zakwestionowała tradycyjna kulturę machismo w Ameryce Łacińskiej. Rewolucja spod znaku gender i wszystko co się z nią łączy w kwestii transformacji tradycyjnych wartości, powoli dociera na ten grunt. Niewątpliwie jest to proces ociężały.
Artykuły M. Fairbanksa[40], S. Lindsaya [41] i L. Harrisona [42] zamykają książkę Kultura ma znaczenie. VII część [43] dzieła to podsumowanie tez zawartych w zbiorze. Próba spojrzenia na zagadnienie z pragmatycznego punktu widzenia, tzn. przedstawienie celnych wskazówek, praktycznych przykładów, umożliwiających upowszechnianie zmian kulturowych tam, gdzie wydaje się to niezbędne (jeżeli rządy tych państw pragną znaleźć się w grupie krajów Pierwszego Świata). Autorzy zachęcają do wdrażania długofalowych programów nakierowanych na zmianę wartości i postaw. M. Fairbanks twierdzi, iż w skład procesu przemian wchodzi wiele elementów i trudno podąć ich konkretną sekwencję, mimo to redukuje całe zagadnienie do dziesięciu podstawowych czynników, ilustrując je przykładami z wielu krajów, gdzie wspólnie z naukowcami (również autorami omawianego dzieła) podjęto działania zmierzające do zmiany kulturowej. Podobnie czyni L. Harrison. Wyróżnia on dziesięć czynników, które (zresztą jak sam podkreśla) pozostają w ścisłym związku z typologią M. Grandony (patrz wyżej). Harrison również zaznacza, że nie stanowią one zamkniętej, wyczerpującej listy.
Skoncentrowany wokół kultury i zmian kulturowych prąd intelektualny [44] niesie nadzieje na lepsze jutro. Dzięki interdyscyplinarnej antologii Kultura ma znaczenie rozpowszechnia się on w świecie. Możemy mieć tylko nadzieję, że niebawem zakorzeni on się w umysłach elit decyzyjnych w krajach rozwijających się, w których dobrobyt, demokracja i sprawiedliwość społeczna wciąż pozostają jedynie w sferze marzeń. Upowszechni się również wśród mas i sprawi, że ludzkość będzie sobie radziła lepiej nie tylko w wymiarze ekonomicznym, lecz również pod względem utrwalania instytucji demokratycznych i sprawiedliwości społecznej.
Paweł Jednacz
Lublin 2004
PRZYPISY
[1] W latach 1965-1981 kierował misjami USAID w pięciu krajach Ameryki Łacińskiej. Autor Underdevelopment is a State of Mind; Who Propers? oraz The Pan-American Dream. Członek Harvard Academy for International and Area Studies.
[2] Zaproszeni: Barbara Crossette, Robert B. Edgerton, Daniel Etounga-Manguelle, Michael Fairbanks, Francis Fukuyama, Nathan Glazer, Mariana Grondona, Mala N. Htun, Ronald Inglehart, David S. Landes, Gabriel Salman Lenz, Stace Lindsay, Seymour Martin Lipset, Carlos Alberto Montaner, Orlando Patterson, Dwight H. Perkins, Michael Porter, Lucian W. Pye, Jeffrey Sachs, Richard A. Shweder, Tu Wei-Ming oraz Thomas Weisner, to profesorowie trwający i emerytowani, pracownicy naukowi, antropolodzy, historycy, politolodzy
[3] rozumianej jako „wartości, postawy, przekonania, opinie oraz leżące u ich podstaw przeświadczenia powszechne wśród członków danej społeczności (s.14)
[4] Jest profesorem na Albert J. Weatherhead University, dyrektorem Instytutu Studiów Strategicznych im. Johna M. Olina i przewodniczącym Academy for International and Area Studies na Harvard University, gdzie również przez jedenaście lat pełnił funkcję dyrektora Center for International Affairs. Autor licznych publikacji, m.in. Zderzenie cywilizacji. W latach 1977-1978 za prezydentury Cartera pełnił w Białym Domu funkcję koordynatora ds. bezpieczeństwa przy National Security Council.
[5] Świadczyć mogą o tym ekonomiczne sukcesy niektórych imigranckich mniejszości etnicznych – Chińczyków w Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej, Hindusów w Afryce Wschodniej, Libańczyków w Afryce Zachodniej, Żydów i kalwinistów w większości krajów europejskich. [s. 42]
[6] Doktryna zależności zachęca do szukania winnych wszędzie dookoła, tylko nie u siebie, pogłębia tylko gospodarczą niemoc. [s. 47]
[7] wyczerpujące rozwinięcie zagadnień związanych z kulturą azjatycką znajdzie czytelnik w VI części omawianego zbioru. D. H. Perkins, L. W. Pye, T. Wei-Ming omawiają kulturę i jej wpływ na rodzime gospodarki.
[8] według którego, protestantyzm w wydaniu kalwińskim, a w istocie wiara w predestynację, która została przekształcona w świecki kodeks postępowania, w skład którego weszły między innymi: pracowitość, uczciwość, powaga, oszczędne wydatkowanie pieniędzy i czasu [s. 55] sprzyja rozwojowi gospodarczemu.
[9] Esej pt. Postawy, wartości i przekonania a makroekonomia dobrobytu
[10] w eseju Uwagi na temat nowej socjologii rozwoju gospodarczego
[11] Mariano Grandony
[12] Religia plebejska, utożsamiana głównie z rzymskim katolicyzmem utrudnia rozwój gospodarczy, natomiast w systemie faryzejskim czyli tam gdzie dominuje protestantyzm, promuje się postawy sprzyjające rozwojowi.
[13] Według autora głównym motorem napędzającym rozwój gospodarczy jest praca i kreatywność poszczególnych jednostek (…) natomiast brak zaufania do jednostki (…) jest charakterystyczny dla społeczności, które są przeciwne rozwojowi.(s.106)
[14] W kulturach sprzyjających rozwojowi gospodarczemu występuje powszechna zgodność praw i norm, które nie są nadmiernie wymagające i przez to możliwe do egzekwowania. Obligacje moralne i rzeczywistość społeczna idą ze sobą w parze. Natomiast w kulturach nastawionych nieprzychylnie do rozwoju istnieją dwa, całkowicie do siebie nieprzystające uniwersa. W skład jednego wchodzą szczytne idee i najwyższe standardy, drugi zaś świat to codzienna rzeczywistość pełna skrywanej obłudy i powszechnej hipokryzji. Prawo jest odległym i utopijnym ideałem, które świadczy co najwyżej o ewentualnych preferencjach obywateli, podczas gdy rzeczywistość nie przystaje do jakiejkolwiek moralności i rządzi się prawem dżungli, prawem najbardziej przebiegłych lub najsilniejszych, a świat jest pełen wilków przebranych za owieczki.(s. 107)
[15] W społeczeństwach przeciwnych rozwojowi bogactwo składa się przede wszystkim z tego, co już istnieje (podkr. autora), podczas gdy w społeczeństwach sprzyjających rozwojowi, bogactwo to przede wszystkim to, co jeszcze nie istnieje. Kraje zacofane czerpią swoje bogactwo z ziemi i jej darów. Głównym bogactwem krajów rozwiniętych są jeszcze nie rozpoczęte procesy innowacji. Społeczeństwa przeciwne rozwojowi przypisują rzeczywistą wartość, dajmy na to, dzisiejszym komputerom, podczas gdy społeczeństwa sprzyjające rozwojowi skupiają się na komputerach następnej generacji. (107)
[16] Sukces wszelkiej działalności – politycznej, intelektualnej, zawodowej – jest pochodną współzawodnictwa. W społeczeństwach przeciwnych rozwojowi konkurencja spotyka się z potępieniem jako forma agresji (…) negatywne poglądy na temat konkurencji wynikają z usankcjonowania zawiści i dążeń do utopijnej równości. Chociaż społeczności takie odrzucają współzawodnictwo i proponują w zamian kooperację, harmonijna współpraca układa się u nich gorzej niż w społeczeństwach „konkurencyjnych”(…) Konkurencja sprzyja demokracji, kapitalizmowi i różnicowaniu poglądów
[17] W społeczeństwach przeciwnych rozwojowi sprawiedliwość dystrybutywna obejmuje wyłącznie osoby żyjące. Przywiązanie do teraźniejszości znajduje odzwierciedlenie w tendencji do konsumowania i braku oszczędzania. Natomiast sprawiedliwość dystrybutywna w ujęciu społeczności sprzyjających rozwojowi uwzględnia interesy przyszłych pokoleń. Tego typu społeczeństwa wykazują zawsze mniejszą skłonność do konsumpcji, a większą wagę przywiązują do oszczędzania.
[18] Praca nie cieszy się dużym szacunkiem w społeczeństwach przeciwnych rozwojowi (…). przedsiębiorca nie ma dobrej opinii, podobnie jak robotnik fizyczny (…) przez długi czas podobna skala prestiżu funkcjonowała w świecie chrześcijańskim. Max Weber zwrócił uwagę, że dopiero reformacja, zwłaszcza w wydaniu kalwinistycznym, doprowadziła do przewartościowania skali prestiżu i postawiła na poczesnym miejscu etykę pracy. Właśnie takiemu odwróceniu systemu wartości Europa Zachodnia i Ameryka Północna – a także Azja Wschodnia – w głównej mierze zawdzięczają swój dobrobyt. W wyniku tego samego przewrotu Ameryka Łacińska i reszta Trzeciego Świata znalazły się w strefie relatywnego ubóstwa.
[19] Wraz z ogłoszeniem tezy o swobodnej interpretacji Biblii Marcin Luter stał się pionierem pluralizmu intelektualnego w wymiarze religijnym i to w czasach, kiedy chrześcijaństwo tkwiło jeszcze głęboko w dogmatyzmie. W przeciwieństwie do grzechu herezję uważano wówczas za niewybaczalną zbrodnię. Jednak tylko nieskrępowany umysł pełen wątpliwości jest w stanie wydać na świat innowacje, które stanowią siłę napędową rozwoju gospodarczego. Społeczności ortodoksyjne, takie jak były Związek Radziecki, tłumią wszelkie przejawy innowacyjności.
[20] System edukacji, który umożliwia jednostkom samodzielne docieranie do prawdy, a nie narzuca tej prawdy z góry. W ramach antyrozwojowego systemu wartości edukacja pełni funkcję przekaziciela dogmatów, wychowującego pokolenia konformistów i wiernych wyznawców.
[21] Kultury progresywne wystrzegają się niesprawdzalnych teorii. Ich zainteresowanie budzą rzeczy możliwe do zweryfikowania, o praktycznym znaczeniu. Natomiast w kulturach antyrozwojowych (np. w latynoamerykańskiej tradycji intelektualnej) dominują natchnione wizje, które doprowadziły ten region świata do zapaści (…) wprawdzie Amerykanie z północy, a nie Latynosi pokazali światu, na czym polega sukces ekonomiczny. Mimo wszystko nie wolno zapominać, że ten sam utylitaryzm doprowadził do powstania koszmarów w postaci nazistowskich Niemiec czy sowieckiej Rosji.
[22] Zaawansowane społeczeństwa wysoko cenią wiele pomniejszych cnót, które w kulturach tradycyjnych odgrywają marginalną rolę: solidne wykonanie pracy, porządek, uprzejmość, punktualność. Wpływają one na wydajność ekonomiczną oraz harmonijność stosunków międzyludzkich. W społeczeństwie zachowawczym nie maja większego znaczenia, ponieważ z jednej strony zmuszają do pewnego rygoru, a z drugiej spotykają się z silną konkurencją w postaci wielkich tradycyjnych cnót takich jak: miłość, sprawiedliwość, odwaga, wielkoduszność. Niemniej te pomniejsze cnoty stanowią cechę charakterystyczną społeczeństw, które maja wzgląd na potrzeby innych.
[23] Istnieją cztery kategorie czasowe: przeszłość, teraźniejszość, najbliższa przyszłość oraz odległa przyszłość, która łączy się z wiecznością społeczeństwa zaawansowane skupiają swoją uwagę na niedalekiej przyszłości, która znajduje sie w ich zasięgu – tylko w tym przedziale czasowym można skutecznie planować. Charakterystyczną cecha kultur tradycyjnych jest kult przeszłości. Jeśli interesują się przyszłością, to tylko najbardziej odległą, o wymiarze eschatologicznym.
[24] Postęp to nic innego jak efekt długiej serii niewielkich osiągnięć. Kultury przednowoczesne natomiast cenią projekty realizowane z wielkim rozmachem. (…) W krajach takich pełno jest nie dokończonych pomników, dróg…
[25] W społeczeństwach racjonalnych rządzi prawo. Wraz z przyznaniem mu nadrzędnej pozycji społeczeństwo zaczyna funkcjonować zgodnie z porządkiem, jaki współcześni filozofowie (tj. Locke, Hume, Kant) przypisywali wielkoduszność. Niemniej te pomniejsze cnoty stanowią cechę charakterystyczną społeczeństw, które maja wzgląd na potrzeby innych.
[26] W kulturze sprzyjającej rozwojowi świat postrzegany jest jako pole do działania. Przed osobą, która pragnie coś zmienić, cały świat stoi otworem. W kulturze przeciwnej rozwojowi świat jawi się jako niezmierzony byt – arena działań wszechpotężnych sił, które noszą najróżniejsze imiona: Bóg, diabeł, wielki międzynarodowy spisek, kapitalizm, imperializm, marksizm, syjonizm. Główne zajęcie ludzi żyjących w kulturze zachowawczej polega na szukaniu ochrony przed tymi siłami lub prowadzeniu przeciw nim utopijnych krucjat. Dlatego jednostka w społeczeństwie zachowawczym miota się między fanatyzmem a fatalizmem.
[27] W kulturze progresywnej życie to coś, co sami kierujemy – jesteśmy aktywnymi twórcami. W kulturze zachowawczej życie jest nam dane i trzeba się z nim pogodzić
[28] Zgodnie z koncepcją zachowawczą celem każdego człowieka jest zbawienie od trosk tego świata, który, według tradycyjnego katolicyzmu, okazał się „padołem łez”. Zbawienia może dostąpić tylko ten, kto oprze się pokusom czyhającym na drodze do lepszego świata i życia wiecznego. Natomiast dla purytańskich protestantów zbawienie w innym świecie zależy od powodzenia naszych wysiłków zmierzających do przebudowy tego świata.
[29] Zarówno kultury pro, jak i anty rozwojowe noszą piętno swego rodzaju utopizmu. W kulturze progresywnej świat dąży stopniowo, za sprawą kreatywności i wysiłków jednostek, w stronę odległej utopii. W kulturze zachowawczej jednostka poszukuje rychłej utopii, która znajduje sie poza jej zasięgiem. Konsekwencją takiej postawy jest fanatyzm albo fatalizm.
[30] W kulturze zachowawczej mianem optymisty określa się osobę, która wierzy, że szczęście, Bóg albo możni tego świata będą jej sprzyjać. Natomiast w kulturze prorozwojowej za optymistę uważa się osobę, która jest zdecydowana przedsięwziąć wszelkie niezbędne kroki w celu zapewnienia sobie zadowalającej przyszłości, osobę przeświadczoną, że jej wysiłki wpłyną na bieg wydarzeń.
[31] Kultura zachowawcza wyrasta bezpośrednio z tradycji absolutyzmu, nawet jeżeli przebiera postać ludowej demokracji w wydaniu Rousseau, która nie przewiduje żadnych prawnych ograniczeń ani form instytucjonalnej kontroli. Zgodnie z tą wizją absolutna władza króla zostaje przekazana ludowi. Kulturę progresywną charakteryzuje liberalna, konstytucyjna demokracja Johna Locke’a, barona de Montesquieu, Jamesa Madisona czy Argentyńczyka Juana Bautisty Alberdiego. Władza polityczna podlega rozproszeniu, a prawo pełni funkcję nadrzędną.
[32] W dzisiejszych czasach politycy w Ameryce Łacińskiej są tak zdyskredytowani, że ubiegając się o wybór do parlamentu, musza udawać, że nie są wcale politykami, ale kimś zgoła innym – (…) kimkolwiek, byle nie politykami. Skąd to się wzięło? Głównie stąd, że korupcja w sektorze publicznym jest (…) normą.
Oprócz tego politycy często działają ponad prawem, a utrwalona w Ameryce Łacińskiej lojalność (a właściwie nepotyzm – przyp. P.J.) [...] powoduje, że politycy nie pozostają dłużni swoim poplecznikom i przyjaciołom. Jeżeli chodzi o duchowieństwo, to ma ono znaczne wpływy w wymiarze moralnym „Kościół w dalszym ciągu może uprawomocnić albo zdyskredytować określone postawy albo wartości, oddziałując w znaczący sposób na poglądy ludzi (…) Głoszone przez nich (biskupów – przyp. P. J.) postawy są sprzeczne z psychologią sukcesu. Szkolnictwo wyższe w Ameryce Łacińskiej – oprócz kilku chwalebnych wyjątków – nie sprostało zadaniu stworzenia niezależnego centrum myśli twórczej, powielając w zamian stare i wysłużone koncepcje. Podsumowując , należy stwierdzić, że nie ulega wątpliwości, iż wymienione wyżej elity nie wyczerpują listy winowajców, którzy
pogrążyli Amerykę Łacińską w ubóstwie i niesprawiedliwości.
[33] (będący pod silnym wpływem tradycji relatywizmu kulturowego)
[34] W swoim eseju Kultura na poważnie: rama pojęciowa i przypadek Afroamerykanów, rozdział IV, s. 306-328.
[35] w rozdziale Kultura a demokracja
[36] Esej pt. Kapitał społeczny
[37] Barbary Crossette – Kultra, płeć społeczna i prawa człowieka i Mali Htun – Kultura, instytucje i dyskryminacja płci w Ameryce Łacińskiej.
[38] Zatytułowaną Kultura i gender
[39] Zmiana mentalności narodu, czyli składniki procesu budowania dobrobytu
[40] Kultura, modele umysłowe i dobrobyt narodowy
[41] Upowszechnienie pozytywnych zmian kulturowych
[42] Upowszechnienie zmian
[43] Upowszechnienie zmian
[44]Jego źródeł można szukać u takich myślicieli, jak Benfield, Weber, Tocqueville, Monteskiusz.
——————————————————————————————–
Materiał udostępniany na zasadach licencji
Creative Commons 2.5
Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne
-Na tych samych warunkach 2.5 Polska
——————————————————————————————–




















Leave your response!
You must be logged in to post a comment.