Radosław Belka – Dramat egzystencjalnych doświadczeń romantycznego indywidualisty w Kordianie Juliusza Słowackiego
Radosław Belka
Dramat egzystencjalnych doświadczeń romantycznego indywidualisty
w Kordianie Juliusza Słowackiego
Dramat Kordian Juliusza Słowackiego (1809-1849) wpisał się na stałe do naszej świadomości jako wybitne dzieło polskiej literatury romantycznej. Prawdopodobnie zamierzeniem autora było napisanie obszerniejszego tekstu, składającego się z trzech części, co jednak nigdy nie doszło do skutku. Co prawda, druga część została napisana, ale Słowacki sam ją zniszczył; o części trzeciej nie wiadomo, czy była w ogóle zaczęta. Poeta rozpoczął pracę nad swoim utworem w marcu 1833 roku, by już rok później anonimowo wydać Kordiana w Paryżu. Na karcie tytułowej nie znalazło się nazwisko autora, ale na ogół w ówczesnych kołach literackich orientowano się, iż jest to czwarta już książka dwudziestopięcioletniego wtedy poety, Juliusza Słowackiego. Trzy poprzednie jego książki, także wydane w Paryżu w latach 1832 i 1833, zawierały dwa dramaty (Mindowe i Maria Stuart)siedem poematów (Hugo, Mnich, Jan Bielecki, Arab, Żmija, Lambro, Godzina myśli) oraz kilka drobniejszych wierszy.
Słowacki, przystępując do pisania swego dzieła przebywał w jednym z pensjonatów szwajcarskiego miasta Genewa. Pośród ciszy i spokoju mógł tam rozważać powzięte już plany co do własnej twórczości literackiej. Wielki wpływ na jego psychikę w tym okresie miały wydarzenia polityczne w ówczesnej Europie, których był świadkiem podczas licznych podróży po kontynencie. Doświadczenia i przeżycia młodego poety znalazły odzwierciedlenie w Kordianie. Intensywnie analizował Słowacki wydarzenia, jakie rozegrały się przed 1830 r., mając w świadomości relacje o przygotowaniach do zamachu na życie Mikołaja I, który w maju 1829 r. przybył do Warszawy i koronował się na króla Polski. Ta polityczna demonstracja zmierzająca w intencji cesarza do zacieśnienia więzi między zaborcą a podbitymi – wywołała oburzenie społeczeństwa. W najbardziej radykalny sposób pojawiło się ono wśród młodzieży i to nawet poza granicami ówczesnej Kongresówki. Wizerunek i postawy bohaterów, zarysowane już w Przygotowaniu nasuwają na myśl podobieństwo do rzeczywistych uczestników jeszcze jednego bardzo ważnego wydarzenia – powstania listopadowego. Co prawda akcja dramatu nie rozgrywa się podczas powstania, ale – jak słusznie zauważa Alina Witkowska: Być może w zamyśle Słowackiego dziać się miała, Kordian bowiem jest zaledwie częścią pierwszą trylogii, nigdy w całości nie zrealizowanej. Należy pamiętać, iż żaden z wartych uwagi utworów romantycznych nie został wprost poświęcony powstaniu listopadowemu, które skądinąd stanowiło podstawowe doświadczenie historyczne całej generacji.
Utwór właściwy poprzedzają: Przygotowanie i Prolog, a tytułowy bohater dramatu Słowackiego pojawia się dopiero w akcie I. Jest to piętnastoletni młodzieniec, który mimo tak młodego wieku posiada niezwykłą wrażliwość. Na „uczuciowość” bohatera wskazuje już samo jego imię, które nigdy wcześniej nie było znane. Jak piszą Marian Bizan i Paweł Hertz, postać najpewniej nie wywodzi swojego imienia ani bezpośrednio z łacińskiego c o r, ani z obcych wzorów literackich, lecz z polskiej rodziny wyrazów, której źródłem jest łacińskie c o r. Autorzy Glosów…, na potwierdzenie swoich spostrzeżeń podają definicję z dwóch słowników: Słownika B. Lindego, gdzie przymiotnik kordiaczny oznacza swarliwy, śmiały, czupurny oraz wileńskiego Słownika M. Olgerbranda (ważnego z powodu dużego zasobu słów, których używali mieszkańcy wschodnich ziem Rzeczypospolitej). W tym drugim słowniku kordiaczny definiuje się jako ten, który cierpi ckliwość na sercu. We współczesnych słownikach można odnaleźć, podobny do omawianych, przymiotnik kordialny. W Słowniku języka polskiego Doroszewskiego wyraz ten definiuje się jako serdeczny, czuły, wylewny, zaś w Etymologicznym słowniku języka polskiego Bańkowskiego kordialny to (łac. cor, cordis ‘serce”) po prostu serdeczny. Te definicje odpowiadają charakterystyce młodzieńca z dramatu Słowackiego. Trudno zatem nie przyjąć za bardzo prawdopodobną wersji zaczerpnięcia przez Słowackiego słowa z rodzimej tradycji dla nadania imienia swojemu bohaterowi.
Kordian z aktu I snuje rozważania o przemijaniu świata. Na jego sposób myślenia wpływ wywarła przeczytana książka, w której Zabił się… młody (Akt I, w. 1). Śmierć jest reżyserem i scenografem dramatu Kordiana, jest głównym antagonistą bohatera lub choćby tylko nieodzownym statystą zmagań jego życia. Istnieje jednak różnica, która przeciwstawia dramat Słowackiego – doświadczeniu śmierci w europejskiej poezji egzystencji. Śmierć jest tu kamieniem probierczym nie wartości generalnie pojmowanego istnienia ludzkiego, lecz wartości poszczególnego człowieka. Ona wydaje werdykt orzekający o jego klęsce lub zwycięstwie. Stara się pozbyć swoich romantycznych marzeń, tracąc wiarę w sens istnienia; czuje, że nie może już dłużej czekać na jakąś wzniosłą ideę, która da mu siłę i pozwoli działać:
(…) lecz ja nie mam wiary,
Gdzie ludzie oddychają, ja oddech utracam.
Z wyniosłych myśli ludzkich, niedowiarka okiem,
Wsteczną drogą do źródła mętnego powracam.
Dróg zawartych przesądem nie przestąpię krokiem.
Teraz czas, świat młodzieńca zapałem przemierzyć,
I rozwiązać pytanie: żyć? Alboli nie żyć?
Jam bezsilny! (Akt I, w. 299-306)
Zmartwienia i egzystencjalne problemy, z jakimi boryka się młodzieniec nawarstwiają się; wygłaszając monolog Kordian uświadamia sobie również, jak bardzo potrzebuje miłości. Wybranka serca, Laura, nie traktuje jednak jego uczuć poważnie. W umyśle bohatera rodzi się refleksja, jakoby życie było wyłącznie dążeniem do nicości, czasem oczekiwania na śmierć. Na nic nie może się zdecydować (…) na każdą myśl ma kontrmyśl, na każdą decyzję – inną, równie dobrą, albo raczej równie złą, skoro nieostateczną. (…) Cokolwiek Kordian wymusi na sobie, jego władze wewnętrzne protestują. Rozważania prowadzą bohatera do straszliwego kroku – podjęcia próby samobójczej. Na ostateczny wynik owej refleksji mają wpływ dyspozycje psychiczne oraz dzieje miłości. Podobnie, jak we wcześniejszym utworze Słowackiego, w Godzinie myśli. To nie jedyne spoiwo, które łączy interpretacyjnie obydwa utwory. Godzina myśli finalizuje się w słowach: powieść nie skończona…, co wskazuje na możliwość ciągu dalszego, jeśli nie po prostu kontynuacji jego losów lub powrotu do typu literackiego bohatera, który ono uosabia. I właśnie akt I Kordiana jest takim powrotem. Bohater analizowanego poematu jest bardzo podobny do Kordiana; był on równie mocno przekonany o swojej wyjątkowości i wierzył w moc wyobraźni, a w konsekwencji także popełnił samobójstwo (jeśli oczywiście za samobójstwo uznamy wypadki kończące pierwszy akt Kordiana). Nie należy jednak nazbyt ściśle wiązać z sobą tych dwóch postaci, ponieważ może to doprowadzić do mylnych wniosków. Historycy literatury wskazują na wiele cech autobiograficznych, jakimi obdarzył Słowacki w Godzinie myśli swojego bohatera. Zatem, podobieństwo Kordiana do omawianej postaci mogłoby również identyfikować go z autorem. Rzeczywiście tak jest, ale tylko do pewnego stopnia – główny bohater dramatu to jednak, przede wszystkim, wyimaginowana postać literacka.
W akcie II widzimy Kordiana podczas metafizycznych podróży po Europie, w czasie których bohater wyzbywa się swoich młodzieńczych złudzeń, co do istoty funkcjonowania świata. W Londynie przekonał się, że wszelkie zaszczyty, urzędy, sławę kupuje się za pieniądze; włoski epizod z Wiolettą przekonał go, że nawet miłość jest do kupienia; a w Rzymie w rozmowie z papieżem zrozumiał, że popiera on despotyczny carat przeciwko walczącemu o wolność narodowi polskiemu. Stojąc nad przepaścią na samym wierzchołku góry Mont Blanc, Kordian rozważa raz jeszcze wszystko to, co go spotkało i postanawia nadać Polsce rolę opozycyjną wobec niesprawiedliwości świata:
Spojrzałem ze skały szczytu,
Duch rycerza powstał z lodów…
Winkelried dzidy wrogów zebrał i w pierś włożył,
Ludy! Winkelried ożył!
Polska Winkelriedem narodów!
Poświęci się, choć padnie jak dawniej! jak nieraz!
(Akt II, w. 291-296)
Bohater czyni Ojczyznę Winkelriedem narodów, jednocześnie mając jednak w świadomości tragiczne dzieje swojego kraju. W słowach ostatniego wersu przytoczonego wyżej fragmentu, w których Polska Poświęci się, choć padnie jak dawniej, jak nieraz! Kordian roztacza pesymistyczną wizję przyszłej klęski. Mimo to, uważa, że należy podjąć walkę. Kordian zaczyna rozumować kategoriami narodowego obowiązku, wchodzi w rolę polskiego patrioty walczącego o wolność ojczyzny. W scenie na górze Mont Blanc bohater przeżywa metamorfozę. Ogrom przykrych doświadczeń powoduje, że porzuca on postać młodzieńca i staje się dojrzałym mężczyzną. Na Mont Blanc zobaczył rzeczywiście własny los wcielony w wielkiego romantycznego ducha. Stojąc nad przepaścią odnajduje wreszcie cel i sens swojego życia, uzyskuje bodziec do działania; widzi siebie, jako wybitną jednostkę, która będzie w stanie pociągnąć za sobą całe społeczeństwo. Kordian przeciwstawia rozpraszającemu naciskowi rzeczywistości skończonej marzenie o sobie jako o monolicie. Krzysztof Biliński zauważa: Kordian w swej dramatycznej osnowie realizuje dwa wyraźne szeregi znaczeniowe: doczesny i wieczny, ludzki i boski, dobrowolny i konieczny. (…) Monolog Kordiana na Mont Blanc prezentuje jego duchowe dojrzewanie. To, że tytułowy bohater znajduje się na górze zapewnia mu zbliżenie się do Absolutu, pozwala na omalże mistyczne zespolenie. Autor przypomina jeszcze, że również w Biblii góry łączą się ze świadomością sacrum. Spojrzenie na Kordiana z tej perspektywy pozwala dokładniej zrozumieć wygłoszony przez niego monolog: czuje on moc czynienia rzeczy nadludzkich, ponieważ jest bliżej Boga niż wszyscy inni ludzie. Towarzyszące Kordianowi poczucie własnej potęgi czyni go podobnym do Konrada z III części Dziadów Adama Mickiewicza. Istnieje jednak zasadnicza różnica kreacji obydwu postaci: bohater stworzony przez Słowackiego nie staje w opozycji do Boga, nie spiera się o sens historii i prawo człowieka do ingerencji w jej fałszywy porządek. Kordian prowadzi rozrachunek przede wszystkim z samym sobą, sam dla siebie jest partnerem sporu i wewnątrz siebie usuwa zawady oddzielające go od uczestnictwa w historii.
Poczucie wielkości bohatera skutecznie przyćmiewa jednak bezustanny niepokój. Taki stan ducha związany jest z chwiejnością i niepewnością jego osobowości. Stara się dokonać samookreślenia, odnaleźć swoje wewnętrzne ja, ale ciągle mu się to nie udaje. Na tej płaszczyźnie można zauważyć ścisłe powiązanie życia Kordiana z antropologią samego autora, stawiającego sobie fundamentalne pytania: kim jestem? Jakim sam siebie widzę? Monolog Kordiana na Mont Blanc jest jedną wielką prowokacją wewnętrzną, wywoływaniem i nawoływaniem własnego „ja”, żeby się wyłoniło, żeby się określiło, stało uczuciem i wolą.
Akt III, zatytułowany Spisek koronacyjny (podobnie jak podtytuł całego utworu), wydaje się być zupełnie inny niż poprzednie. Na ową odmienność wskazuje choćby sam układ kompozycyjny tej części Kordiana: akcja rozwija się stopniowo, by wywołać w czytelniku wzrost napięcia, a główną formą wypowiedzi są teraz dialogi. Wiąże się to z wprowadzeniem do dramatu nowych elementów; oto w pierwszych trzech jego scenach (aktu III ) nie tylko nie pojawia się główny bohater ani żadna z wcześniej występujących postaci, lecz nawet nie ma żadnych nawiązań do poprzednich wydarzeń. Zaczyna się jakby nowe dzieło, a te trzy sceny tworzą odrębną, dynamicznie wewnętrznie ukonstytuowaną, dramatyczną całość: lud zaciekawiony – napięcie sceny koronacyjnej – lud tratowany; klasyczna kompozycyjna triada stanowi rodzaj prologu dla dalszego rozwoju wydarzeń w akcie III. Nowi bohaterowie to lud zebrany przed Zamkiem Królewskim w Warszawie, oczekujący na przejazd Mikołaja I i mającą nastąpić jego koronację na króla Polski – w scenie I i III, sam car, Mikołaj I, wygłaszający znamienne „przysięgam” – w scenie II, oraz spiskowcy zebrani w podziemiach katedry św. Jana – w scenie IV. Dopiero w tej części III aktu, jako Podchorąży, pojawia się główny bohater. Stara się on nakłonić zebranych do zabicia cara. Ci jednak, obawiając się popełnienia tego czynu, w tajnym głosowaniu, odrzucają propozycję Kordiana.
KSIĄDZ
Radzi sługa Boży,
Kto jest za śmiercią cara, rzuci na stół kulę,
Kto za uniewinnieniem, niechaj grosz położy…
Ten grosz znajdzie się zawsze w ubogich szkatule…
(…)
PREZES
Młodzieńcze, pięć kul tylko padło…
Stu pięćdziesięciu przeciw zbrodni głosowało…
PODCHORĄŻY
Jak mi nagle w oczach życie moje zbladło!
Na jedną kartę przyszłość postawiłem całą,
I nic… Olbrzymy spadli ze szczudeł – to karły!
(Akt III, scena 4, w. 398-401 i 417-420)
Kordian, niezrozumiany przez spiskowców, w jednej chwili traci sens życia; jego plan nie ma szansy powodzenia. Czując jednak swoją wartość i wielką rolę, jaką ma odegrać, w sposób bardzo dosadny okazuje pogardę zebranym, mówiąc o nich: Olbrzymy spadli ze szczudeł – to karły! I postanawia, że mimo wszystko wypełni się to, co zamierzył. Bohater zdziera z twarzy maskę, na znak, że nie ma w nim już lęku. Odtąd będzie działał samodzielnie. Sens czynu Kordiana ma być moralny; to heroiczny, ofiarny protest kształtuje pełnego człowieka i ratuje godność narodu.
Niezmiernie ciekawie komentuje tę scenę Krzysztof Biliński: W ujęciu biblijnej historiozofii (…) prawdziwy problem, przed którym staje tytułowy bohater, mieści się w prostym, zdawałoby się, wyborze: uznania domniemanej racji Boga i zabiciu prawowitego skądinąd władcy lub pogodzeniu się z carem-bałwanem jako królem Polski i rezygnacją z jakiejkolwiek przemocy. Sumienie wyraźnie podpowiada głównemu bohaterowi to pierwsze rozwiązanie. (…) Stara się on połączyć harmonijnie wiarę z sumieniem. (…) Mało tego, bohater sądzi, że tak pojęty czyn uświęci go dla narodu. Dlatego właśnie, nie zważając na nic, już w następnej scenie Kordian idzie przez poszczególne sale Zamku Królewskiego wprost pod drzwi komnaty cara. Przez całą drogę towarzyszą mu dwie upersonifikowane postaci: Strach i Imaginacja, z którymi toczy straszliwą walkę. Miejsce, w którym się znajduje, napawa go strachem; mroczne komnaty, bogato zdobione ściany, w oczach i umyśle bohatera stają się teraz wielkie i straszne, a wszystko, na co spojrzy, potęguje jego lęk i przywołuje na myśl dawne przykre doświadczenia. Przedmioty martwe są przez niego animizowane – przybierają postać potworów, gotowych zrobić mu krzywdę. Mimo to Kordian nie poddaje się niemal do samego końca:
Pójdę mimo diabłów głosy,
Abym się we krwi ochłodził.
Tłum jakiś drogę zagrodził,
Przejść nie można… jak przez kłosy
Trzeba deptać… nie roztrącę.
Widmo blade i milczące,
Jak stooki strażnik pawi,
Zaglądają w tamte drzwi,
Gdzie śpi cesarz… czy ciekawi,
Jaka barwa carskiej krwi?
Ha… mówcie… czy się nie budzi…
Pożarłbym teraz mowę stu tysiąca ludzi…
Jak w grobie głucho…
Słychać dzwon na jutrznią
Ktoś mi przez ucho
Do mózgu sztylet wbija…
Jezus Maryja!
( Akt III, scena 5, w. 626-641)
W momencie, gdy już żadne przeciwności losu nie mogą stanąć mu na przeszkodzie i wypełnienie powziętego planu realne jest bardziej niż kiedykolwiek, bohater, przegrywając wewnętrzną walkę, mdleje tuż pod drzwiami, za którymi śpi znienawidzony władca, zupełnie bezbronny. Czując wielkość i potęgę najsilniejszego z ludzi, Kordian przegrywa z najtrudniejszym rywalem – samym sobą. Zdaniem Aliny Witkowskiej, bohatera pokonały fantazmaty z własnego wnętrza wyłonione, lęki i zahamowania osadzone w głębinach psychiki, a Eugeniusz Sawrymowicz dodaje: Przyczyny klęski Kordiana były różne: pozostałości jego dawnego charakteru, ukazane w jego walce z wytworami własnej poetyckiej wyobraźni, Strachem i Imaginacją; i względy natury ideologicznej, (…) i echa argumentów Prezesa; i wyczerpanie psychiczne poprzednio stoczoną walką ze spiskowcami i Prezesem.
Zabicie cara nie udaje się, a bohater, bezsilny i ostatecznie pokonany, trafia do szpitala wariatów. Zostaje tam umieszczony z rozkazu władcy, który chce się przekonać, czy „niedoszły zamachowiec” jest zdrowy psychicznie. Daje to Kordianowi czas i sposobność do skrupulatnej analizy i oceny wydarzeń, jakie rozegrały się w poprzedniej scenie. Bardzo ważna jest tutaj rozmowa z Doktorem-Szatanem, która poprzez swój rozrachunkowy charakter przekształcała się miejscami tematycznie w rodzaj monologu wewnętrznego. Specyfika tego monologu-dialogu polegała na nieustannym, sięgającym coraz szerzej i głębiej zaprzeczaniu kolejno wysuwanych twierdzeń pozytywnych. Argumenty Doktora były bardzo silne. Szatan zawładnął duszą bezsilnego Kordiana. Nie odniosły skutku rozpaczliwe starania bohatera, aby bronić swojej idei poświęcenia się dla ludzkości. W świetle walki z siłami nieczystymi pozostała mu zatem tylko ucieczka do Boga. Zamiast Stwórcy, który miał przyjść z pomocą, zjawił się jednak Książe Konstanty w eskorcie żołnierzy, żeby zaprowadzić buntownika na haniebną śmierć.
Do ostatecznego zwątpienia Kordiana w dużej mierze przyczynił się także lud Warszawy, który nie rozumie ofiary, składanej przez wybitną jednostkę. W scenie 7 aktu III bohater po raz pierwszy w dramacie zobaczył bezpośrednio obojętność, bierność i ciemnotę ulicznego zbiorowiska ludzkiego. Zebrany na placu Saskim tłum, to bezmyślni widzowie, chcący wyłącznie zaspokoić swoją ciekawość. Kordianowi nie udało się obudzić w ludziach ducha rewolucji, a ich aprobatę zyskał dopiero wykonując upokarzający skok przez bagnety. Kiedy ostatecznie zgnębiony, porzucony przez wszystkich (za wyjątkiem Grzegorza) i wyśmiany bohater czeka na śmierć, od Księcia Konstantego przybywa posłaniec trzymając w ręku nakaz ułaskawienia. Nie można jednak jednoznacznie określić, czy Kordianowi udało się przeżyć, ponieważ – jak to zostało wcześniej powiedziane – nie istnieje kontynuacja Części pierwszej trylogii. W związku z tym, ostatnie słowa tego fragmentu musimy traktować jako zakończenie całego utworu:
KRZYK Z TŁUMU
Stój! Adiutant jedzie!
PIERWSZY Z LUDU
Oficer go nie widzi… rękę podniósł w górę.
(Akt III, scena ostatnia, w. 1300-1301)
Kordian Juliusza Słowackiego jest dziełem wyjątkowym: na pozór swobodna kompozycja, pozwala analizować poszczególne akty jako zupełnie odrębne. Każdy z nich stanowi bowiem, sam w sobie, pewną całość: rozpoczyna się w taki sposób, by jak najpełniej uwidocznić kolejne wcielenia głównego bohatera (młodzieniec – wędrowiec – patriota). Ale poszczególne części dramatu są ze sobą paralelne i tworzą doskonałe zestawienie, którego głównym elementem scalającym są monologi. Kordian dokonuje w nich autoprezentacji. Już po pierwszym uzewnętrznieniu swoich myśli ujawnia, że będzie intelektualnie i refleksyjnie prowadził badania nad własną psychiką, czego potwierdzenie można odnaleźć w trakcie dalszej analizy dzieła.
W utworze możemy odnaleźć także charakterystyczne wartościowanie romantyków polskich, które kontrastuje ze sposobem myślenia zagranicznych przedstawicieli tej epoki. Ich myślenie, w przeciwieństwie do romantyków niemieckich, uchylało w zasadzie bezpośrednie odniesienie mikrokosmosu ducha indywidualnego do makrokosmosu. Los bohaterów polskich utworów romantycznych ściśle powiązany jest z historią naszego kraju i zbiorowością jego obywateli. Wobec tej całości musi zostać usytuowane centrum osoby ludzkiej, by poprzez nią sięgać w ogólniejszą „anielską” sferę bytu.
Charakterystyka głównego bohatera utworu mieści się wśród licznych w romantyzmie polskim biografii młodzieńców, żeby wymienić tylko Mickiewiczowskiego Gustawa-Konrada czy Wacława S. Garczyńskiego, ale wyposażona jest w oryginalną symbolikę losu człowieka i losu Polaka oraz z niezwykłą świetnością napisana. W zbudowanym przez Słowackiego portrecie psychologicznym Kordiana ujawnia się wielki talent i mistrzostwo, zaledwie dwudziestopięcioletniego wówczas, autora – poety młodego, który posiadał jednak już spore doświadczenie i dorobek pisarski.
Kordian stał się dziełem arcyważnym nie tylko dla polskiej literatury, ale także teatru. Po dziś dzień dramat Juliusza Słowackiego jest często grywany i cieszy się dużą popularnością wśród zarówno polskich, jak i zagranicznych odbiorców, a sam poeta stał się twórcą nieśmiertelnym.
BIBLIOGRAFIA
- Słowacki J., Kordian, [w:] Dzieła wszystkie, t. 3, pod red. J. Krzyżanowskiego, oprac. E. Sawrymowicz, Wrocław 1989.
- Słowacki J., Kordian. Część pierwsza trylogii. Spisek koronacyjny., oprac. Mieczysław Inglot, wyd. 7, Wrocław 1986.
- Bańkowski A., Etymologiczny słownik języka polskiego, t. 1, Warszawa 2000.
- Biliński K., Biblia i historiozofia. Kordian jako synteza wczesnej twórczości Juliusza Słowackiego, Wrocław 1998.
- Bizan M., Hertz P., Glosy do Kordiana, Warszawa 1967.
- Dernałowicz M., Juliusz Słowacki, Warszawa 1976.
- Doroszewski W., Słownik języka polskiego, t. 3, Warszawa 1961.
- Sawrymowicz E., Romantyzm, wyd. 7, Warszawa 1985.
- Sudolski Z., Słowacki, Toruń 1978.
- Witkowska A., Przybylski R., Romantyzm, Warszawa 1997.



















Leave your response!
You must be logged in to post a comment.