Marcin Potyczka – Bohaterstwo udokumentowane – wydawanie i kolportaż prasy konspiracyjnej w latach 1939-1945
Marcin Potyczka
Bohaterstwo udokumentowane – wydawanie i kolportaż prasy konspiracyjnej w latach 1939-1945
Kiedy Polska znalazł się pod okupacją hitlerowską w latach 1939 – 1945, jej dowódcy szybko przekonali się, że muszą mieć w ręku dwa rodzaje broni – karabin i pióro. W niniejszym artykule chciałbym zaprezentować, jak wyglądała ta druga walka. Postaram się przedstawić w jakim celu i w jaki sposób wydawano czasopisma konspiracyjne[1] w latach 1939-1945, skąd brane były informacje, narzędzia i materiały do wydawania tajnego czasopiśmiennictwa. Przede wszystkim jednak chciałbym znaleźć odpowiedź na najważniejsze pytania, które towarzyszyły mi przy opracowaniu niniejszego tematu – co skłaniało ludzi do pisania informacji w prymitywnych warunkach i dlaczego zdecydowali się roznosić „świstki”, za posiadanie których, w razie odkrycia przez okupanta, czekał ich tylko jeden wyrok – rozstrzelanie? Chciałbym, aby ta praca była udokumentowaniem bohaterstwa ludzi, którzy nie bali się pracować dla rodaków z narażeniem własnego życia. Inspiracją do napisania niniejszego artykułu było zdanie zaczerpnięte z książki Jerzy Starnawskiego: „(…) po latach, w których ludzie zaangażowani w konspiracji zacierali, dużym wysiłkiem nieraz, ślady swej działalności, a więc niszczyli posiadane zasoby „bibuły”, żadne chyba zestawienie nie zdoła tej karty dziejów kultury narodowej odtworzyć w pełni” (Starnawski, 1971, 112). Pisząc ten artykuł, chciałbym sprawdzić, na ile jesteśmy w stanie odtworzyć wydarzenia, dotyczące wydawania prasy podziemnej.
Opracowując temat, oparłem się w dużej mierze na opracowaniach zawierających wspomnieniach osób, które uczestniczyły w historycznych wydarzeniach wydawania tej szczególnej prasy. Nieocenioną pomocą okazały się książki: Jerzego Jarowieckiego Konspiracyjna prasa w Krakowie w latach okupacji hitlerowskiej 1939 – 1945, Grzegorza Mazura Biuro Informacji i Propagandy SZP-ZWZ-AK 1939 – 1945, Zbigniewa Hirsza Terenowa prasa konspiracyjna ruchu ludowego 1939 – 1945, oraz Zdzisława Jastrzębskiego Konspiracyjna publicystyka literacka 1940 – 1944. Cenne spostrzeżenia znalazłem także w książce Ewy Cytowskiej Szkice z dziejów prasy pod okupacją niemiecką (1939 – 1945).
Wraz z wybuchem wojny przestały ukazywać się polskie dzienniki i czasopisma: „Klęska wrześniowa 1939 roku przerwała istnienie stu kilkudziesięciu dzienników i ponad dwóch tysięcy czasopism. Przez pięć lat prasa polska żyła w podziemiu – ogółem ukazało się blisko dwa tysiące nielegalnych periodyków – i na emigracji. Nowy okres w jej dziejach rozpoczyna w Chełmie Lubelskim w lipcu 1944 roku pierwszy numer «Rzeczypospolitej»” (Pisarek, 1978, 27). Legalnie mogła ukazywać się tylko tzw. „prasa gadzinowa”[2], która pod koniec wojny liczyła około 50 tytułów (Święch, 2005, 22). Już 11 października 1939 roku został wydany pierwszy numer „Nowego Kuriera Warszawskiego”, który ukazywał się do końca wojny w liczbie około 200 tysięcy egzemplarzy. Natomiast kilka dni później, tj. 27 października 1939 roku został założony „Goniec Krakowski”, którego nakład wynosił 60 – 75 tysięcy egzemplarzy (Święch, 2005, 22 – 23). To dwa główne tytuły wydawane przez okupanta. Od początku było wiadomo, komu ta prasa służyła i co miała na celu. III Rzesza robiła z niej użytek, zamieszczając informacje, komentarze polityczne, publicystykę, która przedstawiała ustrój społeczno-polityczny Drugiej Rzeczpospolitej, jako odpowiedzialny za wybuch wojny i klęskę wrześniową, była to prasa na usługach niemieckiej propagandy (Święch, 2005, 22 – 23). Jasno mówili o tym autorzy podziemnej prasy, którzy ostrzegali przed łatwowiernym przyjmowaniem wiadomości ze „szmatławców”. Autorzy ludowej gazety „Reforma” przypominali: „Rozumiemy i chcielibyśmy, by nasi czytelnicy zdawali sobie sprawę z tego, że wszyscy jesteśmy skazani na wchłanianie w siebie trującego jadu propagandy niemieckiej. Wróg nasz prowadzi wojnę totalną, to znaczy walczy z nami na każdym terenie, a nie tylko z bronią w ręku na froncie. Jedną z naczelnych broni uderzeniowych wroga jest propaganda, która podaje do publicznej wiadomości wyłącznie i jedynie to, co celom wroga służy a równocześnie godzi w zdrowy rozsądek człowieka, ogłupiając go i mamiąc” (Cytowska, 1986, 220). Na łamach prasy wzywano więc do bojkotu „gadzinówek”. Przykładem może być „Biuletyn Informacyjny”, w którym wytłuszczonym drukiem wzywano: „Wszyscy do walki z fałszami propagandy niemieckiej” i zachęcano by popularyzować „hasła, poglądy, informacje” prasy tajnej (Cytowska, 1986, 200).
Jak wielkie znaczenie ma przekazywanie informacji zdezorientowanemu społeczeństwu, zdawali sobie sprawę okupanci, dlatego 31 października 1939 roku Hans Frank w obecności szefa niemieckiej propagandy – Josepha Goebbelsa, zarządził: „Cała polska organizacja rozpowszechniania wiadomości musi być zdruzgotana. Polakom nie należy pozostawić aparatów radiowych, lecz tylko czysto informacyjne dzienniki, żadnej prasy, która wyrażałaby pewne poglądy” (Jastrzębski, 1973, 6). Od początku wojny hitlerowcy używali prasy jako ważnego środka oddziaływania na społeczeństwo. Prasa miała wspierać pozostałe działania zmierzające do podboju i niszczenia polskiego narodu (Cytowska, 1986, 8 – 9). Nieprawdziwe informacje podawane w „szmatławcach” i niemiecka propaganda prowadzona na łamach tejże prasy sprawiły, że pojawiła się potrzeba wydawania pism, które podawałyby wiarygodne informacje i kształtowały opinię publiczną zgodnie z dobrze pojętym interesem narodowym i polską racją stanu (Święch, 2005, 23). Zadania tego podjęły się władze podziemia, które na łamach wydawanych gazet informowały o bieżących wydarzeniach wojennych. Gdy zaczął ukazywać się Biuletyn Informacyjny Obrońców Polski: „Polska żyje!”, we wstępnym artykule zostały podane nowe założenia prasy. Miała ona przede wszystkim podawać prawdziwe wiadomości, zwalczać plotki, demaskować kłamstwa niemieckiej propagandy, zwalczać przygnębienie, pouczać społeczeństwo jak ma się zachowywać w ciężkich czasach okupacji (Jastrzębski, 1973, 8 – 9). A. Kamiński formułując główne zasady, jakimi miała kierować się redakcja „Biuletynu Informacyjnego”, przestrzegał: „Informować a nie agitować; ludzi nie trzeba w Polsce zachęcać do oporu przeciwniemieckiego ani do patriotyzmu; ludzie pozbawieni aparatów radiowych i polskiej prasy chcą wiedzieć, co się dzieje na świecie i w kraju; te informacje należy im podawać możliwie ściśle i wiernie. Natomiast sposób podawania informacji daje okazję, którą należy inteligentnie (ale i powściągliwie) wykorzystywać w celu propagowania pożądanych zachowań, postaw i myślenia” (Mazur, 1987, 56).
Prasa konspiracyjna ukazywała się także „ku pokrzepieniu serc”. Potrzebę budzenia ducha oporu widział Departament Informacji i Prasy Delegatury Rządu RP na Kraj, który stwierdzał: „(…) zasługą ogromną tajnej prasy w tym krytycznym momencie było, iż umiała się ona przeciwstawić silnej depresji, która ogarnęła znaczną część społeczeństwa (…). Prasa tajna potrafiła przestawić nastroje społeczeństwa i przygotować je do liczenia się z koniecznością przetrwania ciężkiego i długotrwałego przebiegu wojny, zachowując jednocześnie wiarę w ostateczny zwycięski koniec (Jarowiecki, 1980, 46). Również młodzież nie dawała za wygraną, ale chciała być przydatna w ciężkich czasach: „Październikowy wieczór 1939 roku w Krakowie, w małym przytulnym pokoiku gwarzy grupka młodych (…). Zbrojne zmagania z wrogiem zakończyły się niewolą, czy uznajemy się za zwyciężonych? Nie! (…) Będziemy krzepić ducha zwątpiałym (…)”(Jarowiecki, 1980, 101). Jedną z form „krzepienia serc”, było drukowanie literatury pięknej. W numerze 37 pisma „Wieś idzie” redakcja wzywała do nadsyłania niepodległościowych, wojennych lub ludowych wierszy pieśni lub hymnów. Jest to swego rodzaju fenomen, że ludzie w czasie zmagań na śmierć i życie z okupantem, chcieli śpiewać. Były to „pieśni oryginalne, wyrosłe z ducha walki konspiracji i patriotyzmu, pieśni o pięknych melodiach” (Jarowiecki, 1980, 159).
Oprócz informowania i „krzepienia serc”, prasa podziemna stała się ważnym narzędziem w rękach dowódców polskiego ruchu oporu, którzy na jej łamach prezentowali różne zasady konspiracji i walki, organizowali masowe akcje podając ich warunki i terminy; wzywali do stawiania oporu wszelkimi możliwymi formami – do bojkotu gadzinówek i imprez niemieckich. Obywatele coraz częściej zadawali sobie pytania: jak być czynnym patriotą i przeżyć? Jaki będzie bilans skutków jakiejś akcji lub jej braku? To prasa pomagała im w odpowiedzi na towarzyszące podczas okupacji pytania. Prasa była także dowodem na istnienie podziemia, które ostrzegało przed „szkodliwymi lub niegodnymi Polaka poczynaniami”, a nawet ogłaszało wyroki śmierci na Polaków, którzy działali przeciw ojczyźnie (Jastrzębski, 1973, 11).
Niektóre organizacje kolportowały swoje pisma, w których przedstawiały program i dążenia polityczne. Często jednak poglądy zawarte w takiej prasie nie wyrażały przekonań całej organizacji, ale tylko kierownictwa, czy wąskiego zespołu redakcyjnego. Nie zawsze organizacje tworzyły jakieś pismo, ale pismo tworzyło organizacje – niektóre grupy zebrane wokół jakiejś gazety przyjmowały jej tytuł jako nazwę dla powstałej grupy (np. „Odwet”, „Pobudka”) (Matusak, 1988, 1048). Jak wielką wagę partie przykładały do informowania społeczeństwa przez prasę, świadczy chociażby stwierdzenie Komitetu Centralnego Polskiej Partii Robotniczej podsumowujące kilkumiesięczną działalność wydawniczą: „Prasa jest potężnym środkiem przemawiania do mas niezorganizowanych, wychowania ich i przyciągania. Tam gdzie nie może dotrzeć żywy człowiek z naszą agitacją, tam może łatwo dotrzeć nasza prasa. Żaden ruch polityczny nie może istnieć bez swojego pisma. Kolportaż prasy – to rozpowszechnianie przez nią ideologii (…), prasa stała się jednym z najpotężniejszych środków walki polityczne” (Jarowiecki, 1980, 113 – 114).
Pisma konspiracyjne, były wydawane za pomocą prymitywnych środków technicznych w niewielkich nakładach (Jarowiecki, 1980, 8). Z prasy wydawanej pod okupacją hitlerowską, możemy wyczytać nie tylko informacje, jakie się wtedy ukazywały, ale także możemy zobaczyć czcionki ręcznych, prymitywnych drukarń i „poczuć” klimat, jaki panował w tamtym czasie. J. Jarowiecki, znawca prasy konspiracyjnej wydawanej w Krakowie, wspomina chwile zetknięcia się z tą szczególną prasą tak: „Wzruszenie ogarnia, gdy badacz bierze do ręki pożółkłe już kartki, zadrukowane drobnymi, często nieczytelnymi dziś literami; zwraca uwagę ich mały format, niewielka objętość, która zmuszała anonimowych autorów artykułów i redaktorów do ogromnej zwięzłości w wyrażaniu myśli, w przekazywaniu informacji i komentarzy, do maksymalnej oszczędności słowa” (Jarowiecki, 1980, 18).
Kazimierz Banach, były szef sztabu Komendy Głównej Batalionów Chłopskich, współorganizator centralnej prasy ruchu ludowego (”Rocha”) i Batalionów Chłopskich określił prasę podziemną „zniszczonymi, marnie wydanymi, zadrukowanymi świstkami, wygniecionymi gazetkami”, ale jednocześnie podkreślił z jak wielkim entuzjazmem, te „świstki” były witane, mimo, że za ich czytanie, przechowywanie i kolportaż groziła śmierć lub obóz koncentracyjny (Jarowiecki, 1980, 18 – 19).
Pierwszym krokiem do powstania numeru gazety konspiracyjnej było zebranie informacji. W Stronnictwie Ludowym „Roch” schemat zdobywania informacji był następujący: redaktorowi bezpośrednio lub przez łączników podlegał nasłuch radiowy i zespół techniczny, współpracownik (nazwijmy go umownie X) przekazywał informacje osobie stojącej bliżej zespołu (Y) o jakimś wydarzeniu (Z), X był osobą pewną, wobec tego Y czuł się współpracownikiem redakcji. Efekt swojej pracy oglądał dopiero czytając pismo konspiracyjne (Hirsz, 1977, 23).
Informacje były zbierane również bezpośrednio z linii walk. Zajmowali się tym specjalnie przygotowani reporterzy z dużym doświadczeniem, ale nie tylko. Stanisław Zięba, dziennikarz katowickiej „Polonii”, wspominał o młodzieńcach, których szkolił na korespondentów wojennych: „W moim wspomnieniu zachowali się jako bezimienna grupa młodych ludzi o dziecięcych twarzach, na których zjawiało się dopiero pierwsze upierzenie, pilnie chłonących każde słowo dziennikarskich wykładów. Wydawało się, że ich prawem powinna być w tym wieku beztroska radość życia, a tymczasem były ciężkie obowiązki wymagające dużego, życiowego doświadczenia i stałe ocieranie się o śmierć. Byli to chłopcy niezwykle poważni, sumienni w wykonywaniu poleceń, o smutnych oczach, z których jednak błyskały iskry zdecydowania i odwagi” (Hirsz, 1977, 52).
Oprócz prowadzenia nasłuchów radiowych i zbierania informacji przez korespondentów wojennych bezpośrednio z linii walk, wskazówki do pisania artykułów podawało także Biuro Informacji i Propagandy w „Biuletynie Informacyjnym”. Było to pismo o charakterze informacyjno-propagandowym, przeznaczonym dla szerokich mas odbiorców, ale jednocześnie wydawnictwem agencyjnym dla wszystkich pism terenowych BIP-u: „Miały one czerpać stąd tematy do artykułów wstępnych (przedrukowując je in extenso lub przerabiając z zachowaniem myśli przewodniej artykułu), ocenę spraw polskich na forum międzynarodowym i ocenę wydarzeń w kraju” (Mazur, 1987, 58).
Oczywiście nie brakowało technicznych problemów przy wydawaniu konspiracyjnych gazet, o czym wspomina Helena Hanuszkowa, dzięki pomocy której mogła być wydawana „Trybuna Ludowa”[3]: „Brakowało matryc, kalki, taśmy maszynowej, farby powielaczowej, a przede wszystkim papieru. Stara, sfatygowana maszyna do pisania, jaką mieliśmy teraz w mieszkaniu, zacinała się okropnie i stukała niemiłosiernie głośno przy pisaniu” (Jarowiecki, 1980, 123).
O tym, że potrzeba była matką wynalazków, możemy się przekonać czytając o wydawaniu konspiracyjnej prasy Szarych Szeregów. Wydawcy tak oto radzili sobie z problemami technicznymi: „Prymitywnymi narzędziami wystrugany został z drewna powielacz. Na nieco spaczonej ramce rozciągnięta jedwabna pończocha damska imitować ma siatkę. Trochę nadto rozciąga, ale wałek z klocka obciągniętego kawałkami dętki rowerowej zadawalająco spełnia swe zadanie. Grudzień 1939 – zaczynamy (…). Maszynista jednym palcem starannie wystukuje dwie stroniczki «Informacji Radiowych» (…)” (Jarowiecki, 1980, 101).
Jak już wspomniałem, za kolportaż nielegalnej prasy groziła śmierć lub obóz koncentracyjny. Z. Hirsz przytacza wspomnienia Józefa Barana, szefa łączności, wywiadu i prasy w obwodzie Rzeszów o przykładach bohaterskiej śmierci kolporterów: „Kolportaż i czytelnictwo prasy podziemnej kosztowały ofiary w ludziach. Znam dwa przypadki. W czerwcu 1943r. hitlerowcy znaleźli „Wieści” u Stanisława Tepra. Został on aresztowany i zginął w Rzeszowie. Leżąc w szpitalu rzeszowskim przesłał do nas wiadomość, że nikogo nie wydał i że możemy spokojnie dalej pracować. W tym samym roku, w porze jesiennej, na szlaku łączności zwanym Wielki Potok Północny, hitlerowcy aresztowali w drodze łącznika ze wsi Wola Zgłobieńska, przenoszącego prasę ze wsi Nosówka. Łącznik ten okropnie bity przez Niemców utracił przytomność i wyszeptał nazwisko Świdra, pełniącego funkcję komendanta gromadzkiego w Nosówce. Niemcy aresztowali Świdra, bijąc go do nieprzytomności cepami na boisku w jego stodole. Tajemnicy nie zdradził i na nim urwał się dla Niemców dalszy ślad kontaktów na tak zwanym Wielkim Potoku Północnym” (Jarowiecki, 1980, 114).
Mimo wielkiego niebezpieczeństwa znalazły się osoby, które podjęły się ciężkiego zadania rozprowadzania gazet. Powodzenie akcji zależało od pomysłowości kolporterów, którzy do przewożenia prasy wykorzystywali wszystkie dostępne środki lokomocji: rowery, furmanki, samochody dostawcze, pociągi a mniejsze ilości gazetek przenosili w rękawach lub pod koszulą, wysyłali pocztą pod zaszyfrowany adres, który mógł odczytać tylko listonosz pracujący na rzecz ruchu oporu (Hirsz, 1977, 11).
O tym kto był odpowiedzialny za kolportaż prasy, możemy także przeczytać w czwartym numerze „Jedności Myślenia i Czynu” z dnia 30 czerwca 1944 roku: „Prasa konspiracyjna to wynik bohaterskiego poświęcenia dla dobra sprawy, to owoc znojnej pracy i trudu. Przeto postaraj się, by oświata, wiara i otucha, niesiona przez nią, w rychłe zwycięstwo dobrej sprawy zataczały wśród szerokich mas ludowych jak najszersze kręgi. Po przeczytaniu nie niszcz, nie pal, bo to wstrętne tchórzostwo z twej strony, niegodne dobrego obywatela, Polaka” (Jarowiecki, 1980, 165).
Do tego samego nawoływali Bolesław Wójcik, komendant LSB i Stanisław Kot, przewodniczący puławskiego zarządu powiatowego „Rocha” w rozkazie z 15 marca 1944: „Otrzymywanie prasy jest połączone z wielkim wysiłkiem i niebezpieczeństwem kolporterów. Dlatego też wysiłek ten musi być należycie przez wszystkich członków oceniany i przekazana prasa nie może być niszczona, przechowywana przez poszczególne osoby, lecz po przeczytaniu puszczona szybko dalej w obieg, by jak najwięcej ludzi mogło z niej korzystać” (Hirsz, 1977, 109). Takie postępowanie można podsumować stwierdzeniem: Respektowano nadruk: «Nie niszcz – oddaj drugiemu», dzięki czemu jeden egzemplarz pisma czytały dziesiątki, a niekiedy setki Polaków” (Matusak, 1988, 1048 – 1049).
Z dwóch ostatnich akapitów możemy wywnioskować, że nie tylko kolporterzy dbali o rozprowadzanie nielegalnej prasy, ale także zwykli ludzie. E. Cytowska podsumowuje swoje rozważania o udziale „szarych ludzi” w dziele przekazywania gazet następująco: „Osobisty kontakt z prasą tajną niejako nobilitował czytelnika, zwyczajny „szary człowiek” włączał się do wspólnoty czytających prasę tajną i tym samym włączał w nurt walki, stawał się uczestnikiem wydarzeń wielkiej wagi w wymiarze politycznym, a nawet wręcz historycznym. To odczucie, tę świadomość dawała mu gazetka konspiracyjna. Więcej, apel prasy tajnej o przekazywanie dalej zamieszczanych na jej łamach informacji, w odczuciu czytelnika stawał się imperatywem, rozkazem umacniającym wewnętrzne własne przekonanie o własnej roli, o własnym posłannictwie na froncie walki” (Cytowska, 1986, 245).
Bardzo trafny komentarz do problemu kolportażu prasy otrzymała Delegatura Rządu w sprawozdaniu okresowym z 1942 roku o sytuacji w kraju: „Dwie sprzeczności stanowią o kłopocie propagandowym; społeczeństwo żąda i potrzebuje prasy, a boi się kolportażu. Żeby prasa zjawiała się z nieba i to wprost w zamkniętym pokoju, a jeszcze wyłącznie do użytku każdego, to sprawa byłaby załatwiona” (Jarowiecki, 1980, 98).
Tajne czasopiśmiennictwo wydawane podczas okupacji hitlerowskiej, miało szczególną rolę. Zrodziło się z potrzeby informacji, w opozycji do gazet na usługach niemieckiej propagandy. Odtąd za pomocą prasy pocieszano, podtrzymywano na duchu, budzono opór, wzywano do bojkotu wszystkiego, co zmierzało do zagłady polskości, demaskowano kłamstwa, pouczano jak należy się zachować w czasie okupacji, ogłaszano wyroki na zdrajców. Prasa nie była przyjacielem „szarego człowieka”, ale „każdego Polaka”. Prasa łączyła całe społeczeństwo polskie – dzięki szerokiemu kolportażowi, prasa przemierzała tysiące kilometrów, łącząc tym samym podzielony okupacyjnie kraj w jedno. Wydawane gazety były sygnałem, że duch oporu nie zginął, a Polska cały czas walczy.
Prasa podziemna wydawana w latach 1939 – 1945, powstawała wysiłkiem wielu ludzi, którzy zaangażowani w konspiracyjną działalność, kładli na szali swoje życie. Równie bohatersko zachowywali się ci, którzy później roznosili gotowe materiały. Tylko z uznaniem można mówić o tych, którzy przy pomocy prymitywnych środków technicznych, pokątnie, nie mając doświadczenia, wkładali całe serca, by przy pomocy pióra działać na rzecz narodu.
Bibliografia
- Cytowska, Ewa; 1986, Szkice z dziejów prasy pod okupacją niemiecką (1939 – 1945), Warszawa: PWN
- Hirsz, Zbigniew; 1977, Terenowa prasa konspiracyjna ruchu ludowego 1939 – 1945, Warszawa: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza
- Jarowiecki, Jerzy; 1980, Konspiracyjna prasa w Krakowie w latach okupacji hitlerowskiej 1939 – 1945, Kraków: Wydawnictwo Literackie
- Jastrzębski, Zdzisław; 1973, Konspiracyjna publicystyka literacka 1940 – 1944, Kraków: Wydawnictwo Literackie
- Mazur, Grzegorz; 1987, Biuro Informacji i Propagandy SZP-ZWZ-AK 1939 – 1945, Warszawa: Instytut Wydawniczy PAX
- Matusak, Piotr; 1988, w: Bogdan Kobuszewski, Piotr Matusak, Tadeusza Rawski (red.), Polski ruch oporu 1939 – 1945. W obronie oświaty i kultury polskiej, Warszawa: Wojskowy Instytut Historyczny im. Wandy Wasilewskiej, ss. 1048-1060
- Pisarek, Walery; 1978, Prasa – nasz chleb powszedni, Wrocław: Ossolineum
- Słownik języka polskiego; 2005, oprac. Ewa Sobol, Warszawa: PWN
- Starnawski, Jerzy; 1971, Warsztat bibliograficzny historyka literatury polskiej, Warszawa: PWN
10. Święch, Jerzy; 2005, Literatura polska w latach II wojny światowej, Warszawa: PWN
Marcin Potyczka,
student III roku filologii polskiej, Kolegium Karkonoskie w Jeleniej Górze,
IV roku teologii, Papieski Wydział Teologiczny we Wrocławiu
[1] Aby wyznaczyć przedmiot naszych zainteresowań, definicję prasy zaczerpnąłem ze Słownika języka polskiego (2005, 752), hasło prasa: «ogół czasopism, zwłaszcza wychodzących w danym czasie w danym kraju». Przedmiotem zainteresowań będzie więc ogół nielegalnych czasopism wychodzących w Polsce podczas okupacji hitlerowskiej w latach 1939 – 1945. Synonimami prasy będą zwroty: „czasopisma”, „pisma” „czasopiśmiennictwo”, „gazety”, wzbogacone przymiotnikami: „tajne”, „konspiracyjne”, „podziemne”.
[2] Zob. hasło prasa gadzinowa, Słownik języka polskiego (2005, 752): «prasa będąca na usługach okupanta lub władzy totalitarnej»
[3] Helena Hanuszkowa dzięki pośrednictwu prof. Małeckiego, otrzymywała ze sklepiku papierniczego niejakiego Mizi przy ul. Jabłonowskich w Krakowie: papier cyklostylowy, matryce, farbę (Jarowiecki, 1980, 122).



















Leave your response!
You must be logged in to post a comment.