Home » Artykuły, Filozofia

Grzegorz Dmitruk – Marian Zdziechowski o moralności i kulturze

31 maja 2010 No Comment

Grzegorz Dmitruk

Marian Zdziechowski o moralności i kulturze

Uwagi wstępne

Marian Zdziechowski niewątpliwie należy dziś do myślicieli zapomnianych. Ta szalenie ważna dla polskiej humanistyki postać końca XIX i pierwszych trzech dekad XX wieku pozostawiła po sobie dosyć obszerną spuściznę. Zdziechowski to myśliciel, który mógł poszczycić się niemałym dorobkiem naukowym, a także oryginalnym zbiorem idei. Określić go jako filozofa byłoby zdecydowanym uszczupleniem jego charakterystyki. Jak pisze Alvydas Jokubaitis w zbiorze artykułów wydanych w związku z 70. rocznicą śmierci Zdziechowskiego, „balansował on na granicy literatury, filozofii i eseistyki politycznej (…), na jego myśl filozoficzną złożyło się aż kilka tradycji wyobraźni filozoficznej, które można określić jako pewne zbiory wyobrażeń filozoficznych”.[1]

Urodził się 30 kwietnia 1861 r. w Nowosiółkach koło Mińska.[2] Studiował slawistykę, najpierw w Petersburgu, potem w Dorpacie (obecnie Tartu w Estonii). Wtedy też pojawiło się jego zainteresowanie filozofią. Po ukończeniu studiów podjął Zdziechowski pracę na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, gdzie przebywał do wybuchu pierwszej wojny światowej. W 1918 r. przyjął posadę profesora literatury na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie. Tam został dziekanem Wydziału Humanistycznego, a następnie rektorem. Zmarł 5 października 1938 r. w Wilnie.

W myśli i twórczości Mariana Zdziechowskiego można wyróżnić trzy nurty rozważań.[3] Po pierwsze, studia literackie, wszak był Zdziechowski wykładowcą i badaczem literatury z wykształcenia, szczególnie zaś zajmował się literaturą krajów słowiańskich. Po drugie, rozważania filozoficzne i religijne. Po trzecie wreszcie, publicystyka i twórczość o charakterze społeczno-politycznym.

Myśl Zdziechowskiego przepojona była romantyzmem. Czuł on się pogrobowcem tej tradycji, jednak wraz nim na dobre umarła ona w polskiej filozofii. Już będąc profesorem w Wilnie, Zdziechowski odchodził od romantyzmu i w ogóle od filozofii. Należy pamiętać, że w międzywojniu dominującym trendem filozoficznym w Polsce była myśl lwowsko-warszawska – zupełnie obca umysłowości Zdziechowskiego.[4]

Idee Mariana Zdziechowskiego skupiają się wokół katastrofizmu – wizja nieuchronnej zagłady cywilizacji Zachodu. Katastrofizm Zdziechowskiego ma charakter konsekwentny: kres kultury europejskiej jest nieunikniony, a dla nieubłaganych procesów dziejowych nie ma żadnej alternatywy. Erozja cywilizacji Zachodu swoim początkiem sięga Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Od tego czasu możemy mówić o przybierających na sile procesach, które w prostej linii prowadzić mają do destrukcji naszego kręgu cywilizacyjnego. Zdziechowskich do owych czynników destruktywnych zalicza: sekularyzację życia społecznego i odejście od religii, poddanie się wierze w postęp i pogoni za dobrobytem materialnym oraz egalitaryzm jako ruch faworyzujące masy nad jednostkami, a także w sferze polityki: militaryzm, tendencje nacjonalistyczne oraz ekspandujące zjawiska bolszewizmu, amerykanizmu (jako kultury o dominancie konsumpcyjnego modelu życia) oraz panazjatyzmu (jako zagrożenia ze strony napierających na zachód krajów azjatyckich).[5] Symptomy upadku cywilizacji Zachodu zestawia Zdziechowski z procesem destrukcji Cesarstwa Rzymskiego, kiedy to również zdemoralizowane społeczeństwo było szczególnie podatne na najazd barbarzyńskich hord ze wschodu.[6]

Katastroficzny profetyzm Mariana Zdziechowskiego ogniskuje się jednak nie tylko wokół czynników natury kulturowej, społecznej czy politycznej. Myśliciel wskazuje też na aspekt metafizyczny nieuchronnego końca naszej części świata. Destrukcja cywilizacji Zachodu ma bowiem dla niego źródło również w ontycznej strukturze świata. Oto immanentnym komponentem rzeczywistości jest zło. W pracy tej koncentrować się będziemy na kondycji kultury europejskiej z perspektywy myśli Zdziechowskiego; kultury, która stoi w obliczu nieuchronnej zagłady. Prześledzimy w tym celu czynniki natury duchowej i moralnej, które do kresu naszej cywilizacji prowadzą, a które diagnozują zdaniem Zdziechowskiego stan kultury Zachodu.

Sekularyzacja

Marian Zdziechowski ostro zarysowauje opozycję pomiędzy sferą duchową a sferą materialną. W jego rozumieniu, tę pierwszą utożsamić należy z kulturą, drugą zaś – z cywilizacją. Cywilizacja to ogół wytworów materialnych, mający służyć zaspokojeniu naturalnych potrzeb. Kultura natomiast jest wszystkim tym, co związane z duchem, jest „przewagą pierwiastków ładu nad pierwiastkami niszczącymi”[7], to porządek wartości. Sfera duchowa jest więc przejawem triumfu tego, co harmoniczne, ułożone nad tym, co barbarzyńskie. Dokonując tej dychotomii Zdziechowski powołuje się na rozróżnienie dokonane przez Oswalda Spenglera. W Europie, Rosji, Azji pisze on bowiem w te słowa: „Kulturę – powiada Spengler – tworzą indywidualności wyższe. Ona jest wynikiem walki o urzeczywistnienie, o tryumf tej idei, tego sposobu ujmowania świata i życia, który cechuje daną grupę ludzką, naród czy narody”[8]. Kultura to panowanie wartości duchowych, to faza wzrostu moralnego społeczeństwa – cywilizacja jako jej przeciwieństwo jest okresem dominacji tego, co niskie, to faza degeneracji. Kultura po dojściu do momentu, w którym wszelkie jej możliwości są już wyczerpana i kiedy nie jest w stanie już dalej się rozwijać, przeistacza się w cywilizację, a jej znamieniem staje się odrzucenie religii – nośnika tego, co wartościowe i żywotne w społeczeństwie.[9]

Religia jest nie tylko z nią związana ze sferą kultury, ale posiada nad nią prymat. Jest podstawą życia społeczną. Religia jest nie tylko wyrazem relacji do transcendentnego Boga, ale też czynnikiem kulturotwórczym i zapewniającym ład i spoistość społeczeństwa. W Europie, Azji, Rosji pisał bowiem Zdziechowski, że religia to „węzeł łączący całe społeczeństwo, a tym węzłem jest system twierdzeń, o których nikt nie wątpi.” Twierdzenia te zaś „poręczają wspólne postępowanie wszystkich członków społeczeństwa nawet w takich wypadkach, w których oni żadnemu zewnętrzemu nie ulegają przymusowi.”[10] Religia jest tym, co gwarantuje wierność członków społeczeństwa wobec określonych norm. Dzięki niej nie żyjemy w „chaosie moralnym”, lecz posiadamy względną pewność, że system wartości, który wyznajemy podzielają też inni.

Zdziechowski zauważa jednak postępujący proces odwracania się od religii, ekspandujący ateizm i agnostycyzm. Największy wpływ na to zjawisko miała masoneria, która ze swoim antropocentryzmem wywiedzionym ze światopoglądu humanistycznego pałała wręcz nienawiści do chrześcijaństwa[11], oraz autoteistyczna filozofia Feuerbacha. To właśnie myśl tego niemieckiego filozofa, która na miejsce Boga stawiała człowieka, a to, co boskie wywodziła z nieograniczonego pojęcia ludzkości „była tym szerokim mostem, który od Hegla prowadził do materializmu i pozytywizmu w filozofii teoretycznej; do kultu nadczłowieka i do anarchii ludzi-bogów w filozofii praktycznej; do rewolucji i anarchizmu w polityce.”[12]

Jednak największe zagrożenie upatrywał Zdziechowski w bolszewizmie. Autor Widma przyszłości naocznie przekonywał się o tym, jak wielkiego spustoszenia dokonuje „czerwony terror” w sferze kultury. Bolszewizm podejmował wszelkie wysiłki, aby wyrugować Boga i religię nie tylko z życia społecznego, ale także ze świadomości ludzi. W swoim dziele pt. W obliczu końca pisał: „Bolszewizm postanowił doszczętnie wykorzenić z duszy człowieka wszelką myśl o Bogu, a tym samym zabić tęsknotę za życiem wyższym i zniszczyć, począwszy od świątyń Bożych, wszystko na świecie, co jest widocznym wyrazem tej tęsknoty. Niech nawet śladu nie będzie, że istniała religia, że modlili się ludzie.”[13] Krwawy i zwrócony przeciw człowiekowi jako takiemu terror bolszewicki miał na celu – poprzez zabicie w świadomości obrazu Boga – sprowadzenie ludzi do poziomu istot czysto fizjologicznych, pozbawionych wyższych aspiracji, pozbawionych ducha i kultury, istot pozbawionych świadomości i myślenia. Idea Boga, której wykorzenienie z umysłów bolszewizm stawia sobie za cel, jest nośnikiem tego, co najwznioślejsze, najbardziej wartościowe i najniezwyklejsze w życiu człowieka. Dzięki niej może on wyrwać się z ciasnych okowów bytu ziemskiego, materialnej egzystencji, i ujawnić to, co stanowi o istocie człowieczeństwa. Walka z Bogiem prowadzona przez bolszewizm jest wynikiem jego dążenia do podcięcia człowiekowi skrzydeł. To wyraz zanegowania transcendentnych aspiracji jednostki ludzkiej. Skutek zredukowanej do mechanicznych instynktów, deterministycznych popędów antropologii, która siłowo wcielania w życie prowadzi do upodlenia człowieka. Bolszewizm to „antyreligia, spychająca z wyżyn człowieczeństwa w otchłań znikczemnienia.”[14]

Zdziechowski doskonale wiedział do jakich efektów zmierzają procesy sekularyzacyjne. Eliminacja religii z życia społecznego osłabia integrację, więzi międzyludzkie i powoduje wzrost agresji: „religia jest szkołą dyscypliny moralnej i socjalnej, czynnikiem mocy w narodzie i państwie, zmiana religii na gruby materializm jakiejś nacjonalistycznej wiary prowadzi za sobą nie tylko zgubną w następstwach agresywność w stosunku do sąsiadów, jak i do własnych współobywateli obcej wiary i mowy, ale staje się źródłem rozkładu wewnętrznego, anarchii, wzajemnego pożerania się aż do ostatecznej w końcu zagłady. Słowem, początkiem upadku narodów i państw jest zanik religii”.[15] Sekularyzacja jest wyrazem zaburzenia naturalnej hierarchii, w której sfera duchowa i nadrzędna nad nią religia panuje nad cywilizacyjną sferą materialną.

Materializacja

Religia, której rola w cywilizacji Zachodu systematycznie maleje, pozostawia po samo puste miejsce. W tej sytuacji na szczyt hierarchii wartości wysuwa się postęp. Pozytywizm, który nastał w drugiej połowie XIX wieku głosił, że człowiek jest w stanie poznać i zrozumieć świat, opanować go, ulepszać, prowadzić do jego rozwoju. Począł się tworzyć światopogląd, którego centralne miejsce zajęła wiara w postęp – jest on natomiast możliwy dzięki rozwojowi w dziedzinie techniki. W dziele W obliczu końca Zdziechowski pisał: „Społeczeństwo ludzkie wyobraziło sobie, że stało się bardziej rzeczywistym dlatego, że położyło swoją ufność w rzeczach materialnych. Ale wraz z zapanowaniem tego przyziemnego realizmu cywilizacja wpadła w utopię straszliwą i płaską: uwierzenie w zbawienie przez przemysł i rozpoczęła taniec naokoło cielca złotego.”[16] Oszołomiona zdobyczami techniki ludzkość poczęła wierzyć, że panuje nad światem.

Społeczeństwo potrzebuje Boga. Nowa epoka zaproponowała natomiast takiego w postaci rozwoju technologicznego. Stał on się bowiem czymś na kształt bałwana, któremu oddaje się cześć. Człowiek uwierzył, że posiada nieograniczone możliwości generowania dobrobytu, rozumianego jako możliwość zaspokajania swoich potrzeb materialnych. Wiara w postęp ma charakter wręcz religijny – Zdziechowski używa nazwy „religia postępu”. Nowa wiara ustanowiła bogactwo jako cel ludzkich dążeń, nie zaś jako środek do osiągnięcia innych wartości. Materialny dobrobyt począł wypierać potrzeb zakotwiczenia życia człowieka w tradycyjnych wartościach. Pojawia się dominacja konsumpcyjnego stylu życia – nastawionego na zaspokajanie swoich niskich dążeń, dogadzanie swoim zachciankom.

Taki stan rzeczy dla Zdziechowski nieuchronnie prowadzi do zniewolenia człowieka. Ludzkość stała się zakładnikiem wiary w postęp. Człowiek „zatraciwszy świadomość swoich wyższych przeznaczeń, wpadł pod jarzmo wszystkich marności świata (…) znalazł się w niewoli postępu, który w na wskroś materialistycznej postaci (…) przyznał mu znamiona wyznawstwa religijnego, zapalił fanatyzmem namiętności.”[17] Pogoń za powodzeniem materialnym zniszczyła w człowieku odniesienie do sfery duchowej, do wyższych wartości. Wszelkie jego dążenia zostały ulokowane w tym, co sprowadzalne do środków służących zaspokajaniu potrzeb. Poddanie się pozytywistyczne wierze w postęp, noszącej znamiona fanatycznego szału, rodzi zagrożenia w postaci materializmu, determinizmu i przekonania, że człowiek jest wypadkową działających na niego sił natury.[18] Ta „materializacja życia społecznego” prowadzi do postępującej komplikacji życia poprzez przyspieszenie jego tempa. To zaś skutkuje jeszcze zaostrza w człowieku przekonanie, że musi on walczyć o swój byt, a zatem sfera dążeń duchowych, wyższych ulega degradacji i sprowadzeniu do niższego poziomu.[19] Zubożenie człowieka w warstwie duchowej powoduje zanik twórczości w postaci filozofii, sztuki, kultury. Tendencja ta oczywiście jest tendencją dla cywilizacji samobójczą.

Egalitaryzacja

Pozytywistyczna wiara w postęp, która obudowuje się wręcz religijną otoczką, pęd za dobrobyt materialnym i skutkująca tym destrukcja duchowych dążeń człowieka implikuje szerokie zmiany w organizacji życia zbiorowości społecznej. Pisze o tym Zdziechowski w Europie, Rosji, Azji, kiedy zatrzymuje się nad myślą Konstantego Leontjewa: „Postęp w istocie swojej jest dążeniem do wolności i równości, i prowadzi za sobą demokratyzację”.[20]

Monarchizm upadł, a nową zasadą organizującą wspólnoty polityczne stała się idea demokratyczna. Zdziechowski dopatruje zagrożenia w zastąpieniu przez masę indywidualnego człowieka. Tłum, który wkroczył na arenę dziejów i domaga się władzy to nie tylko przewaga ze strony fizycznej nad pojedynczym przedstawicielem społeczeństwa, lecz także przewaga psychologiczna. To zagrożenie dla wartości jednostkowych, a stan sprzyjający dla wykształcenia się wartości kolektywnych, premiujący zbiorowość.[21] To wreszcie dominacja ilości nad jakością, materii nad duchem i panowaniem demagogów, którzy zyskując poklask u mas, zdobywają władzę.[22] Kultura zanika, kiedy społeczeństwo się deindywidualizuje, a na plan pierwszy wysuwają się ruchy masowe. Odczłowieczone masy stanowią zagrożeniem dla wartości. Człowiek jest bytem jednostkowym, indywidualnym, a nie abstrakcyjną ideą wywiedzioną z pojęcia ludzkości w ogóle. Masa kreuje nowego człowieka, a zarazem nie-człowieka, bo pozbawionego cech indywidualnych i szczególnych. Indywidualność ulega ujednoliceniu, skrojeniu na panującą wśród mas miarę.

Apogeum tendecje egalitarystycznych Zdziechowski widział w socjalizmie. Otóż deterministyczne koncepcje w filozofii XIX wieku doprowadziły do przekonania, że również rzeczywistość społecznego podlega koniecznym, niezmiennym i obiektywnym prawom. W mentalności ludzi osadziło się przekonanie, że oto dziejowa konieczność ma sprawdzić nadejście stanu społęcznego, w którym wszyscy są równi, a który jawił się jako stan wielce pożądany. Socjalizm, o którym mowa, nie miał być jednak biernie oczekiwany jako nieuchronnie zbliżający się okres w dziejach, ale jego nadejście miało być przyspieszone przez masy gonione wizją, w których osiągają „wszystkie rozkosze dobrobytu.”[23] Zdziechowski nie był zajadłym wrogiem demokracji. Bał się natomiast jej zwyrodnienia, którego upatrywał w ideach socjalistycznych – ideach o charakterze destrukcyjnym dla duchowości człowieka, prowadzących nieuchronnie do ochlokracji i dyktatu mas, wiedzionych niskim popędami.[24]

Aktualność diagnozy Zdziechowskiego

Z obrazu nakreślonego przez Mariana Zdziechowskiego wyłania się wizja kultury Zachodu naznaczona katastroficznym przekonaniem o jego nieuchronnym upadku. Diagnoza myśliciela jest pesymistyczna i fatalistyczna. Główna teza przesłania Zdziechowskiego ogniskuje się wokół myśli, że Europa odchodzi od fundamentów, które ją zbudowały: chrześcijaństwa, wizji człowieka zwróconego ku transcendencji, prymatu pierwiastka ducha nad materią, dążenia do tego, co wniosłe i wysokie w życiu jednostki, indywidualnego charakteru istoty człowieka. Tendecje, które zaobserował Zdziechowski przeczą podwalinom naszej cywilizacji. Każdy z wyżej opisanych procesów odsłania nową antropologię. Jest to antropologia redukują człowieka do jego bytu materialnego ziemskiego, odzierająca z pierwiastków postulujących wzbijanie się do wyższych wartości, kładąca nacisk na byt kolektywny miast na indywidualność.

Odejście od tradycyjnych wartości, których nośnikiem jest religia, pojmowana także jako czynnik kulturotwórczy i gwarantujący ład społeczny, sprawia, że Zachód traci swoją duchową siłę. Efektem tego wycieńczenia i wyczerpania duchowego jest nieuchronna zagłada.

Powstaje pytanie czy diagnoza stanu ducha Europa znajduje poparcie również w dzisiejszych realiach. Czy dzisiaj w dalszym ciągu obserwujemy to, przed czym przestrzegał Zdziechowski? Odpowiedź na to pytanie jest niestety twierdząca.

Czyż nie wskazują na to takie procesy jak laicyzacja, postępujące odchodzenie od religii i wiary w Boga, dominacja kultury masowej czy uznanie idei demokratycznej za pryncypium w formowaniu dzisiejszego ładu społeczno-politycznego? Dzisiejsza Europa to Europa, która sekularyzacja się w dużo dalszym stopniu niż ta współczesna Zdziechowskiemu. Egalitaryzm jest podstawą w obecnych stosunkach społecznych czy organizowaniu wspólnoty politycznej, a każdy wyłom przeciwko demokracji postrzegany jest jako niemal zbrodnia. Wreszcie, materializm, kult dobrobytu ekonomicznego i zredukowanie pojmowania dobrostanu do płaszczyzny materialnej – to również wyznacznik tego, jak dzisiaj funkcjonuje Zachód.

Człowiek, który neguje Boga, neguje religię, neguje system tradycyjnych wartości, dochodzi do przekonania, że jedyny możliwy raj to raj na ziemi. Wyeliminowanie przekonania o transcendentnym charakterze dążeń jednostki ludzkiej powoduje zwrócenie się do tego, co „tu i teraz”, do tego, co namacalne i mierzalne. Byt ziemski jest bytem jedynym, a zatem to ku niemu należy się zwrócić. Implikacją tego jest zwrócenie swoich aspiracji w kierunku danej „tu i teraz” rzeczywistości. A jeśli rzeczywistość nie spełnia oczekiwań człowieka? Musi wtedy ją zmieniać, kształtować, narzucać jej nowe prawa, słowem: niezbędne jest przyjęcie wiary w postęp.

Konkludując, Marian Zdziechowski trafnie zdiagnozował kondycję moralną kultury Zachodu już niecałe 100 lat temu. Dziś tendecje, które opisał występują w jeszcze większym natężeniu niż wtedy. Powstaje pytanie: czy grozi nam katastrofa? Profetyzm Zdziechowskiego roztoczył przed Europą posępną wizję. Obecny stan cywilizacji Zachodu zdaje się niestety ją potwierdzać.

Grzegorz Dmitruk

student filozofii (II rok) i politologii (V rok), UMCS


[1] A. Jokubaitis, Wyobraźnia filozoficzna Mariana Zdziechowskiego, [w:] Marian Zdziechowski 1861-1938. W 70. rocznicę śmierci, red. J. Skoczyński i A. Wroński, Kraków 2009, s. 53.

[2] L. Gawor, Katastrofizm konsekwentny. O poglądach Mariana Zdziechowskiego i Stanisława Ignacego Witkiewicza, Lublin 1998, s. 15.

[3] J. Skoczyński, Pesymizm filozoficzny Mariana Zdziechowskiego, Wrocław 1983, s. 6.

[4] A. Jokubaitis, Wyobraźnia…, [w:] Marian Zdziechowski…, s. 54-55.

[5] L. Gawor, Katastrofizm…, s. 19-20.

[6] M. Zdziechowski, Jak upadają cywilizacje, [w:] tenże, W obliczu końca, Wilno 1939.

[7] Tenże, Od Petersburga do Leningrada, Wilno 1934, s. 19.

[8] Tenże, Europa, Rosja, Azja, Wilno 1922, s. 295-296.

[9] Tenże, W obliczu…, s. 145.

[10] Tenże, Europa…, s. 12.

[11] Tenże, Masoneria – jej cele i ideały, [w:] tenże, W obliczu…

[12] Tenże, Pessymizm, romantyzm a podstawy chrześcijaństwa, T. 1, Kraków 1915, s. 124.

[13] Tenże, W obliczu…, s. 77.

[14] Tenże, Widmo przyszłości, Wilno 1939, s. 229.

[15] Tamże, s. 157-158.

[16] Tenże, W obliczu…, s. 272.

[17] Tenże, Europa…, s. 261.

[18] Tamże, s. 304.

[19] Zob. tenże, Pessymizm…, s. 163-164.

[20] Tenże, Europa…, s. 262.

[21] J. Skoczyński, Pesymizm…, s. 73.

[22] M. Zdziechowski, W obliczu…, s. 152.

[23] Tamże, s. 304.

[24] Tamże, s. 304-305.

Leave your response!

You must be logged in to post a comment.