Ireneusz Korczak – Problemy życia codziennego w dekadzie Gierka
Ireneusz Korczak
Problemy życia codziennego w dekadzie Gierka.
Społeczeństwo epoki Gierka musiało zmagać się z wieloma problemami, które są obecne i w dzisiejszych czasach, i to właśnie będę starał się udowodnić w tym artykule. Wśród nich możemy wyróżnić takie problemy jak: alkoholizm, kradzieże, korupcja, złe warunki pracy, czy kłopoty w zdobyciu mieszkania. Właśnie problem zdobycia mieszkania był jednym z bardziej uciążliwych w tamtym okresie.
Budownictwo mieszkaniowe w PRL-u było realizowane w czterech formach. Mogło to być budownictwo spółdzielcze, finansowane ze środków własnych członków spółdzielni, kredytu bankowego, dotacji budżetowej oraz środków przekazanych przez przedsiębiorstwa i inne instytucje. Inną formą było budownictwo komunalne, finansowane ze środków terenowych funduszów mieszkaniowych oraz zakładowe dwojakiego rodzaju: mieszkania funkcyjne finansowane ze środków zakładów pracy, i niefunkcyjne finansowane z zakładowego funduszu mieszkaniowego[1].
Tab. 1 Budownictwo mieszkaniowe w latach 1965 i 1970-1985 oraz 2007.
|
Lata |
Mieszkania wybudowane
w tys. |
Liczba mieszkań na
1000 mieszkańców |
| 1965 | 171 | 5,4 |
| 1970 | 194 | 6,0 |
| 1971 | 191 | 5,8 |
| 1972 | 206 | 6,2 |
| 1973 | 227 | 6,8 |
| 1974 | 250 | 7,4 |
| 1975 | 248 | 7,3 |
| 1976 | 263 | 7,7 |
| 1977 | 266 | 7,7 |
| 1978 | 284 | 8,1 |
| 1979 | 278 | 7,9 |
| 1980 | 217 | 6,1 |
| 1981 | 187 | 5,2 |
| 1982 | 186 | 5,1 |
| 1983 | 196 | 5,4 |
| 1984 | 196 | 5,3 |
| 1985 | 190 | 5,2 |
| 2007[2] | 133,7 | 3,5 |
Źródło: D. Jarosz, Peerelowskie drogi do mieszkania w latach siedemdziesiątych XX wieku (zarys problemu), [w:] Życie codzienne w Polsce w PRL (46-89), pod red. S. Piątkowskiego, G. Miernika, Radom-Starachowice 2006, s. 175.
Tabela 1 pokazuje nam sytuacje na rynku mieszkań w omawianym okresie. Władze na początku lat siedemdziesiątych zapowiedziały przyspieszenie budownictwa mieszkaniowego. Miała zwiększyć się ich ilość, ale również jakość. Jak widać z tabeli 1 w dekadzie Gierka nastąpił wzrost liczby mieszkań w porównaniu z rokiem 1965. Możemy zaobserwować, że w kolejnych latach nastąpi spadek liczby mieszkań, zatem polityka Edwarda Gierka starała się realizować swe założenia programowe w tej kwestii. Pomimo tych korzystnych przemian tempo budownictwa nie nadążało jednak za gwałtownie rosnącymi potrzebami, co oznaczało, że niedobór mieszkań, który w 1950 r. wynosił 1284 tys., w 1970 – 1295 tys. a w 1978 r. rekordowym pod względem liczby wybudowanych mieszkań wzrósł do 1622 tys. (z czego 1049 tys. w mieście, 573 tys. na wsi). Widzimy więc, że problem w zdobyciu mieszkania wynikał z tego, że było ich za mało w stosunku do potrzeb mieszkańców. Jeśli jednak ktoś już postanowił zdobyć się na trud znalezienia własnego lokum miał dwie drogi wyjścia. Drogę „normalną”, czyli rutynowe zgodne z prawem sposoby uzyskania swych czterech kątów. Drugą drogą było omijanie kolejki mieszkaniowej i (lub) przyspieszanie przydziału
(o różnym stopniu legalności)[3].
Przez „normalną” rutynową drogę pozyskania mieszkania trzeba rozumieć oczekiwania na przydział po spełnieniu warunków przewidzianych przez polskie prawo. Trzeba było nade wszystko złożyć odpowiednie dokumenty potwierdzające nasz dochód, dotychczasowe warunki mieszkaniowe, a gdy chodziło o mieszkania spółdzielcze zgromadzić odpowiednią część wkładu mieszkaniowego. W sytuacji gdy brakowało mieszkań (a taka sytuacja bywała na porządku dziennym) w życiu codziennym Polaków coraz częściej były stosowane metody „mniej legalne”. Polegało to na omijaniu kolejki mieszkaniowej i przyspieszaniu przydziału mieszkań, w tym również lepszych od posiadanych i dodatkowych dla poszczególnych członków naszej rodziny. Zdarzały się też przypadki związane z chęcią uzyskania więcej niż jednego lokum. Osoby często podawały fałszywe informacje w celu stworzenia pozorów pilności przydziału. Aby uzyskać większe lokum osoby ubiegające się, podawały osoby niemieszkające z nimi w wspólnym gospodarstwie (braci, siostry, kuzynów). Takie praktyki były stosowane, ponieważ odpowiednie instytucje zajmujące się tymi sprawami nie sprawdzały warunków mieszkaniowych osób ubiegających się o mieszkanie. Bardzo często dochodziło do wykorzystywania swej pozycji zawodowej w celu uzyskania jakiś korzyści chociażby takich jak lepsze mieszkanie. Można było również zaobserwować metodę polegającą na znalezieniu pracy w tych zakładach, które mogły im zapewnić mieszkanie w przyszłości[4].
Wśród peerelowskich dróg do zdobycia mieszkania ważne miejsce zajmowało też indywidualne budownictwo jednorodzinne. Władza próbowała integrować społeczeństwo zachętami do pracy nad budowaniem nowej lepszej Polski, tworzeniem podstaw dobrobytu. Jak mówił Gierek:
Od nas, więc samych, od całego społeczeństwa zależy czy i o ile będziemy mogli przekroczyć założony w planie 18 procentowy wzrost płac realnych, czy i o ile będziemy mogli przekroczyć przewidywany poziom budownictwa mieszkaniowego, czy i o ile będziemy mogli przyspieszyć rozwiązanie innych problemów bytowych i socjalnych[5].
W latach 1971-1980 wybudowano w Polsce 616 tys. mieszkań własności indywidualnej, z czego 302 tys. przypadało na ludność rolniczą. Trzeba jednak tu zaznaczyć, że udział inwestorów indywidualnych w całości budownictwa utrzymywał się na poziomie podobnym jak w latach 1966-1970, i wynosił w następnym dziesięcioleciu ok. 25-26%. Zdaniem znawcy omawianej problematyki, Krzysztofa Herbsta, w analizowanym okresie praktycznie nie było możliwości wybudowania własnego mieszkania tylko z własnych środków bez materiałów kradzionych. W latach siedemdziesiątych utrwalił się nawet w języku potocznym termin „złodziejówka” na osiedla jednorodzinne wznoszone dla uprzywilejowanych. Innym sposobem na zdobycie własnego dachu nad głową było nielegalne zajmowanie opuszczonych lub dopiero co wybudowanych mieszkań. Niektórzy też próbowali nawiązać współprace z osobami i instytucjami, mającymi wpływ na dystrybucje mieszkań.[6] Tak oto przedstawiała się sytuacja, jeśli chodzi o szukanie własnego mieszkania w interesującym nas okresie. Jednak to nie był jedyny problem, z jakim borykano sięw tamtych czasach.
Kolejnym problemem, z jakim stykali się Polacy w latach siedemdziesiątych był alkoholizm. Istotą polityki alkoholowej w czasach PRL było to, że panowała tu zasada monopolu. To państwo miało decydujący wpływ na to, co wiąże się z kwestią produkcji i dystrybucji alkoholu. Pod koniec dekady liczba punktów sprzedaży alkoholu sięgnęła 59 tys., a liczba zakładów gastronomicznych z wyszynkiem wzrosła do 12 587. W 1978 r., w szczytowym okresie spożycia alkoholu monopolowego w PRL, jeden punkt sprzedaży alkoholu przypadał na 631 osób, co czyniło z PRL kraj najlepiej zaopatrzony w napoje procentowe w całej Europie[7]. Monopol alkoholowy okazał się jednym z najbardziej dochodowych przedsiębiorstw w PRL-u, lecz jakość jego produktów pozostawiała wiele do życzenia. Ciągle brakowało butelek, etykiet, kapsli. Jakość wyrobów także była nie najlepsza. Brakowało maszyn do mycia, myto je więc ręcznie. Zdarzały się przypadki, że butelki były wykorzystywane do przechowywania nafty, benzyny, rozpuszczalników, a dopiero z czasem sprzedawano je do punktów skupu butelek, czy w sklepie. Butelki myto pobieżnie, zatem sprzedawany trunek często bywał mieszaniną różnych cieczy, nawet trujących.
Dużą wagę władze naszego kraju przywiązywały do eksportu alkoholu. Przedsięwzięcie to zyskało na znaczeniu po 1970 r., gdy nowa ekipa Edwarda Gierka postanowiła w końcu otworzyć granice. Dzięki temu nastąpił napływ turystów z zagranicy, ale też dzięki temu Polacy podróżujący przeważnie w celach zarobkowych i handlowych, przywozili spore ilości „twardej waluty”. Po te dochody postanowili sięgnąć gierkowscy eksperci, organizując na początku lat siedemdziesiątych „Pewex” czyli rozwijając ten skrót – Przedsiębiorstwo Wewnętrznego Eksportu, które otworzyło sieć sklepów we wszystkich większych miastach. Spróbujmy teraz ustalić ile Polacy wydawali na alkohol w tym czasie? W 1970 r. Polacy wydali na napoje procentowe prawie 50 mld zł. W połowie dekady gierkowskiej już 100 mld zł. W 1980 r. wydano już 195,1 mld zł[8].
Można by tu wysnuć tezę, że polityka alkoholowa ekipy Gierka spowodowała wzrost alkoholizmu wśród społeczeństwa, skoro pod koniec dekady ludzie wydawali więcej na alkohol niż na początku. I tak rzeczywiście było, gdyż w latach 1971-1976 spożycie alkoholu wzrosło o 64%[9], ale nie można tych wniosków wysnuć z tego, że wydawano więcej na alkohol pieniędzy, ponieważ trzeba brać pod uwagę takie zjawisko jak inflacja. Wódka czysta wyborowa 0,5 litra kosztowała w 1970 roku 90 zł, w 1975 już 115 zł, a w 1978 aż 153 zł[10]. Zatem wzrost wydatków na alkohol spowodowany był wzrostem cen napojów procentowych.
Problem alkoholizmu dotykał wszystkie grupy społeczne. W 1976 roku Maria Jarosz obliczyła, że liczba dzieci do lat 17 żyjących w rodzinach alkoholików wynosi ponad 900 tys. Najczęściej dzieci te pochodziły z rodzin robotniczych i rzemieślniczych we wsiach położonych w obrębie miast. Przy czym należy dodać, iż alkoholikami w tych rodzinach byli przeważnie ojcowie. W 1979 roku prokurator generalny Lucjan Czubiński w wywiadzie dla tygodnika „Razem” wskazał na alkoholizm jako główne źródło patologii społecznych, konfliktów w małżeństwie oraz braku zainteresowania rodziców swymi latoroślami. W prasie pojawiało się mnóstwo listów na temat alkoholizmu. W 1975 roku redakcja „Świata Młodych” stworzyła rubrykę „Przy rodzinnym stole”. Wkrótce okazało się, że została ona zdominowana przez jeden temat – alkoholizm. Jedna z nastolatek napisała go gazety:
Mój ojciec jest nałogowym alkoholikiem. Prawie codziennie przychodzi pijany, robi po nocach awantury, bije matkę. Musimy nieraz całą noc uciekać z domu[11].
W tym samym czasie jej rówieśnik pisał:
Mój ojciec usiłuje mi wmówić, że mam luksusowe warunki. Tymczasem te warunki to ciągłe bicie mnie przez ojca i jego pijaństwo. (…) Ojciec wiele razy dawał mi do zrozumienia, że jestem mu potrzebny tylko jako sługa. Idź-żeż wreszcie po to piwo! Ostatecznie po to mam syna, żeby po piwo chodził – tak powiedział kiedyś. Jak tu żyć z takim ojcem[12].
Widzimy, że problem był poważny skoro młodzież otwarcie, bez ogródek pisała o tym do gazet.
Dekada Gierka wprowadziła do języka pewne nowe określenia związane
z alkoholem[13]. Aluzją do popularnych wódek było powiedzenie „popłynąć jak Vistulą do Balticu”[14]. Wódka o poranku nosiła nazwę „śniadanie hydraulika”. Piwo zwano „szampanem klasy pracującej”. A tanie zasiarczane wino za 23 zł zwane było „J-23” lub „Hans Kloss”[15].
Polacy w epoce gierkowskiej musieli zmierzyć się również z problemem korupcji. Trzeba zaznaczyć, że sytuacje korupcyjne z okresu panowania Gierka zostały ujawnione dopiero w następnych latach. Miało to na celu wsparcie legitymacji następnej ekipy rządzącej, i było jednym z elementów rozgrywki politycznej wewnątrz obozu władzy. Bardzo często dochodziło do sytuacji korupcyjnych w gospodarce mięsnej. Przyczyn takich zachowań należy upatrywać w cechach przemysłu mięsnego, jak i w systemie ekonomicznym. Wśród czynników sprzyjających nadużyciom można wymienić złe zabezpieczenie zakładów mięsnych oraz słabą kontrolę przy wjeździe i wyjeździe z rzeźni. Dochodził do tego brak urządzeń paczkujących, a także zaopatrywanie się odbiorców prywatnych w tych samych punktach, co odbiorcy uspołecznieni. Zdarzały się przypadki umożliwiania przez pracowników magazynu handlowego oraz działu korzystnych zakupów kupienia surowców mięsnych i podrobowych prywatnym właścicielom masarni w zamian za łapówki[16].
Problem korupcji istniał też w gospodarce mieszkaniowej. Było to spowodowane tym, że mieszkania były dobrami deficytowymi. Zależność od decyzji urzędnika prowadziła do nadużyć. W skargach nadsyłanych do władz centralnych często pojawiały się zarzuty niesłusznie przydzielonych mieszkań. Mimo wszystko w latach siedemdziesiątych znacznie zwiększono liczbę inwestycji mieszkaniowych stąd łatwiej też było tuszować nadużycia (zob. tabela 1).
Mechanizmy korupcyjne można było również dostrzec w administracji. Sytuacje takie występowały wtedy, gdy urzędnik miał szanse uzyskać jakąś korzyść (niekonieczne materialną) lub gdy był poddany różnym naciskom. Wśród przyczyn nadużyć w administracji można wskazać niski status socjoekonomiczny urzędnika i brak etosu zawodowego. Poza tym pensje urzędników zwłaszcza w administracji były niskie, co też skłaniało pracowników do szukania dodatkowych źródeł dochodu. Był on ponadto poddawany wielu naciskom gdyż musiał być lojalny względem administracji jak i partii. Decyzje jego często były podporządkowane nie prawu, lecz dyrektywom przełożonych państwowych i partyjnych. Choć z drugiej strony mogło też być tak, że taka osoba wolała wszelkie decyzje uzgadniać z aparatem partyjnym, odcinając się w ten sposób od odpowiedzialności za błędne decyzje[17].
Przykładem braku etosu urzędniczego mogą być decyzje urzędników gminnych o wybudowaniu na koszt Skarbu Państwa (bez obciążania beneficjantów) dróg do osiedli czy sprzedaż nieruchomości po zaniżonych cenach[18].
W latach siedemdziesiątych, gdy nastąpił wzrost prywatnej inicjatywy
w gospodarce, zwiększyła się rola przestępstw korupcyjnych o podłożu
karno-skarbowym. Mechanizm korupcji był jednak taki sam. Urzędnik starał się wykorzystać każdą okazje, w której mógł dzięki władzy uzyskać jakieś bonusy. Korzyści materialne nie były jedyną formą praktyk korupcyjnych. Bywały też zwyczaje, polegające na tym, że rodziny i znajomi urzędników byli zwolnieni z różnego rodzaju świadczeń. W dekadzie Gierka zwiększyła się także liczba przestępstw dokonywanych przy okazji wyjazdów międzynarodowych, kiedy to funkcjonariusze partyjni bogacili się szmuglując wódkę, czy biorąc łapówki przy zawieraniu kontraktów międzynarodowych. Zdarzały się również przypadki nieprzestrzegania technologii produkcji. Chodziło głównie o to, że zmieniano czas pracy sprzętu. Urządzenia takie jak: koparka czy spychacz mogły być nieużywane prawie w cale, ale w kartach wpisywano 12-14 godzinne eksploatowanie[19].
Do korupcji dochodziło również podczas transportu ważnych dla gospodarki kraju towarów. „Życie gospodarcze” w 1979 roku podało informacje, że z mleczarni na warszawskiej Woli wywieziono 53 miliony litrów mleka w torebkach foliowych, z czego 4 miliony „zaginęło” w czasie podróży. Dokonano obliczeń, że „zaginęło” tyle mleka, ile rocznie daje 560 krów[20]. W takich sytuacjach prawdopodobnie to ludzie przewożący towary dopuszczali się korupcji, a robili tak, ponieważ po prostu mogli gdyż nikt ich wtedy nie kontrolował. Później jednak doszło to tego, że policja zaczęła pilnować kierowców przewożących towary.
Bardzo głośna stała się wtedy afera „Żelazo” zorganizowana przez gen. Matejewskiego, choć była ona prawdopodobnie jedynie wierzchołkiem góry lodowej przedsięwzięcia przemytniczego, w które weszło MSW na początku dekady. Początki akcji „prania” w Polsce złota pochodzącego z napadów na banki i sklepy jubilerskie sięgają lat 60-tych, jednak Gomułka będąc osobą oszczędną, żeby nie powiedzieć skąpą, narzucił politykę nie afiszowania się z bogactwem. Za Gierka ta koncepcja zniknęła. „Żyj i pozwól żyć innym”, to było motto nowej ekipy. Słowo „żyj” należy jednak rozumieć jako wykorzystywanie pozycji zawodowej dla własnych korzyści. Robotnik wynosił z pracy śruby, by potem odsprzedać się komuś i zarobić, urzędnik papier i taśmy do maszyny, a członek partii przyjmował łapówki, chociaż wtedy mówiono na nie „podarunki”. Podczas pobytu w domu podejrzanego o jakieś przestępstwo można było natknąć się na jakieś pieniądze, które często funkcjonariusze przywłaszczali sobie. Gdy otwarto granice na zachód korupcja dawała większe możliwości zarobków. W ramach akcji „Żelazo” przewożono całe wagony różnych cennych towarów takich jak: złoto, srebro, kamienie szlachetne, ale też luksusowe ubrania, zegarki właściwie wszystko, co miało jakoś wartość. Przemytnicy upatrzyli sobie jeden towar szczególnie, a mianowicie kamienie stosowane przy wyrobie biżuterii tzw. oczka. Były one dla nich bezpieczniejsze, gdyż łatwiej było je ukryć. Większość jubilerów produkcje swą opierała właśnie na tym surowcu. W końcu liczy się ogólna waga wyrobu. Im większa tym lepszy zarobek. Dlatego największe zyski przynosiły tzw. cygańskie pierścionki, gdzie było stosunkowo mało złota, ale był duży kamień w środku. Chodzi tu oczywiście o specjalne kamienie tworzone w fabrykach, które pakowano w arkuszach A4, tak jak cukierki, stąd nazwa kamieni – cukiereczki. Istniały też oczywiście kamienie sztuczne, podróbki, ale istniała metoda na rozpoznanie oszustwa. Chodzi tu o tzw. próbę wody. Należało zapałką nanieść kropelkę wody na największą płaszczyznę oczka. Jeśli mieliśmy doczynienia
z kamieniem naturalnym kropla wody działała się jak rtęć, i żadne wycieranie nic nie dawało. Woda za każdym razem zachowywała się tak samo. Na syntetyku woda rozpłynie się. I mamy pewność, co tak naprawdę kupiliśmy[21].
W budynku MSW przez pewien okres istniał nawet sklep z biżuterią i złotem gdzie „wtajemniczeni” mogli nabywać towary po atrakcyjnych cenach. Komisja MSW badająca w 1984 roku te sprawę oszacowała, że zginęło minimum 65-75 kg złota w różnej postaci (sztabki, broszki, bransoletki)[22].
Trzeba przyznać, że gdy chodzi o pieniądze pomysłowość ludzka nie zna granic. Wojciech Rzecki w swej książce Byłem gliną w PRL opisuje taki oto przykład chowania pieniędzy. Otóż wspomniany wyżej autor otrzymał informacje, że jeden z mieszkańców małej miejscowości (rzecz dzieje się na obrzeżasz Warszawy na początku lat siedemdziesiątych) szuka dostawcy złota. Postanowił on pojechać na miejsce i cóż dostrzegł? Małą wille, ale bez przepychu, w której prócz podstawowego tylko wyposażenia na każdym kroku można było się natknąć na kryształowe wazony, a w nich sztuczne kwiaty na drucianych łodygach. Niby nic, o co można było się przyczepić. Ale nasz bohater dostrzegł, że owe druciane łodygi były owinięte papierem koloru zielonego. Okazało się, że były to oryginalne banknoty 50-złotowe, jakie były w tym czasie w obiegu. Z kolei w pokoi właścicielki stylizowanym na pracownie krawiecką stał duży, drewniany kufer. Gdy dwóch silnych mężczyzn wysunęło go (był okropnie ciężki) okazało się, że wypełniony jest po brzegi 10-złotowymi monetami[23]. W takich sytuacjach również mogło dochodzić do korupcji, gdyż nie ma pewności czy do posterunku trafiała cała gotówka znaleziona na miejscu przestępstwa.
Korupcja była obecna również w służbie zdrowia. Było to spowodowane tym, że lekarze i pielęgniarki nadal byli nisko opłacani. Jednocześnie jeden z punktów regulaminu wywieszanego w szpitalach głosił: „Chorym nie wolno naruszać godności osobistej personelu szpitalnego, w szczególności przez dawanie jakichkolwiek datków lub prezentów”. W 1970 roku przeciętny pracownik przebywał na zwolnieniu chorobowym średnio 13 dni roboczych, a 10 lat później już 18, co może wskazywać na to, że warunki pracy pogorszyły się, ale może też świadczyć o tym, że ludzie zaczęli bardziej dbać
o swoje zdrowie. Korupcji towarzyszył ogromny rozrost machiny urzędniczej. W 1975 roku 47 tysięcy lekarzy było obsługiwanych przez 39-tysięczny personel administracyjny[24].
Ciekawym zjawiskiem była reakcja społeczeństwa na zjawiska korupcyjne.
W latach siedemdziesiątych nie zważając na niezadowolenie społeczeństwa, zablokowano samorząd robotniczy oraz struktury związkowe, które były bardzo przydatne w walce z korupcją. Niesłuszne posiadanie przez rządzących przywilejów stało się mechanizmem, który spotęgował protest robotniczy w Radomiu w czerwcu 1976 r. Do nasilenia niezadowolenia wśród protestujących przeciwko podwyżkom doszło, gdy wtargnęli oni do pomieszczeń KW PZPR w Radomiu i odkryli nagromadzone tam, powszechnie niedostępne produkty spożywcze. Sam protest radomski spowodowany był w dużej mierze tym, że rekompensaty miano naliczać według pensji (im wyższa pensja, tym większa rekompensata), co krzywdziło mniej zarabiających[25].
Cechą korupcji w PRL-u było jej związanie z panującym systemem
społeczno-gospodarczym. W PRL wynikało to z systemu, który prowokował takie zachowania poprzez nomenklaturę, czy prawie pełne upaństwowienie własności. Czasem też korupcja była niezbędnym mechanizmem tego systemu. W końcu jakby na to nie patrzyć skorumpowane sklepy były lepiej zaopatrzone, a przedsiębiorstwa dzięki nie do końca legalnym powiązaniom mogły wykonywać swój plan. Można zauważyć, iż ta nieformalna strona PRL-u przetrwała jego upadek i jest obecna
w III RP[26].
Negatywnym zjawiskiem występującym zarówno w epoce gierkowskiej jak
i współcześnie są niskie zarobki osób wykształconych. Pod koniec lat siedemdziesiątych robotnik pracujący w ważnej dla państwa budowie mógł liczyć nawet na 15 tys. wynagrodzenia, jego zwierzchnik natomiast inżynier dostawał zazwyczaj połowę tej kwoty. Początkujący zaś lekarz zarabiał poniżej 3 tys. zł[27]. Problem korupcji, oraz niskie zarobki osób posiadające wyższe wykształcenie są kolejnymi problemami, które występowały zarówno w dekadzie Gierka, ale możemy je dostrzec także dziś.
Historyk Grzegorz Miernik wskazał nową drogę w badaniu historii społecznej Polski Ludowej. Stwierdził, że cennym źródłem do analizowania i poznania peerelowskiej codzienności są listy, poruszające sprawy związane z życiem codziennym.
Tab. 2 Wpływ listów do Biura Listów i Inspekcji KC PZPR w przekroju problemowym
w 1974 r.
| Problematyka | Liczba
listów |
Wskaźnik
w % |
| Praca instancji i organizacji partyjnych. Uwagi o polityce kadrowej | 1015 | 1,7 |
| Praca związków zawodowych i organizacji społecznych | 171 | 0,3 |
| Praca urzędów (woj. pow. miejskich, gminnych) wydziały,sołtysi | 393 | 0,7 |
| Uwagi o pracy sądownictwa, prokuratury, Milicji Obywatelskiej i wojska | 1578 | 2,7 |
| Sprawy sądowo-prokuratorskie (ułaskawienia, zawieszenie wyroków, przedterminowe zwolnienia, zatargi rodzinne i sąsiedzkie, alimenty) | 6108 | 10,4 |
| Wyjazdy za granicę, cła | 1808 | 3,1 |
| Problemy związane z pracą rzemiosła i sektora nieuspołecznionego | 231 | 0,4 |
| Ceny (uwagi o pracy komisji cen, jakości towarów i usług, zmian asortymentowych itp.) | 545 | 0,9 |
| Zagadnienia zatrudnienia, systemu wynagradzania, podnoszenia kwalifikacji | 4635 | 7,9 |
| Problemy BHP i warunków socjalno bytowych w zakładach pracy | 367 | 0,6 |
| Ubezpieczenia społeczne, renty, emerytury | 5629 | 9,6 |
| Praca PGR-ów i spółdzielni produkcyjnych | 526 | 0,9 |
| Gospodarka ziemią i ochrona użytków rolnych | 367 | 0,6 |
| Skup płodów rolnych | 74 | 0,1 |
| Problemy zaopatrzenia wsi, budownictwo, elektryfikacja, melioracja i stosunki wodne | 772 | 1,3 |
| Ubezpieczenia społeczne i problemy socjalne wsi | 386 | 0,7 |
| Gospodarka mieszkaniowa: mieszkania kwaterunkowe,spółdzielcze, zakładowe i prywatne,praca wydziałów spraw lokalowych i komisji ds. koordynacji rozdziału mieszkań, meldunki | 13233 | 22,5 |
| Budownictwo indywidualne, wywłaszczenia, odszkodowania (poza odszkodowaniami z tytułu pracy i rolnymi) | 1804 | 3,1 |
| Lecznictwo i opieka społeczna | 2050 | 3,5 |
| Oświata, nauka, kultura, młodzież | 1250 | 2,1 |
Źródło: G. Miernik, Codzienne troski polaków w okresie Gierkowskiego „dobrobytu” w świetle listów „do Warszawy”, [w:] Życie codzienne w Polsce…, s. 204-205.
Jak widzimy najwięcej zgłaszanych problemów dotyczyło spraw mieszkaniowych. Trudno się temu dziwić. Liczba mieszkań była niewystarczająca (zob. tabela 1), a ich jakość również pozostawiała wiele do życzenia. W tym czasie w dorosłe życie wchodziło pokolenie wyżu demograficznego. Skutkiem tego warunki na rynku mieszkań były opłakane.
Kolejnym problemem była zła sytuacja osób, które musiały dojeżdżać do pracy, szkoły. Było to spowodowane tym, że pociągi i autobusy były niepunktualne. A to pociągało za sobą negatywne skutki. Robotnicy spóźniający się do pracy ponosili konsekwencje finansowe i dyscyplinarne. Zjawiskiem powszechnym było wcześniejsze opuszczanie stanowiska pracy przez osoby dojeżdżające. Problemem było także kupienie biletu miesięcznego. PKS odmawiał sprzedaży, tłumacząc się brakiem wolnych miejsc. Szczególnie dzieci były bardzo pokrzywdzone. Rozkłady jazdy autobusów nie były odpowiednio dostosowane do planów zajęć. Nierzadko zdarzało się, że autobus nie zatrzymał się, aby zabrać dzieci. Powodem były przeładowane autobusy, które nie były wstanie zabrać wszystkich[28].
Kolejnym problemem, z którym musieli sobie radzić mieszkańcy naszego kraju w interesującym nas okresie były kłopoty aprowizacyjne. Brakowało w sklepach mięsa, wędlin, jaj, mebli, obuwia oraz sprzętu elektrotechnicznego. Mieszkańcy mniejszych miast i wsi byli szczególnie dyskryminowani, jeśli chodzi o zaopatrzenie w mięso. Stałym elementem peerelowskiej codzienności były narzekania na organizacje handlu i pracę personelu sklepów. Szczególnie krytykowano sytuację w wiejskich sklepach, gdzie asortyment był skromny, a sprzedawcy opryskliwi[29]. Konsumenci narzekali na ukryte windowanie cen. Proceder ten polegał na wycofywaniu ze sprzedaży tańszych artykułów, i zastępowaniu ich miejsce nowymi, lecz nie zawsze lepszymi. Czasami po prostu zmieniano nazwę towaru lub tylko etykietę. W dzisiejszych czasach ten proceder również występuje, choć trudniej go dostrzec. Rosły też ceny owoców, warzyw, mebli i stali[30].
Rolnicy skarżyli się na brak maszyn i urządzeń oraz nieopłacalność produkcji rolnej spowodowanej niskimi cenami skupu[31]. Zwracali też uwagę na opieszałe załatwianie spraw przez urzędy administracji państwowej. Szczególnie narzekano na stwarzane przez administracje utrudnienia w przekazywaniu gospodarstw za rentę. Konieczność złożenia wielu zaświadczeń sprawiała, że cała procedura trwała od 4 do 6 miesięcy. Na wsi powodem do niezadowolenia był sposób prowadzenia komasacji gruntów. Lepsze grunty otrzymywały osoby zasiadające w komisjach komasacyjnych oraz ich rodziny. Miano za złe również to, że do komisji dopuszczano tylko zamożniejszych gospodarzy. Natomiast z zadowoleniem przyjęto wiadomość o zniesieniu dostaw obowiązkowych mięsa, zboża i ziemniaków. Spowodowało to wzrost dochodowości produkcji rolnej i sprzyjało inwestycjom. Narzekano natomiast na kółka rolnicze. Powodem były niskie kwalifikacje traktorzystów mechaników, a co za tym idzie słaba jakość usług[32].
Powodem do niezadowolenia była też zła organizacja pracy. Często dochodziło do tego, że praca była przerywana z powodu niedostarczenia materiałów od kooperantów. Prace więc trzeba było wykonać w godzinach nadliczbowych. Pracownicy narzekali, że ich zarobki są niższe przez nieudolność kierowników, i całej administracji. Robotnicy skarżyli się na złe warunki socjalne w zakładach pracy, a nawet brak podstawowych urządzeń sanitarnych. Dochodziło też do zatargów pomiędzy robotnikami a dyrekcją. Było to spowodowane złym zachowaniem się osób na kierowniczych stanowiskach. Libacje na terenie zakładu pracy były na porządku dziennym. Można też było dopatrzyć się nieprawidłowości i malwersacji przy podziale premii i nagród. Często podstawowym kryterium były prywatne, a nawet rodzinne więzi pomiędzy osobami decydującymi o przyznaniu nagród i premii a nagrodzonymi. Sygnalizowano również niesprawiedliwe rozdzielanie urlopów. Pracowników raziło też wykorzystywanie samochodów służbowych do celów prywatnych. Czasami dochodziło do prawdziwych patologii w zakładach pracy. Bywały przypadki, że niektórzy pracownicy byli wpisani tylko na listę płac, a nie pracowali w zakładzie w ogóle. A pobierali takie samo uposażenie jak ci co pracują[33].
Polska Akademia Nauk przeprowadziła w 1975 roku sondaż wśród klasy robotniczej: „Co najbardziej przeszkadza w pracy?”. Pierwsze miejsce zajął brud. Redakcja dziennika „Nowiny” ustaliła, że w Łańcuckiej Fabryce Śrub ludzie dostają deputat proszkowo-mydlany, jednak biorą go do domu na pranie cywilnych ciuchów, więc kombinezony pozostają brudne[34].
W niektórych gałęziach przemysłu takich jak na przykład przemysł włókienniczy czy odzieżowy przeważały kobiety, które często narzekały na to, że muszą pracować na starych, często przedwojennych jeszcze maszynach[35].
W pierwszej połowie gierkowskiej dekady ludzie domagali się przede wszystkim podwyższenia płac. Kolejne lata przynosiły podwyżki płac o czym można się przekonać spoglądając na poniższą tabele.
Tab. 3 Płaca i ceny w 1970 roku.
| 1970 r. | 1972 r. | 1976 r. | 1979 r. | |
| Przeciętna płaca | 2458 zł | 2511 zł | 4116 zł | 5100 zł |
| Dolar na czarnym rynku | 140 zł | 80 zł | 120 zł | 130 zł |
| Mięso wieprzowe (kg) | 48,43 zł | 50,29 zł | 68,44 zł | 68,44 |
| Jabłka (kg) | 10,62 zł | 11,25 zł | 11,99 zł | 11,99 |
| Polski fiat 125 p 1300 | 160 000 zł | 160 000 zł | 167 000 zł | |
| Coca-cola (0,25l) | 5,00 zł | 5,00 zł | 6,00 zł | |
| Telewizor kolorowy | 25 000 zł | 21 500 zł | 21 500 zł | |
| Płaszcz męski wełniany | 1700 zł | 2250 zł | 2250 zł | |
| Garnitur wełniany | 1890 zł | 2800 zł | 3000 zł | |
| Masło eksportowe (kg) | 75 zł | 75 zł | 80 zł | |
| Czekolada deserowa 100g | 19 zł | 19 zł | 25 zł | 25 zł |
| Benzyna LO 94 (l) | 6,50 zł | 11 zł | 16 zł |
Źródło: „Najnowsza historia Polaków Oblicza PRL” 2007-2008, nr 8-11.
Jak widzimy z powyższej tabeli, przeciętna płaca w latach siedemdziesiątych wzrosła ponad dwukrotnie. Wraz ze wzrostem płac wzrosły jednak też ceny podstawowych produktów takich jak masło czy mięso, ale i tak można zauważyć, że ceny nie rosły tak szybko jak płace, zatem ludziom pod koniec dekady żyło się lepiej niż na początku. Mimo wszystko zmiany cen były jednak bardzo uciążliwe dla społeczeństwa. Podwyżki cen artykułów spożywczych tłumaczono tym, iż możliwości wzrostu produkcji artykułów przemysłowych są większe od możliwości wzrostu produkcji artykułów spożywczych. Widzimy więc, że na ceny duży wpływ miały możliwości produkcyjne. Władza raz za razem ulegała złudzeniu, że gdy podniosą ceny żywności, doprowadzą do przesunięcia popytu na artykuły przemysłowe, w szczególności na te, których nie brakowało. Właśnie, dlatego podwyżki cen podstawowych artykułów spożywczych łączono z obniżkami cen niektórych produktów przemysłowych. I tak na przykład w grudniu 1970 roku wraz z podwyżką cen artykułów pierwszej potrzeby ogłoszono obniżkę cen wyrobów z włókien sztucznych, a także dóbr trwałego użytku takich jak lodówka, pralka, telewizor, czy magnetofon. Polityka ta okazała się jednak nieskuteczna. Przecież artykułów podstawowych jak żywność nie zastąpią dobra z tzw. „górnej półki”.[36]
Piotr Jaroszewicz broniąc przed komisją Grabskiego decyzji podejmowanych przez Gierkowskie kierownictwo, starał się wszystkich przekonać, że podwyżkę, którą usiłowano wcielić w życie w 1976 r., przygotowano uczciwie. Ta uczciwość miała polegać na przeznaczeniu całej kwoty uzyskanej przez państwo z podwyższenia cen, na rekompensaty, bądź na poniesienie cen skupu. W rzeczywistości w 1976 r. w Komitecie Centralnym zdawano sobie jednak sprawę, iż założenie, jakoby rekompensaty za podwyżkę były pełne, nie odpowiadała rzeczywistości. Zalecono nawet aby twierdzeniem, że zwiększenie wynagrodzeń w zupełności pokrywało wzrost cen „nie zachłystywać się” w trakcie towarzyszącej podwyżce kampanii propagandowej i pamiętać, że w rzeczywistości nie gwarantuje ono utrzymania dotychczasowego poziomu życia wszystkim rodzinom.[37]
W opracowaniach poświeconych kryzysowi czerwca 1976 roku zwracano uwagę na bardzo niesprawiedliwy charakter podwyżek plac. Rekompensaty wyniosły, bowiem od 240 do 600 zł, i były tym większe, im wyższe zarobki. Zatem osoby lepiej zarabiające otrzymały większe rekompensaty, co nie podobało się społeczeństwu. Był też pomysł, aby podwyżkami płac nie obejmować grupy pracowników najlepiej zarabiających. Szybko jednak zrezygnowano z tego pomysłu. Było to zapewne spowodowane chęcią zapewnienia odpowiedniego wynagrodzenia pracownikom aparatu partyjnego. Gierek z perspektywy czasu stwierdził, że wspomniany wyżej rosnący charakter rekompensat pieniężnych miał zapobiec nadmiernemu spłaszczaniu zarobków, które mogłyby negatywnie odbić się na wydajności pracy[38]. Z dzisiejszego punktu widzenia przekonanie, że obniżenie poziomu życia będzie bodźcem do zwiększenia wydajności pracy wydaję się, co najmniej niezrozumiałe.
Władza dla uzasadnienia swych posunięć odwoływała się do prasy zagranicznej. Tak zresztą dobierała cytaty by podwyżki cen pokazać jako element typowy dla sytuacji gdy gospodarka się rozwija oraz by przypomniały, że dalszy rozwój kraju będzie zależał od odpowiedniej regulacji cen. Brytyjski
„Observer” pisał m.in.:
Płace wzrastały, podczas gdy ceny pozostawały zamrożone, a Polacy jedzą teraz więcej mięsa niż pięć lat temu. Gwałtownie wzrastające subsydia utrudniały inwestycje[39].
Mimo tych nie do końca wyjaśnionych spraw, w latach 1970-1980 dochody realne z tytułu prac wzrosły o 92%, a z tytułu pieniężnych świadczeń społecznych o 172%. Szczególnie płace rosły w pierwszym pięcioleciu, później sytuacja uległa pogorszeniu spowodowana problemami w gospodarce państwowej. Jednak w całej dekadzie sytuacja w kwestii spożycia była dobra. Rosła ilość spożywanego mięsa (o przeszło 20 kg na jednego mieszkańca w okresie 10 lat), tłuszczów (o 4 kg), jaj (o 36 sztuk) itd. Wszystkie te pozytywne elementy w głównej mierze zawdzięczaliśmy kredytom z zachodu. Była to konsumpcja na kredyt[40]. A jak wiadomo kredyt trzeba będzie kiedyś spłacić. Państwo zadłużało się nie myśląc o konsekwencjach na przyszłość.
W przyszłości doprowadzi to do kryzysu w państwie.
Społeczeństwo musiało również zmierzyć się w tamtych okresiez problemem narkomanii. Do lat 60-tych narkomania w Polsce praktycznie nie istniała. Szpitale w ciągu roku rejestrowały do 500 pacjentów uzależnionych od leków. Także milicja sporadycznie miała do czynienia z osobami, które znajdowały się w stanie odurzenia lekowego. W latach siedemdziesiątych wszystko się zmieniło, niestety na gorsze. Znacząco wzrosła liczba narkomanów w Polsce. Było to związane z rozwojem ruchu hipisów gdyż w dużej mierze to oni zachęcali do zażywania narkotyków, środków pobudzających, różnych leków, czy nawet zachęcali do wąchania kleju i palącej się farby. W 1968 roku zarejestrowano 467 przypadków narkomanii, w 1969 r. 584, zaś w 1970 r. 1110, z czego 57 odnosiło się do osób w wieku 15-17 lat, a 8 do dzieci poniżej 14 roku życia[41] .Choć dane te są trudne do określenia milicja szacowała, że przeszło 40% uzależnionych pochodzi z rodzin robotniczych, a blisko 10% ze wsi. Aż 90% narkomanów stanowiły osoby przed trzydziestką. Miało to też swój skutek w gospodarce kraju, gdyż są to ludzie w wieku najbardziej produkcyjnym. Pod wpływem uzależnienia nie mogą pracować efektywnie albo nawet wcale nie są już zdolni do pracy[42].
Pod względem ekonomicznym staną się osobami niepotrzebnymi nawet można by użyć stwierdzenia zbędnymi. Ich problem z uzależnieniem stanie się naszym problemem, ponieważ osoby pracujące będą utrzymywać osoby niepracujące w tym przypadku narkomanów.
Kolejnym problemem występującym głównie w miastach było zjawisko kradzieży dokonywanych przez kieszonkowców. Liczba zgłaszanych tego typu przestępstw w dekadzie Gierka oscylowała od 600 do 1300 rocznie. Trzeba mieć świadomość, że na pewno nie wszyscy pokrzywdzeni informowali o swoich stratach organy ścigania, dlatego liczba kradzieży zapewne była dużo większa. Struktura amatorów cudzych portfeli nie była jednolita. Byli to ludzie z różnych środowisk i w różnym wieku. Wiek sprawców oscylował w przedziale od 10 do nawet 70 lat. Warto przedstawić tu przykład jednego z doliniarzy złapanego w 1975 roku, który to w zeznaniach w sądzie zeznał, że trudni się tym zawodem od 20 lat. Stwierdził, że praca ta ruchliwa na świeżym powietrzu, nie jak inne prace jak na przykład za biurkiem, które według niego są nie ciekawe. Zeznał, że wybrał ten zawód, bo lubi ryzyko. W środowisku kieszonkowców nosił pseudonim „Artysta”. Często występował w przebraniu księdza, mnicha lub urzędnika, pewnie po to by nie wzbudzić podejrzeń. Czasem udawał chorego na serce, który nagle zasłabł. Gdy jakaś osoba podeszła do niego by sprawdzić, co mu dolega współpracownik wykonywał wtedy „brudną robotę”. W ciągu ostatnich dwóch lat jak zeznał, ukradł 197 damskich portmonetek (opowiadał o tym z czymś, co można nazwać zawodową dumą). Portmonetki te leżały głównie na paczkach z żywnością. Widzimy, zatem, że prace ułatwiali im sami ludzie, którzy byli za mało ostrożni[43].
Życie codzienne w tamtych czasach często dawało się ludziom się we znaki. Każdego dnia przeciętna polska rodzina musiała zmagać się z jakimiś problemami. Brakowało w domu mięsa, smalcu, o dżemie można było sobie tylko pomarzyć. Często w sklepie można było dostać wędlinę, ale były to polędwice, szynki, suche kiełbasy, czyli wyroby bardzo drogie, na które nie stać było większość społeczeństwa. Natomiast potrzebne były tańsze wyroby jak salceson, kaszanka a ich najczęściej brakowało.
Braki na rynku dotyczy też opakowań produktów. Zdarzały się przypadki pakowania świeczek tortowych w kartoniki po rosole „Winiary”. Warto również wspomnieć, że obyczajem tamtych lat było wydawanie reszty cukierkami, zapałkami, prezerwatywami lub zupami w kostkach, choć kupujący zazwyczaj odbierał to jako korzyść dodatkową[44].
Kolejnym problemem i to bardzo poważnym, ponieważ miał duży wpływ na nasze zdrowie (zawsze jeden problem pociąga za sobą kolejny) była higiena, a właściwie jej brak. Kłopotem było zwykłe umycie się. Co prawda w latach 60-tych pojawiła się kabina z natryskiem zwana „prysznicem
w szafie”, ale nie wiele osób z niej korzystało. Były też łaźnie miejskie, ale ludzie podchodzili do nich sceptycznie, choć tradycja zbiorowego pielęgnowania ciała utrzymywała się w Polsce dosyć długo. Zdarzało się, że woda ciepła nie docierała do wszystkich mieszkańców. Problemem były również ubikacje, których było niewiele. Jedna wielkomiejska ubikacja kosztowała aż pół miliona złotych, zatem miasta po prostu nie było stać na taki wydatek. Gdy ktoś chciał skontaktować z kimś na odległość również trafiał na przeszkody. Brakowało telefonów w mieście, a na wsi nie było ich prawie wcale. W 1980 roku jeden telefon przypadał na 40 mieszkańców wsi. W tym samym czasie na przykład w Szwecji telefon miał w domu, co drugi rolnik, co już pokazuje jak bardzo byliśmy w tyle za innymi krajami. Kolejnych trosk mógł się nabawić zwykły szary człowiek idąc do jakiegoś urzędu. Czekało go bowiem wypełnienie stosu formularzy często niepotrzebnych[45].
Możemy, zatem stwierdzić, że społeczeństwo epoki gierkowskiej musiało zmagać się z takimi problemami, jakim i dzisiejsze społeczeństwo musi stawić czoła. Problemy takie jak alkoholizm, bezrobocie, kradzieże czy złe warunki pracy nie mówiąc już o kłopocie, jakim jest wybudowanie własnego domu to problemy, które występują dziś, i zapewne nie prędką z naszego świata. Oczywiście pewne rzeczy się zmieniły. Poprawiła się sytuacja związana z higieną osobistą, zniknął problem braku w zaopatrzeniu. Dziś towarów jest masa, nie ma więc problemu ze zdobyciem żywności czy innych produktów, ale pojawia się nowy problem już współczesności. Towaru jest za dużo i nie ma kto go kupić. Zatem znika jeden problem, ale w jego miejscu pojawia się kolejny. Jeśli brać pod uwagę tę czynniki to słuszna wydaje się teza, że historia zatacza koło (tzw. cykliczna koncepcja czasu) i pewne elementy pozostają niezmienne. Zatem idąc tym tropem można stwierdzić, że każde społeczeństwo w sumie musi sprostać tym samym problemom nie zależnie od tego czy żyjemy w latach siedemdziesiątych XX wieku czy XXI wieku.
Ireneusz Korczak, Historia II rok SUM
[1] E. Smoktunowicz, Encyklopedia obywatela PRL, Warszawa 1987, s. 446.
[2] Mały Rocznik Statystyczny 2008, s. 224-225, (www.stat.gov.pl kopia w posiadaniu autora z dnia 20.04.2009).
[3] D. Jarosz, dz. cyt., s. 176-178.
[4] Tamże, s. 179-190.
[5] A. Friszke, Polska Gierka, Warszawa 1995, s. 38-39
[6] D. Jarosz, dz. cyt., s. 194-195.
[7] K. Kosiński, Polityka alkoholowa w czasach PRL, [w:] Życie codzienne w Polsce…, s. 38.
[8] Tamże, s. 51.
[9] A. Friszke, dz. cyt., s. 48.
[10] Rocznik Statystyczny 1979, Warszawa 1979, s. 342.
[11] K. Kosiński, Oficjalne i prywatne życie młodzieży w czasach PRL, Warszawa 2006, s. 269.
[12] Tamże.
[13] To nie były jednak jedyne zabawne określenia na różnego rodzaju produkty w PRL-u. Na kalesony mówiono podspodniki męskie, na kapelusze – stożki damskie, na kłębek nici – galerunek liany, naczynie nocne określano jako poduszkowiec dwulitrowy, a narzędzie do dekorowania tortów nazywano dekoratorem tłokowym; Propaganda PRL-u. Najzabawniejsze Polskie Kroniki Filmowe. Lata 70-te [DVD, WFDiF Film Studio, 2006].
[14] Vistula – gatunek wódki w PRL-u charakterystyczny dla niższych klas. Miała niezbyt przyjemny smak a to z powodu tego, że przy jej produkcji stosowano spirytus gorszej jakości. Po badaniach stwierdzających toksyczność trunku zaprzestano jej produkcji; B. Koziczyński, 333 popkultowe rzeczy PRL, Poznań 2007, s. 398.
[15] W. Kot, PRL czas nonsensu Polskie dekady 1950-1990 Kronika naszych czasów, Poznań 2007, s. 188.
[16] K. Madej, Siermiężna i dolarowa korupcja w PRL w latach 1956-1980, [w:] PRL Trwanie i Zmiana pod red. D. Stoli i M. Zaręby, Warszawa 2003, s. 267.
[17] W. Markiewicz, Konflikt społeczny w PRL, Poznań 1983, s. 81.
[18] Tamże,. s. 268-273.
[19] G. Miernik, Codzienne troski polaków w okresie Gierkowskiego „dobrobytu” w świetle listów „do Warszawy”, [w:] Życie codzienne w Polsce…, s. 219-220.
[20] W. Kot, PRL jak cudnie się żyło, Poznań 2008, s. 176.
[21] W. Rzecki, Byłem Gliną w PRL, Warszawa 2008, s. 57-58.
[22] R. Terlecki, Miecz i Tarcza Komunizmu. Historia aparatu bezpieczeństwa w Polsce 1944-1990, Kraków 2007, s. 212-214.
[23] W. Rzecki, dz. cyt., s. 53.
[24] W. Kot, PRL czas nonsensu…., s. 179.
[25] K. Madej, dz. cyt., s. 278-279.
[26] K. Madej, dz. cyt., s. 280.
[27] A. Friszke, dz. cyt., s. 48.
[28] G. Miernik, dz. cyt., s. 208-209.
[29] Z ksiąg skarg i zażaleń, [w:] Absurdy PRL-u, oprac. M. Rychlewski, Poznań 2006, s. 115-116.
[30] Księga listów PRL-u cz. 3: 1971-1980, oprac. G. Sołtysiak, Warszawa 2005, s. 65-66.
[31] Tamże, s. 26-27.
[32] G. Miernik, dz. cyt., s. 210-214.
[33] Tamże, s. 218-224.
[34] K. Feusette, Socjalistyczne obrzędy, „Najnowsza historia Polaków Oblicza PRL” 2008, nr 10, s. 14.
[35] K. Lesiakowski, Nastroje robotników Łodzi w okresie: grudzień 1970 – luty 1971 roku [w:] Robotnicy
przemysłowi w realiach PRL, pod red. G. Miernika, S. Piątkowskiego, Radom – Starachowice 2005, s. 192.
[36] M. Jastrząb, Polityka kształtowania cen dóbr konsumpcyjnych w Polsce Ludowej-wybrane zagadnienia [w:] PRL Trwanie i Zmiana…, s. 236-237.
[37] Tamże, s. 240.
[38] J. Rolicki, Edward Gierek. Przerwana Dekada, Warszawa 1990, s. 106.
[39] M. Mazur, Kampania prasowa w związku z wydarzeniami w Radomiu i Ursusie w czerwcu 1976,
„Przegląd Historyczny” 2002, nr 2, s. 191.
[40] Z. Landau, Gospodarka Polski Ludowej, Warszawa 1994, s. 65.
[41] Maciej Chłopek, Być hipisem w PRL, [w:] Życie codzienne w Polsce w PRL…, s. 244.
[42] W. Kot, PRL jak cudnie się żyło…, s. 68.
[43] „Kobieta i Życie” 1975, nr 1, s. 12.
[44] W. Kot, PRL czas nonsensu…, s. 138.
[45] Tegoż, PRL jak cudnie się żyło…, s. 172-217.



















Leave your response!
You must be logged in to post a comment.